Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drabinki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drabinki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 sierpnia 2016

Słowacki Raj: Sucha Bela Przełom Hornadu Podlesok

Sucha Bela należy do najbardziej popularnych szlaków w Słowackim Raju. Jest to szlak łatwo dostępny. Wystarczy podjechać na (w sezonie płatny) parking w Podlesoku, kupić w budce bilet wstępu do Parku Narodowego Słowacki Raj, by znaleźć się na zielonym szlaku prowadzącym przez wąwóz Sucha Bela. Suchą Belę przeszłam już trzy razy, dlatego zdjęcia w tym wpisie będą pochodziły z różnych dni. W roku 2009 ze względu na obfite opady deszczu, podczas mojego pobytu w Słowackim Raju, szlak był czasowo nieczynny. Chcąc więc go przejść, warto śledzić komunikaty i aktualne informacje, żeby nie być zaskoczonym ;)

Szlak rozpoczynamy w Podlesoku. Oprócz wspomnianej budki z biletami wstępu do Parku, znajdują się tu dwa sklepy spożywcze (raczej kiepsko zaopatrzone, ale znajdziemy w nich najpotrzebniejsze rzeczy;  kilka większych sklepów odwiedzić możemy w Hrabusicach - ok. 2,5 km od Podlesoka) camping oraz domki letniskowe , a także kilka punktów gastronomicznych (polecam Ranc Podlesok , do którego można ddojść kierując się w stronę szlaku przez Przełom Hornadu). 

(mapa szlaków w Podlesoku)
Wybierając się do Słowackiego Raju warto zaopatrzyć się dobrą mapę, ponieważ na jego obszarze krzyżuje się wiele szlaków, a niektóre z nich są jednokierunkowe, czyli można z nich korzystać tylko  do podchodzenia. Polecam mapę VKU Harmanec (wydawnictwo słowackie) w bardzo dobrej skali 1:25 000. Mapy tego wydawnictwa można bez większych problemów kupić w Słowacji, coraz częściej pojawiają się one również w tematycznych sklepach z mapami (również internetowych). Warto zajrzeć także na Allegro.

Wróćmy do naszego szlaku... Rozpoczynamy wędrówką szlakiem zielonym. Początkowo jest łatwo, ale dość szybko przyjdzie nam się zmierzyć z drewnianymi kładkami. Czasem bywają śliskie, dlatego warto zachować szczególną ostrożność. 


Następnie na trasie spotkamy kładki metalowe, by w końcu dotrzeć do ciągu metalowych drabin. W tym miejscu lubią tworzyć się korki. By ich uniknąć radzę wyjść na szlak wcześnie lub przyjechać do Słowackiego Raju przed sezonem, czyli przed 1.07. W czerwcu też jest tu pięknie i zdecydowanie  mniej tłoczno.


(drabiny wyglądają groźnie, ale szybko się do nich przyzwyczaimy)


Pierwszy kontakt z drabinami może być lekko stresujący, ale obiecuję, że każdy kolejny krok na drabinkach jest bardziej pewny, przyjemny, a gdy już przejdziemy całą Suchą Belę, będzie nam brakowało tych metalowych ułatwień. 

(po drabinie sobie idę ;))

Wzdłuż drabin spływają urocze wodospady...





Pierwszy raz szlak ten przeszłam mając 13 lat, moja siostra miała 11 i dałyśmy radę! Chociaż prawda jest taka, że każdy indywidualnie reaguje na tego typu trudności. Dla mnie najważniejsze na początku było niepatrzenie w dół. Teraz, gdy do Słowackiego Raju się już przyzwyczaiłam i byłam w nim kilka razy, z przyjemnością rozglądam się dookoła, pozuję do zdjęć, oczywiście nie zapominając o zdrowym rozsądku. Czasem wystarczy jeden nieprzemyślany ruch, żeby się poślizgnąć i poturbować. Warto mieć to na uwadze. 


Na trasie przechodzimy przez skalne wąwozy...


by za chwilę stawić czoła kolejnej drabinie...



i kolejnym drewnianym stopniom (one zawsze najbardziej mnie stresowały, bo nigdy nie wiadomo czego po nich się spodziewać- bywają bardzo śliskie i przez to trochę niebezpieczne). 


Szlak kończy się metalowymi "stupaczkami" ubezpieczonymi łańcuchami. To wygodne stopnie, nie sprawiające trudności, nie ma się czego obawiać!


Przechodzimy jeszcze metalowym chodnikiem...



i zaczynamy tęsknić za metalowymi ułatwieniami, bo szlak staje się taki zwyczajny...
Docieramy bowiem do punktu kulminacyjnego Suchej Beli, skąd proponuję podejść żółtym szlakiem do szlaku czerwonego przecinającego Pod Vtacim Hrbom. Stąd kierujemy się na Klastorisko szlakiem czerwonym. Po ok. 30 minutach dotrzemy do celu wygodnym szlakiem bez niespodzianek ;) Oczywiście gdy jesteśmy już bardzo zmęczeni, możemy wybrać czerwony szlak w przeciwnym kierunku i grzecznie wrócić bezpośrednio do Podlesoka. Moim zdaniem warto jednak nieco wydłużyć sobie wędrówkę i zajrzeć na Klastorisko. 

Klastorisko to rozległa polana, na której znajduje się schronisko oraz ruiny klasztoru kartuzów z końca XIIIw., będące największą atrakcją tego miejsca. Warto tutaj podejść, odpocząć, (napić się lanego piwka) oraz wybrać szlak, którym wrócimy do Podlesoka.



Na polanie Klastorisko krzyżują się szlaki we wszystkich kolorach. My wybieramy żółty w kierunku Przełomu Hornadu. Równoległy do żółtego szlak zielony, biegnący przez Klastorską Roklinę (bardzo malowniczy, szczególnie ciekawy po większych opadach deszczu!) jest szlakiem jednokierunkowym, tylko do podchodzenia, zatem nie możemy nim zejść. Na żółtym szlaku nie dzieje się nic specjalnego... Dopiero gdy dotrzemy do rzeki Hornad (przechodzimy na szlak niebieski w kierunku Hrdla Hornadu), zrobi się ciekawiej... mosty, stupaczki, łańcuchy... co kto lubi... do wyboru do koloru ;) Właściwie wyboru nie mamy, wszystko musimy przejść chcąc dotrzeć do Podlesoka.
Kilka razy przejdziemy nad rzeką Hornad mostami. Niektóre się mocno chwieją, szczególnie, gdy jednocześnie przebywa na nich kilka osób. Wprowadzono nawet limit wejścia - do pięciu osób. 


(most nad Hornadem)



Dalej pojawią się także "stupaczki", a więc metalowe stopnie zawieszone nad rzeką!

(stupaczki)

(stupaczki)
(stupaczki)
Bywa i tak... po większych opadach deszczu trzeba stawić czoła podmytym mostkom...


Mimo wszystko jest pięknie, szlak godny polecenia!

(Hornad)

Docieramy do Hrdla Hornadu, skąd dalej niebieskimi znakami w ok. kwadrans dojdziemy do parkingu w Podlesoku. Po drodze mijamy polecany przeze mnie punkt gastronomiczny Ranc Podlesok (czynny nawet przed sezonem do 22). A przy odrobinie szczęścia, z okolic "rancza", będziemy mogli podziwiać Tatry...




Poniżej podaję linki do moich wędrówek innymi szlakami Słowackiego Raju:


Byliście w Słowackim Raju?
Macie jakieś pytania?
Piszcie!


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Słowacki Raj: Sokolia Dolina Opis Szlaku Czingow Čingov Klauzy pod Bykarkou

Dziś przedstawiam Wam trasę w Słowackim Raju, która zachwyciła mnie najbardziej, pomimo tego, że ostatnie trzy godziny leźliśmy z mężem w ulewie. Dobry humor nas nie opuszczał, w pamięci zostały bowiem cudowne wspomnienia i satysfakcja z tego, że pokonaliśmy ten dość wymagający (chociażby ze względu na długość) szlak. 
Z Podlesoka podjechaliśmy samochodem do miejscowości Czingow (Čingov) - ok. 16 km. W Podlesoku można wypożyczyć rower i krótszą trasą dostać się do Czingowa na dwóch kółkach, ale postawiliśmy na wygodę. Standardowo trzeba było zapłacić za parking. Szukaliśmy miejsca, gdzie można by bez płacenia zaparkować auto, ale okolica była dość niesprzyjająca, więc woleliśmy pozostawić auto na tym płatnym parkingu. Z parkingu przechodzimy do węzła szlaków. Jeden z nich prowadzi na (podobno) najpiękniejszy punkt widokowy w Słowackim Raju - Tomášovský výhľad. Niestety jeszcze tam nie byliśmy i zabrakło nam czasu na to, by tego dnia go zdobyć (z parkingu to ok. 1 godz. drogi). Naszym celem była Sokolia Dolina. Po przejściu mostka ruszyliśmy niebieskim szlakiem wzdłuż rzeki Hornad. Trasa jest mało urokliwa, tzn. na pewno dużo mniej niż fragment tego niebieskiego szlaku na odcinku Hrdlo Hornadu - Klastorska Roklina. My odbijamy z niebieskiego szlaku na zielony w miejscu, które nazywa się Biely potok - ustie. Mniej więcej z tego miejsca możemy podziwiać Tomášovský výhľad, który tego dnia był kiepsko widoczny. 


Zielonym szlakiem idziemy wzdłuż potoku. Na trasie pojawiają się od czasu do czasu metalowe i drewniane drabinki ułatwiające przejście nad potokiem. Mijamy Kysel ustie (stąd można dojść żółtym szlakiem do Klastoriska) i po ok. 20 minutach znajdujemy się na początku innego żółtego szlaku, będącego celem naszej wędrówki. 



Początkowo spokojnie, przed nami kilku turystów, krajobraz dziwny, lekko nieprzyjazny. Po kilkudziesięciu minutach docieramy do małego wodospadu:


Dalej pniemy się po skałkach przy pomocy łańcuchów do góry:



Na zdjęciu wygląda to trochę strasznie, ale nie ma się czego bać...

W końcu docieramy do głównej atrakcji, Zavojowego Vodopadu :)
Kiedy czytałam w przewodniku, że ten wodospad ma 75 m wysokości jakoś nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Biorąc pod uwagę, że przeciętne mieszkanie w bloku ma 2,5 m wysokości, to znaczyłoby, że woda spada tam z wysokości ok. 30 pięter! Moja wyobraźnia podsuwała mi obraz jednej drabiny o wysokości trzech jedenastopiętrowych bloków ;-) Na szczęście nic takiego nie ma miejsca. Woda spada w dół trzema głównymi kaskadami, a drabinki i metalowe stopnie są rozsądnie rozmieszczone na całej wysokości wodospadu, to pierwsza z drabin:



Wchodząc na nią miałam niemałego stracha (jest naprawdę długa!), tym bardziej, że trochę się ruszała na boki. Później było już w porządku. Na zdjęciu poniżej ja jestem już na górze, a Mati czeka na swoje wejście filmując moje poczynania :)



I tak idąc dalej szlakiem wchodzimy i schodzimy z drabinek i metalowych stopni na zmianę. Po wejściu na pierwszą, najdłuższą drabinę, reszta nie robi już takiego wrażenia i nie wzbudza takich emocji. Raczej nie ma tu przepaści czy niebezpiecznych momentów. Oczywiście na drabinach trzeba uważać, bo część z nich jest śliska i w chwili nieuwagi możemy się mocno poturbować. 



Po drodze możemy podziwiać urokliwe fragmenty Zavojovego Vodopadu...



Na zdjęciu poniżej "załapał się" nawet fragment jednej z drabinek (górny prawy narożnik)



Poniżej tzw. stupaczki (metalowe stopnie) , których sporo jest na szlakach Słowackiego Raju. Zdjęcie jest kiepskiej jakości, ponieważ jest to stopklatka z filmiku, ale bardzo chciałam Wam je pokazać. 



Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy. Dość sprawnie dotarliśmy do końca wąwozu. Pożegnała nas nawet wesoła buźka  ;-) 


We did it! :P Zrobiliśmy to!!! :) 

Szlak żółty zmienił się na zielony. Dalej wędrowaliśmy więc w stronę Bykarki (szczytu, na który nie ma oficjalnego szlaku) , by tuż pod szczytem (pod Bykarkou) zmienić szlak na żółty i kierować się na Klauzy, które wyglądają tak: 



Jak widać trochę się rozpadało i ten deszcz towarzyszył nam już do końca trasy. Stąd zielonym szlakiem szliśmy ok. 2 godzin do znanego nam już punktu Biely Potok ustie i niebieskim szlakiem (ok. 40 min) Przełomem Hornadu wróciliśmy do Czingowa. Byliśmy zmarznięci i przemoczeni. Wstąpiliśmy więc do pierwszego lepszego baru i zjedliśmy langosze odgrzewane w mikrofali. Smakowały wybornie :D Do tego piwko (tylko ja, bo Mati był kierowcą) i można było uznać dzień za udany. 

Po minięciu punktu Klauzy nie robiłam już zdjęć, ponieważ szkoda mi było aparatu, ale praktycznie od wyjścia z wąwozu trasa jest bardzo łatwa. Tuż przed Klauzami robi się nieco wąsko, bo to chyba mało uczęszczana trasa. Wracamy częściowo tą samą trasą, a więc nad potokiem znów pojawiają się metalowe drabinki - mostki i stopnie i już wiemy, czego się spodziewać.  


sobota, 2 kwietnia 2016

Słowacki Raj (Góry Straceńskie) : Veľký Sokol (Wielki Sokół, Velky Sokol) Slovensky Raj

Bardzo lubię Słowacki Raj. Być może nie zapewnia panoram jak z chociażby najwyższych tatrzańskich szczytów, ale daje niezły zastrzyk adrenaliny. W Słowackim Raju byłam kilka razy. Zawsze zachwycał mnie szlak przez roklinę Sucha Bela. Rok temu przeszłam ten szlak trzeci raz. Podobało mi się, ale dziś z pewnością polecać będę przede wszystkim inne szlaki. Sucha Bela jest naprawdę piękna, ale jeśli wyjdziemy na trasę za późno, grożą nam korki i przestoje, szczególnie w rejonie drabinek. Za to całkiem niedaleko czeka na nas szlak bardzo dziki i pełen atrakcji. Mowa o dolinie Veľký Sokol. Tu dzisiaj Was zabieram :)

Razem z Matim mieszkaliśmy w samym Podlesoku na kempingu (http://www.slovenskyraj.sk/atc/), ale można tu przyjechać np. przy okazji pobytu w Tatrach Słowackich, czy np. w Zakopanem, chociaż z Zakopanego do Podlesoka (bazy wypadowej w Słowackim Raju) jest aż ok. 85 km. Wiem jednak, że są osoby, które takie wycieczki sobie organizują. W Podlesoku znajduje się parking płatny 6 euro za cały dzień. Stąd możemy podejść do startu szlaku Velky Sokol (ok. 1,5 h - na tej trasie znajduje się kilka metalowych udogodnień wzdłuż strumyka) lub podjechać do Pili, gdzie również znajduje się parking płatny (stąd do wejścia na szlak musimy podejść zaledwie pół godzinki). Pamiętam, że kiedyś w Pili znajdował się sklep, w którym można było się zaopatrzyć w niezbędne produkty spożywcze np. wodę, bułki, drożdżówki (i piwo ;)) W tej chwili nie ma tam raczej nic, więc zakupy należy zrobić wcześniej w Hrabusicach (przez które przejeżdża zdecydowana większość osób udających się do Raju) lub w Podlesoku. Trzeba mieć jednak na uwadze godziny otwarcia sklepów (są zupełnie różne od naszych, uwaga szczególnie w weekendy!) i godzinne przerwy w ciągu dnia. W sklepach w Podlesoku jest dość ograniczony asortyment. Na szczęście działa kilka knajpek, z których najbardziej mogę polecić RANČ PODLESOK. Ta restauracja znajduje się w nieco dalszej odległości od parkingu (należy kierować się w kierunku szlaku na Przełom Hornadu). Mają dobre i niedrogie jedzenie i nawet w niskim sezonie zamykają restaurację dopiero o 22. Dla chętnych oczywiście znajdą się tam również noclegi. 

Jednodniowy wstęp na szlaki Słowackiego Raju kosztuje 1,5 euro - bilety na szlak Velky Sokol możemy kupić w Pile. Stąd czeka nas (jak już wiecie) półgodzinny spacerek do wejścia na szlak. Znajdujemy żółte znaki i już możemy wędrować w górę wąwozem. Początek szlaku jest dość łagodny i lekko nudnawy, ale później... robi się coraz ciekawiej. Pojawiają się pierwsze drewniane kładki, sztuczne ułatwienia, powalone drzewa, po których trzeba się wdrapywać, by nieco ułatwić sobie życie ;) Momentami trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby utrzymać równowagę lub nie wpaść do płynącego pod nami strumyka. Trudności się zwiększają, gdy drewniane kładki są mokre. Często również skały, których chcemy się przytrzymać są śliskie i  bezpieczniej jest nie używać ich do utrzymania równowagi. 

Warto wiedzieć, że żółty szlak, którym idziemy jest szlakiem jednokierunkowym! Nie powinno się więc zawracać ani iść nim w odwrotnym kierunku. Zresztą wiele szlaków w Słowackim Raju, na których znajdują się drabinki i inne ułatwienia są szlakami jednokierunkowymi. Przed każdą wędrówką upewnijcie się, w którym kierunku możecie iść i jakimi ścieżkami wrócicie na start. 

Drewniane ułatwienia na szlaku Veľký Sokol wyglądają np. tak: 


lub tak: 


Po ok. godzinie drogi docieramy do drabin, które naprawdę robią wrażenie:


Warto zachować tu szczególną ostrożność i skupienie (metalowe stopnie mogą być śliskie). 


Wędrujemy w górę drabiną, docieramy na mostek i za chwilę pojawiają się kolejne drabinki, drewniane kładki (które w bliskości wody lubią być wilgotne i śliskie).



W pobliżu jednego z wodospadów udało nam się zobaczyć na żywo takiego płaza:

To salamandra plamista

Po ok. 2,5 godziny kończymy żółty szlak i strasznie żałujemy, że skończyły się nasze ulubione drabinki. Z miejsca zwanego Glacką Cestą czerwonym szlakiem udajemy się na Glac byvala horaren :) następnie dalej czerwonym szlakiem na Małą Polanę (na tym odcinku spotkaliśmy pierwszych turystów oprócz nas) Stąd możemy zejść do Pili dalej czerwonym szlakiem lub niebieskim dotrzeć na Sucha Bela vrchol (tu w sezonie przyjeżdżają miejscowi i sprzedają piwo :) Można również tu wypożyczyć rower. Dalej przechodzimy na żółty szlak i po ok. 0,5 h jesteśmy w miejscu Pod Vtacim Hrbom, skąd najkrótszą drogą, a więc czerwonym szlakiem w godzinę schodzimy do Podlesoka. My z Matim wybraliśmy drugi wariant. Na trasie powrotnej do Podlesoka nie dzieje się nic ciekawego - wędrujemy lasem, nie ma drabin :( największe atrakcje są już za sami. Całość z przerwami na zdjęcia, odpoczynek i piknikowanie zajęła nam ok.6 godzin.

Gdy zeszliśmy na dół, postanowiliśmy ugasić pragnienie złocistym napojem w Ranc Podlesok.



Siedząc tak i planując kolejną wycieczkę, naszym oczom ukazały się wreszcie Tatry :D Musiały jednak na nas jeszcze trochę poczekać. "Rozgrzewka" przed tatrzańskimi szlakami jeszcze się nie skończyła. 


Następnie grzecznie wróciliśmy do naszej "kwatery":

To był udany dzień, pełen wrażeń. Veľký Sokol jest chyba trochę zapomniany, ale z pewnością nie można odmówić mu atrakcyjności.