czwartek, 6 sierpnia 2020

Góry Stołowe: Jedna z największych atrakcji pasma: Błędne Skały- krótki szlak z Szosy Stu Zakrętów

Polskie góry przeżywają w te wakacje prawdziwe oblężenie. Trudno się dziwić. Mamy tyle pięknych pasm górskich o zróżnicowanym charakterze, że każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Wiele osób zdecydowało się na spędzenie urlopu w Polsce. W końcu wciąż sytuacja na całym świecie jest bardzo dynamiczna i nie wiadomo jakie niespodzianki, obostrzenia, nakazy i zakazy szykuje nam najbliższa przyszłość.
Gdy ktoś mówi o Górach Stołowych, z ust przeważnie padają dwie główne atrakcje : Szczeliniec i Błędne Skały. W letnie słoneczne weekendy przeważnie jest tu bardzo tłoczno. Są jednak godziny, dni, kiedy można mieć wspomniane miejsca tylko dla siebie.
W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, na urlop wybraliśmy się w czerwcu, czyli przed głównym sezonem.  Ma to swoje plusy w postaci pustych szlaków (poza weekendami), swobody w wyborze miejsc noclegowych, mniejszej ilości klientów w lokalach gastronomicznych czy odwiedzających muzea i inne atrakcje. Minusem czerwcowego urlopu często jest niepewna pogoda, pełna gwałtownych zjawisk atmosferycznych, ale na to można się przygotować.

Poniższą wycieczkę połączyliśmyz krótką wizytą w Kudowie-Zdroju, podczas której odwiedziliśmy  m.in. Kaplicę Czaszek, Park Zdrojowy i Górę Parkową.

W zasadzie można podjechać na parking, który znajduje się przy samym wejściu do labiryntu Błędnych Skał. Jest to jednak parking płatny (30 zł), dlatego chciałabym zaproponować niezbyt forsowną, kilkukilometrową trasę, która będzie miała zbawienny wpływ na Waszą kondycję, samopoczucie i...portfel ;-)
Wędrówkę rozpoczynamy na bezpłatnym, całkiem sporym parkingu przy Szosie Stu Zakrętów (Polana YMCA). Po drugiej stronie wjazdu na parking, rozpoczyna się niebiesko znakowany szlak. Początkowo stanowi dość szeroką ścieżkę. Niech ta pozorna wygoda Was nie zwiedzie, po ok. 1,5 km będzie trzeba skręcić w węższą i zdecydowanie bardziej stromą dróżkę.


parking YMCA

Trasa łączy się w pewnym momencie ze szlakiem czerwonym, biegnącym z Kudowy- Zdroju. Później, gdy dobija z prawej strony szlak zielony, teren się wypłaszcza i po ok. 700 m dotrzemy do kasy i wejścia do labiryntu Błędnych Skał. 


Wstęp do labiryntu jest płatny (12 zł/ os. dorosła/ czerwiec 2020r. ). My niestety nie mieliśmy szczęścia jeśli chodzi o pogodę (więc na podziwianie panoram z tarasów widokowych nie było szans). Byliśmy tego jednak w pełni świadomi. Coś za coś - jak to mówią. Błędne Skały mogliśmy, dzięki temu przejść, tylko we dwoje! 






Nawet największa atrakcja, Kurza Stopka, chyba cieszyła się z naszej obecności, bo tego dnia mało kto ją podziwiał ;P 







Było przepięknie. We mgle Błędne Skały prezentowały się wyśmienicie. Miały w sobie tajemniczość, nieco mroczny klimat. Dały też sporo frajdy. W pewnych miejscach trzeba się schylić, zdjąć plecak, wciągnąć brzuch, przykucnąć... gimnastyka w gratisie zapewniona! Przejście labiryntu powinno zająć ok. 40 -60 minut.
Następnie możemy wrócić do punktu kasowego czerwonym szlakiem lub ruszyć najpierw wzdłuż zielonych znaków (w prawo) w stronę bardzo ciekawej ścieżki edukacyjnej. Podczas naszego pobytu odnawiano jej oznaczenia, które miały postać wielkich białych kropek. Jestem prawie pewna, że naniesiono na nie już zielone listki. 
Ścieżka Edukacyjna im. inż. Kazimierza Klimowicza, znana inaczej jako "Czynna ochrona ekosystemów w Parku Narodowym Gór Stołowych" posiada 12 stacji, przy których zainstalowano interesujące tablice informacyjne. Jest bardzo zróżnicowana. Przebiega zarówno szeroką drogą, wąskimi ścieżkami. Urozmaicają ją drewniane kładki, strome zejścia, a po deszczu, ogromne kałuże ;-) 



Ścieżką tą dotrzemy pod Lustrzaną Górę, skąd po odbiciu w prawo na zielone znaki, po ok. kwadransie znajdziemy się na parkingu YMCA.

Powyższa trasa, łącznie z przejściem labiryntu Błędnych Skał ma długość 8,6 km. Na jej pokonanie potrzebujemy ok. 3:15 h. Jeśli robicie dużo zdjęć, zarezerwujcie nieco więcej czasu.





środa, 29 lipca 2020

Góry Stołowe: dłuższa wycieczka piesza - pętla z Radkowa przez Skały Radkowskie, Baszty, Skalne Grzyby, Niknącą Łąkę, Białe Skały, (Narożnik), Fort Karola, Karłów

Kolejny słoneczny dzień w Górach Stołowych zachęcał do długiej wędrówki. Po wyruszeniu w drogę, okazało się, że jest wręcz upalnie. Razem z Mateuszem cierpieliśmy dodatkowo na pewną przypadłość, która objawia się czasem o poranku, po wieczornym spożyciu zbyt dużej ilości napojów wyskokowych ;-) Kusiło nas, by znacznie skrócić zamierzoną trasę. Z czasem dojrzeliśmy jednak do decyzji, by pokonać ją w całości. 
Startujemy z Radkowa niebieskim szlakiem. Musimy przebrnąć przez miasto, pola aż wreszcie wejdziemy w granice lasu. 



W lesie, jak zawsze, było ciut chłodniej :-) Szlak staje się jednak coraz bardziej stromy. Tego dnia odbywał się akurat Supermaraton Gór Stołowych. Swoją drogą, bardzo podziwiam wszystkich zawodników, którzy wzięli udział w tych zawodach. Pogoda, mimo, że piękna, nie była na pewno sprzymierzeńcem w pokonaniu 50 km po niełatwych ścieżkach Gór Stołowych. Przy Rozdrożu pod Basztami spotykamy pierwszych zawodników. Kawałek dalej biegną kolejni. Kibicowanie skutecznie odwróciło uwagę od naszego złego samopoczucia. Na Rozdrożu zmieniamy znaki szlaku na zielone i z prawdziwą przyjemnością oddajemy się podziwianiu skalnych formacji. 


Na Szosie Stu Zakrętów, do której docieramy, wchodzimy z powrotem na niebieskie znaki i wracamy na Rozroże pod Basztami, zataczając pętlę. Na tym fragmencie trasy, widoki są jeszcze ciekawsze. To zasługa m.in. punktu widokowego, z którego przyjrzeć się można zabudowaniom Radkowa, szczytom Broumowskich Ścian, czy też rozpoznać charakterystyczną sylwetkę Szczelińca Wielkiego. Sporą atrakcją jest także możliwość przejścia mini skalnych korytarzy, wytyczając swój własny kierunek zwiedzania ;-) Takich uroczych miejsc przy znakowanym szlaku jest kilka. 




Szczeliniec i Broumowskie Ściany

Koruna i zabudowania Radkowa






I znów , na Rozdrożu pod Basztami, zmieniamy kolor szlaku na zielony. Pójdziemy nim aż do rozwidlenia Skalne Grzyby, pod Pielgrzymem. Niestety w okresie, w którym byliśmy w Górach Stołowych, wejście na punkt na Pielgrzymie było niedostępne ze względu na ochronę przyrody. Szkoda, ale trzeba było się do wytycznej dostosować. Mimo ominięcia tej atrakcji, wędrówka dostarcza wielu przyjemności. Idziemy wzdłuż skalnych murów, ścieżka jest momentami dość wymagająca, śliska od błota,  cienka, urozmaicona wystającymi z ziemi głazami i korzeniami... Dalej kierujemy się na Skalne Grzyby. Jest to jedyne miejsce w Górach Stołowych, które mnie trochę rozczarowało. Może dlatego, że inaczej sobie je wyobrażałam. Faktycznie najbliższe otoczenie szlaku usłane jest wieloma pięknymi skalnymi elementami, ale naprawdę rzadko które jednoznacznie mi się z grzybami kojarzyły ;-) Pewnie trzeba ich poszukać, trochę w głębi lasu, może ważna jest perspektywa, z której na nie spoglądamy, a może ominęliśmy te najbardziej spektakularne, wybierając mniej atrakcyjne szlaki (których w tym miejscu jest sporo). Tak, czy inaczej, od Pielgrzyma maszerujemy najpierw niebieskim szlakiem, później żółtym. Przy Rogaczu znajduje się spora wiata odpoczynkowa. Stamtąd nieznacznie zaczynamy się obniżać, wchodząc na szeroką drogę. Płynie przy niej strumień, który wziął nazwę od charakterytycznej barwy wody -  Czerwona Woda.

Przy skrzyżowaniu z niebieskim szlakiem (pod Dzikiem) , skręcamy w prawo i zgodnie z jego znakami wracamy do Skalnych Grzybów. Trzeba się skupić, gdyż szlaki w tym miejscu nieco zmieniły swój przebieg. Nie usunięto jeszcze dawnych oznaczeń czy szlakowskazów, więc można mieć drobny problem z orientacją.


Czerwona Woda


jeden ze skalnych grzybów

W końcu podchodzimy do Skrzyżowania przy Borowiku. Spotykamy tu kilku piechurów, którzy opowiadają o pysznym barszczu ukraińskim serwowanym w Karłowie. Czeka tam także ... a jakże zimne piwo! :D No cóż... kolejnym naszym punktem pośrednim będzie więc Karłów. Krótko po odbiciu na żółty szlak, przy trasie zauważamy chyba najbardziej okazałego skalnego grzyba przy szlaku. Dalej wkraczamy na drewniane kładki, a więc teren podmokły. Dziś takie obszary zajmują niewielki odsetek Gór Stołowych, jak i w ogóle Sudetów. Przekształcenia do celów rolniczych i leśnych spowodowały uszczuplenie tego typu skupisk roślinności. Stopniowe niszczenie tych ekosystemów nastąpiło już w XIX w. Torfowiska rozpoczęto osuszać, meliorować, sztucznie sadzić na ich terenie świerki. Przez te działania, niektóre gatunki roślin wyginęły. Warto zaznaczyć, że torfowiska nadal pełnią ważną rolę. Oprócz magazynowania ogromnych ilości wody, stanowią siedlisko wielu wyjątkowych gatunków roślin. Co ciekawe, torf doskonale konserwuje pyłki i szczątki roślin. Te, poddane badaniom, potrafią dać odpowiedzi na wiele nurtujących pytań dotyczących zmian klimatu czy historii roślinności na danym obszarze. Torfu używa się także m.in. jako organiczny nawóz, składnik farb czy wosku. O wyjątkowych właściwościach i skarbie, jakim są torfowiska, przypominają tablice rozmieszczone przy ścieżce dydaktycznej "Niknąca Łąka". Warto się z nimi zapoznać. 



Żółtym szlakiem pójdziemy dalej aż do Karłowa. Co  jakiś czas, dobijać do niego będą oznaczenia w innych kolorach. Trasa od Niknącej Łąki jest szeroka, można nieco nadrobić tempo. Warto zachować jednak czujność, bo przy skrzyżowaniu z zielonym szlakiem (Dylówka), musimy odbić w prawo. Łatwo się zagadać i przeoczyć to miejsce. Tu nasza ścieżka będzie już węższa, ale po ok. kilometrze z pewnością zainteresują nas okoliczne skały. Wiele grup można w niewielkim zakresie dodatkowo zwiedzić. Wyznaczono bowiem ścieżki znakowane czarnym trójkątem. Niestety powrót odbywa się tymi samymi trasami. Gdy spoglądałam na mapę, zaintrygowała mnie skała o nazwie Dupek Dzwończy. Niestety w terenie ciężko było mi ją rozpoznać ;) 





Trzeba przyznać, że szlak jest przepiękny. Skalne otoczenie zachwyca, zmusza do zatrzymania, podziwiania i odkrywania. Magia Gór Stołowych to nie tylko Szczeliniec czy Błędne Skały. Tu mamy tego szczególny dowód. 





"Gubimy" zielony szlak, zmierzamy już w stronę Lisiej Przełęczy. Po drodze możemy odbić na dwie geoatrakcje. Pierwszą z nich są Podmorskie Kanały. Osobliwość procesów tu zachodzących wyjaśnia stosowna tablica. Podobnie jest w przypadku Wiszącej Skały.




Z Lisiej Przełęczy postanawiamy wejść jeszcze na Narożnik (851 m n.p.m.) . Szczyt ten znajduje się w zestawieniu Korony Gór Stołowych. Dodatkowo znany jest z przepięknej panoramy. Stanowi sam w sobie świetny taras widokowy. Podejście od Szosy Stu Zakrętów nie powinno zająć więcej niż 15-20 minut. Warto podjąć ten wysiłek. W pogodne dni, widoki są obłędne! Na tym krótkim odcinku znów spotkaliśmy zawodników biegu SGS. Nieco innymi trasami, zmierzaliśmy do wspólnego celu - Karłowa. To właśnie tam znajdowała się meta tego wymagającego biegu.
Z Narożnikiem związana jest także bardzo smutne wydarzenie. W pobliżu jego wierzchołka,  17 sierpnia 1997r. zamordowano dwóch studentów wrocławskiej uczelni. Sprawcy (sprawców) zbrodni do dziś nie udało się schwytać.

widoki z Narożnika - Góry Bystrzyckie i Orlickie


Wycofujemy się znów do Lisiej Przełęczy. Czeka nas teraz krótkie podejście, ok. 200 m. Szlaki trzech kolorów (żółty, zielony, niebieski) skręcają wówczas w lewo. Gdy spojrzymy w przeciwną stronę, zobaczymy dość oczywistą ścieżkę znakowaną zielonym trójkątem. Warto nadłożyć nieco drogi i zajrzeć do Fortu Karola. To, co dziś można zobaczyć, to niestety ruiny dawnej warowni nazwanej na cześć cesarza Karola VI. Jest to, mimo wszystko, miejsce o dość romantycznym charakterze, a "wisienką" na torcie z pewnością może być bajeczny widok na Szczeliniec.


Fort Karola

Widoki z Fortu Karola

Stąd do Karłowa już tylko nieco ponad 2km. Biegacze docierają do mety, zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. My także jesteśmy zadowoleni, gdy meldujemy się w Karłowie. Oznacza to odpoczynek i uzupełnienie kalorii z dodatkiem złotego napoju. Znajdujemy knajpkę, w której podają ten pożywny, reklamowany przez chłopaków przy Skalnych Grzybach,  barszcz ukraiński - Zajazd Karłów. Jesteśmy jednak tak głodni, że zamawiamy jeszcze drugie danie. Pełne brzuchy nas rozleniwiają. Trzeba jednak stawić czoła jeszcze kilkukilometrowej trasie do naszej bazy. Idziemy "deptakiem" w stronę Szczelińca, ale na pierwszym rozwidleniu odbijamy w prawo, na czerwony szlak. Drogę tę znamy już z naszej wycieczki na Szczeliniec kilka dni wcześniej. Kombinacją tras - czerwonej, niebieskiej i żółtej docieramy do Radkowa. Robimy zapasy w markecie przy Rynku i udajemy się na zasłużony odpoczynek. 



piątek, 24 lipca 2020

Broumowskie Ściany (Broumovské stěny): Na Korunę i Bożanowski Szpiczak (Božanovský špičák) z Radkowa




Radków po raz kolejny sprawdził się jako miejsce startu świetnej, całodziennej wycieczki. Tym razem udaliśmy się do naszych południowych sąsiadów, by powędrować zupełnie nowymi dla nas szlakami Broumowskich Ścian (Broumovské stěny). Ponieważ wiedziałam, że ciężko będzie o lepszą okazję, by wejść na punkt widokowy na Górze Guzowatej, to właśnie ona okazała się pierwszym punktem naszej wędrówki. Z radkowskiego Rynku musimy kierować się bez znakowanego szlaku na Božanov. Odpowiednie tablice doprowadzą nas na miejsce. Pod taras widokowy można podjechać także rowerem czy samochodem, gdyż z tej strony na Górę Guzowatą prowadzi asfaltowa droga. Warto oglądać się za siebie, bo z każdym metrem w górę, otwierają się coraz piękniejsze widoki... 


Góra Guzowata, jako punkt widokowy, znana była już przed II wojną światową. We wrześniu ubiegłego roku dodano jej nieco atrakcyjności, przekazując do użytku dość spory taras widokowy. 


Konstrukcja jest  ciekawa i sprzyja wypoczynkowi. Warto się tu wybrać, szczególnie przy ładnej pogodzie, by z szerokiej platformy podziwiać szczyty Gór Stołowych i Broumowskich Ścian. Uwagę przykuwa płaski Szczeliniec Wielki. W lewo od niego, na poniższym kadrze, widać Szpicel oraz zarys skalistego punktu widokowego - Ochota Magdaleny. W dole znajduje się Zalew Radkowski.


Spójrzmy w stronę Broumowskich Ścian: od prawej najbardziej okazała z tej perspektywy Koruna, następnie długie zbocze Bożanowskiego Szpiczaka (Božanovský špičák). Dobrze zarysowany jest także kamieniołom w Bożanowie.



Opuszczamy punkt widokowy, schodzimy w stronę Zalewu Radkowskiego. Droga w dół jest nieco bardziej wymagająca. Biegnie lasem, momentami nieco stromo. Na ścieżce trochę wystających korzeni i kamieni. Mimo wszystko, na dole jesteśmy w kilkanaście minut. Skręcamy w prawo, w asfaltową drogę i wzdłuż grupy domków letniskowych zmierzamy do granicy państwa. W kilka chwil jesteśmy w Czechach. Tędy można poruszać się jedynie pieszo lub rowerem. Jest cicho i spokojnie. Mijamy mikroskopijną wieś Studená Voda, w końcu docieramy do niewielkiego parkingu i rozwidlenia szlaków w Horní Božanovie. 

Koruna

Koruna i Bożanowski Szpiczak

Wybieramy żółty szlak, i po krótkim asfaltowym odcinku, wchodzimy w las. Nie wiem czy to zasługa słońca, czy zmęczenia, ale pod górę idzie nam się dość ciężko. Mateusz nadał na początku szybkie tempo, które z czasem trudno jest utrzymać. Tuż przed odbiciem -U Zeleného hájku- trasa się wypłaszcza, a naszym oczom ukazują cię coraz ciekawsze skalne formacje.

Skręcamy w prawo, dalej żółtym szlakiem. Po ok. 300 metrach docieramy do odbicia w stronę punktu widokowego na Korunie (Koruna, odbočka). Stąd, polegając na oznaczeniach żółtego trójkąta zmierzamy, jak się później okazało, w najpiękniejsze miejsce tego dnia. 



Po ok. kwadransie znajdujemy się w naprawdę bajkowym terenie. Przy vyhlidce (a więc punkcie widokowym) wisi huśtawka, na której można "pobujać w obłokach" ;P. Wchodzimy na vyhlidkę. Jakie to szczęście, że znajduje się na niej barierka. Inaczej zabrakłoby mi chyba odwagi do podziwiania pięknej panoramy. 



 

Wzrok przykuwają przede wszystkim Szczelińce - Wielki i Mały: 


Pięknie wygląda stąd Kotlona Broumovska. Wprawne oko dostrzec może także Zalew Radkowski (z prawej strony kadru):



Panorama z Koruny


Daleko w tle widać także m.in. wierzchołki Śnieżnika i Czarnej Góry...



Na Korunie :-)

Długo cieszymy się samotnością w tym miejscu. Trzeba jednak ruszyć zadki. Musimy wycofać się tą samą drogą wzdłuż symboli żółtych trójkątów. 


Później postanawiamy iść dalej wzdłuż oznaczeń żółtego szlaku. To wszystko dzięki rekomendacji dwóch polskich rowerzystów - dzięki :-) Naprawdę było warto. Po drodze mijamy znów skalne grzyby, długie ciągi skał. Jest przepięknie! Trasę dodatkowo urozmaicają wycięte w głazach stopnie. 




Po ok. kilometrze znów musimy odbić ze szlaku i podążać za żółtymi trójkącikami. W kilka chwil znajdziemy się przy jednej z najbardziej spektakularnych skalnych formacji Broumowskich Ścian. Jest nią Kamienna Brama (Kamenná Brána). Trzeba przyznać, że naprawdę robi wrażenie! Przyjrzyjcie się dobrze -  głaz z prawej strony styka się powierzchnią tylko z "górą" i tym, który go podpiera z prawej strony.  

Kamienna Brama

Po wejściu na skały, okazuje się, że punkt widokowy nie jest zabezpieczony. Zachowajcie więc ostrożność. Widoki stąd są piękne, jednak te z Koruny, biją je na pewno. Kamienna brama jest jednak atrakcją samą w sobie. 


Ponieważ tego dnia w planie mieliśmy jeszcze wejście na Bożanowski Szpiczak (Božanovský špičák), a nie lubimy wracać tą samą drogą, postanowiliśmy pójść dalej i zejść kawałek w dół żółtym szlakiem, a następnie odbić w lewo na zieloną trasę rowerową. Okazała się ona dość kiepsko oznakowana w terenie. Jednak jest na tyle szeroka, że trudno na niej pobłądzić. Wspieraliśmy się dodatkowo aplikacją w telefonie i po nieco ponad  kilometrze "rowerówki" dobiliśmy do zielono znakowanego szlaku pieszego. 


Musieliśmy podejść nieco w górę i stawić czoła chmarom dziwnych insektów. Docieramy do rozwidlenia szlaków o nazwie Zelený hájek, rozc.  i skręcamy w prawo. Zielone znaki towarzyszą nam do kolejnego rozgałęzienia, na którym wchodzimy na żółtą pętlę. W drodze na punkt widokowy możemy poćwiczyć naszą wyobraźnię i umiejętności językowe. Przechodzimy bowiem przez labirynt skalny, którego poszczególne elementy przypominają zwierzęta, ale także np. kowadło (kovadlina) czy łódź podwodną (ponorka). 

wielbłąd - velbloud

kaczuszka - kačenka

żółw - želva

Z punktu na Bożanowskim Szpiczaku, widoki ograniczają się przede wszystkim do Szczelińców i ich najbliższego otoczenia. Mimo to na pewno warto tu zajrzeć, chociażby ze względu na malownicze skalne otoczenie szlaku. 
Widoki z punktu na Bożanowskim Szpiczaku - Szczelińce

Punkt widokowy na Bożanowskim Szpiczaku

Żółtym szlakiem podejdziemy dalej do miejsca o nazwie Pánův kříž, co można przetłumaczyć na polski jako Krzyż Pański. Faktycznie w pobliżu wiaty "odpoczynkowej" stoi zabytkowy monument. Takich "pamiątek" po czeskiej stronie jest całkiem sporo.

Pánův kříž


Kolejny spotkamy na swojej drodze jeszcze tego dnia. Wybieramy trasę znakowaną równolegle kolorami zielonym i czerwonym i udajemy się w stronę Machowskiego Krzyża (Machovský kříž). W międzyczasie "gubimy" zielony szlak, który odbija w prawo. 




Przy Machowskim Krzyżu możemy odbić do schroniska Pasterka po polskiej stronie lub pozostać u Czechów i zejść do miejscowości Horní Božanov, którą tego dnia już mijaliśmy w drodze na Korunę. Postanowiliśmy wybrać ostatni wariant. Niebieski szlak nie sprawia zbyt wielu trudności. Biegnie lasem, dość szerokimi ścieżkami. Przykre jest jednak to, że największe atrakcje zostawiliśmy już w tyle.. 

Koruna widziana z niebieskiego szlaku

I znów nie chcemy wracać tą samą drogą. Gdy dotarliśmy do niewielkiego parkingu i zarazem końca niebieskiego szlaku, postanowiliśmy iść drogą w stronę Bożanowa (Božanov). Lubię czasem pozwiedzać niewielkie miejscowości, zerknąć jak ludzie mieszkają, podejrzeć jak wygląda ich codziennie życie. Zauważyliśmy coś ciekawego. Wiele domów zbudowanych jest na modelu prawie identycznej bryły. Mają taką samą ilość i układ okien. Trzy z nich od frontu są półokrągłe. Dodatkowo elewację pokrywają płaskorzeźby kolumn, najczęściej w stylu jońskim. Jak się później dowiedziałam, są to tzw. gospodarstwa typu broumowskiego. 
Oczywiście o otwartym sklepie w Bożanowie można, w godzinach popołudniowych, tylko pomarzyć (dobrze, że w ogóle jest tam sklep). Na szczęście znaleźliśmy otwartą knajpkę,  której z radością napiliśmy się czeskiego piwa. Kilka łyków orzeźwiającego napoju dodało nam energii na kolejne 5 kilometrów wędrówki do Radkowa. 


Bożanow

Widoki z tej trasy były wyborne. Słońce pięknie oświetlało szczyty Broumowskich Ścian, zbocza, którymi tego dnia wędrowaliśmy. Docieramy do centrum Radkowa, skąd my, musieliśmy jeszcze podreptać do namiotu na Campingu Stołowogórskim. 



granica państwa

Poniżej nieco "szarpane" trasy, gdyż na mapie turystycznej nie można wyznaczyć wędrówki poza znakowanymi szlakami pieszymi.


I fragment: Radków - Góra Guzowata - Zalew Radkowski - Studena Voda - Horní Božanov



źródło: mapy.cz


II fragmentHorní Božanov - Koruna - Kamenná brána - dojście do odbicia na trasę rowerową


III fragment: trasa rowerowa łącząca szlak żółty z zielonym. Doceńcie proszę moje zdolności rysowania w paincie 😤. Wysprejowałam tę ścieżkę rowerową (widać ją też dobrze na mapce z fragmentu II - jest zaznaczona przerywaną linią)


IV fragment: zielony szlak - Zelený hájek, rozc. - Božanovský Špičák, vyhlídkové místo - Pánův kříž - Machovský kříž - Horní Božanov




V fragment: Horní Božanov - Božanov - Radków



źródło: mapy.cz


Cała trasa to dystans ok. 25- 26 km/ czas przejścia (bez dłuższych odpoczynków) ok. 7 h