Planowanie tras pieszych w okolicy Mieroszowa sprawia mi ogromną przyjemność. Często staram się w „program” wycieczki wpleść czeski akcent.
Korzystając z możliwości dojazdu do Czech miejskim autobusem z Mieroszowa (a także Wałbrzycha) – linia nr 15, zaplanowałam wędrówkę, którą rozpoczęliśmy w Czechach, a zakończyliśmy w Mieroszowie. Aby ją zrealizować, najpierw trzeba autobusem dojechać z Mieroszowa do Mezimesti. Tu niestety czeka nas niemal półtorej godziny oczekiwania na pociąg. W międzyczasie można wybrać się na drobne zakupy do jednego z tutejszych sklepów wielobranżowych (później nie będzie już takiej możliwości). Na dworcu, w kasie biletowej kupujemy „jizdenkę”, czyli bilet do miejscowości Petříkovice. Zarówno z rozkładu w internecie jak i od pani sprzedającej bilety dowiadujemy się, że mamy przesiadkę w Teplicach n. Metují, czyli na pierwszej stacji, jadąc z Mezimesti. Na przesiadkę nie ma zbyt wiele czasu, więc warto wcześniej sprawdzić peron, z którego jedzie docelowy pociąg. Cała droga czeskimi pociągami zajmuje ok. godziny. W tym czasie przejeżdżamy przez popularne pod względem turystycznym miejscowości (m.in. Adršpach, Teplice n. Metuji) i podziwiamy piękne zielone, pagórkowate krajobrazy, od czasu do czasu usłane malowniczymi skałkami. Rozkład jazdy i szczegóły połączeń znajdziecie na stronie kolei czeskich: https://www.cd.cz/.
Wysiadamy na niewielkiej stacji Petříkovice. Kierujemy się w stronę granicy polsko – czeskiej – najpierw fragmentem szlaku zielonego, później żółtego, a ostatnie ok. 100 metrów do Polski pokonujemy bez oznaczeń. Tu „łapiemy” czerwony szlak i maszerujemy zgodnie z nim aż miniemy dawny kościół ewangelicki pw. Michała Archanioła (po prawej stronie). Za świątynią i po przekroczeniu potoku Szkło, skręcamy w prawo na trasę znakowaną zielonym kolorem. Od tej pory pójdziemy fragmentem długodystansowego szlaku łączącego Tłumaczów ze szczytem Słonecznik w Karkonoszach (nasz odcinek tego szlaku to: Okrzeszyn – Przełęcz Chełmska, ok. 11,5 km). Cały szlak ma długość 107,8 km i większości biegnie wzdłuż granicy polsko-czeskiej.
Baliśmy się, że gęste zarośla, które zastaliśmy w Okrzeszynie, będą towarzyszyły nam przez większość trasy. Na szczęście obawy okazały się niepotrzebne. Po przejściu przez chaszcze, szlak staje się wygodną ścieżką pozbawioną muskających nogi roślin. Dość szybko docieramy do linii granicy między Polską i Czechami, co potwierdzają widoczne ze ścieżki słupki graniczne. Idziemy przez las, później wychodzimy na pola. Tu przebieg trasy nie jest do końca jasny. Oznaczenia niby pojawiają się na drzewach, ale przejście między drzewami jest utrudnione (zarośnięte). Zdecydowanie łatwiej iść z jednej lub drugiej strony leśnego zagajnika. Po tej czeskiej, oprócz pięknych zielonych wzniesień, zobaczyć można m.in. zabudowania miejscowości Chvaleč. W okolicy szczytu Bijakowa szlak skręca w prawo. Rozpoczyna się tu bardziej wymagający leśny fragment. Urozmaicają go krzewy jeżyn, które jesienią kuszą soczystymi owocami. Nieco dalej wzrok przykuwają rozsiane przy trasie skalne formacje. Jesteśmy w końcu w paśmie Zaworów, części Gór Stołowych. Ponadto prawdopodobnie wędrujemy wzdłuż dawnej granicy dóbr opactwa cysterskiego w Krzeszowie. Świadczyć o tym mają np. wyryte na głazach oznaczenia C+A, linia granicy czy oraz data 1591 (zdjęcia poniżej). Ten odcinek zielonego szlaku pozytywnie nas zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się tylu ciekawych przyrodniczo i historycznie elementów. Skalne formacje cieszą oczy, a brak turystów potęguje przyjemność z obcowania z przyrodą. Chętnie zboczyłabym nawet na nieoznakowane ścieżki przy szlaku, których jest tu całkiem sporo. Jedynym mankamentem tego odcinka, co równocześnie może być jego zaletą, jest brak sklepów, schronisk czy jakichkolwiek innych punktów usługowych przy trasie. Cały prowiant i napoje trzeba zabrać ze sobą. Warto to dobrze zaplanować, ponieważ pomimo faktu, że długo idzie się lasem, w upalne dni pragnienie bywa naprawdę dokuczliwe, o czym sami się przekonaliśmy.
Jeszcze przed Przełęczą Chełmską warto zerknąć za siebie, bowiem za plecami pojawia się piękny widok w kierunku Śnieżki. Dodatkowo ze szlaku zobaczyć można zabudowania wyjątkowego dolnośląskiego miasteczka – Chełmska Śląskiego. Tuż przed Przełęczą Chełmską kolejne zaskoczenie – strome zejście, którego zupełnie się nie spodziewaliśmy. Na Przełęczy opuszczamy zielone oznaczenia i dalej wędrujemy w stronę czeskiej miejscowości Zdoňov fragmentem drogi Św. Jakuba. Wygodna szeroka droga wprowadza nas w zabudowania miejscowości. Na skrzyżowaniu przy zakładzie farmaceutycznym skręcamy w lewo, w stronę granicy polsko-czeskiej. Kilkaset metrów przed nią po prawej stronie mieści się drink bar prowadzony przez Polaków. Korzystamy z okazji, by napić się lodowatej Kofoli. Przy trzydziestu stopniach w cieniu smakuje wyśmienicie. Kolejny postój zaplanowaliśmy na czeskim campingu przy samej granicy. Na jego terenie znajduje się niewielki punkt gastronomiczny serwujący nie tylko wyśmienite czeskie piwo, ale również dania barowe. Stąd już niespełna godzinka marszu (ok. 3,5 km) do mety w Mieroszowie. Trasa traci tu nieco na atrakcyjności, bo prowadzi wzdłuż drogi, później chodnikami. Pozwala jednak chłonąć klimat okolicy i napawać się jej pięknem.
Jeśli po dotarciu do Mieroszowa będziecie nadal mieć siły, wejdźcie na drewnianą wieżę w Mieroszowie. Nie będziecie żałować.







