wtorek, 27 października 2026

Grecja, wyspa Kos: na najwyższy szczyt wyspy Kos - Dikeos Dikaios, trasa z Zia

Kiedy zdecydowaliśmy się na październikowe wakacje na wyspie Kos, od razu musiałam sprawdzić czy są tam jakieś górskie szlaki. Okazało się, że da się wejść na najwyższy szczyt wyspy - Dikeos (Dikaios) o wysokości 846 m n.p.m. Musieliśmy go zdobyć!

Najpopularniejsza trasa na to wzniesienie prowadzi z miejscowości Zia. Przejrzałam liczne strony internetowe, mapy, rozkłady autobusów  (przewoźnik Ktel https://ktel-kos.gr/en/),  by znaleźć odpowiednie połączenie z Kardameny do Zia. Niestety jedyną opcją jest przejazd autobusem z Kardameny do stolicy -  Kos, a następnie kurs do Zia. Droga w jedną stronę zajmie wówczas ponad 2 godziny (w Kos trzeba ok. godzinę czekać na przesiadkę). Ta opcja nie bardzo mnie satysfakcjonowała.

Później myślałam, żeby wysiąść z autobusu np. w Zipari i nadłożyć nieco drogi, ale wówczas wycieczka za bardzo by się wydłużyła.

Dopytaliśmy również o koszt taksówki do Zia z naszego hotelu.  W jedną stronę trzeba zapłacić ok. 40 euro. To sporo. Mimo to w głowie zakiełkował mi pomysł, by skorzystać z taksówki i wrócić pieszo do hotelu (byłby to dystans ponad 20 km).

Ostatecznie postanowiliśmy wypożyczyć na jeden dzień samochód i oprócz szczytu Dikeos, zwiedzić najbliższą okolicę.

Chodząc po Kardamenie znaleźliśmy wypożyczalnię samochodów z bardzo dobrymi ocenami na google. Weszliśmy, zapytaliśmy o auto na kolejny dzień. Okazało się, że jest wolny Fiat Panda. Cena 50 euro + benzyna. Pan zapisał sobie nazwę hotelu i numer pokoju, w którym się zatrzymaliśmy. Umówiliśmy się na odbiór auta kolejnego dnia o godz. 8:30 z hotelowego parkingu. Dopiero wtedy podpisaliśmy umowę, zapłaciliśmy za wynajem i ruszyliśmy ku przygodzie. Na koniec dnia mieliśmy po prostu zostawić kluczyki w recepcji.

Naszym pierwszym przystankiem na trasie była miejscowość Zia (Λαγουδι Ζία) położona na wysokości ok. 350 m n.p.m. Zia słynie z pięknych zachodów słońca. By obejrzeć ten wyjątkowy spektakl można wykupić zorganizowaną wycieczkę, często z odbiorem z hotelu (cena ok. 18 euro/osoba). Turystów przyciąga tu również wyjątkowa zabudowa, brukowane uliczki oraz liczne sklepy z pamiątkami. Ponadto Zia kusi urokliwymi tawernami, gdzie oprócz ciekawych potraw i słynnych napojów cynamonowych, czeka prawdziwie grecki klimat. Wioska jest również świetnym miejscem startowym na Dikeos, najwyższy szczyt wyspy Kos i to on był tego dnia naszym celem.

Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu w pobliżu restauracji Roots Restaurant & Bar (Δημοτική Κοινότητα Ασφενδιού). W sezonie może być tu tłoczno. W połowie października, rano, nie mieliśmy problemu ze znalezieniem wolnego miejsca. Z parkingu ruszyliśmy w górę miejscowości. W kilku miejscach można zauważyć wskazówki kierujące w stronę szczytu. Maszerujemy ulicami Pyli – Kos, a później Iraklidi. Wędrówkę można urozmaicić odbijając np. w stronę kościoła Theotokou Koimiseos lub korzystając z nieco zarośniętych schodów łączących dwie odnogi ulicy Iraklidi (taki mały skrót). Już samo podejście w granicach miasteczka daje nieco w kość. Jest stromo i nietrudno złapać zadyszkę. W końcu zamieniamy beton na nieutwardzone ścieżki. Szeroka szutrowa aleja, przy której leśne zagajniki mieszają się z polami, wprowadza w wyższe partie masywu. Docieramy do rozwidlenia. W tym miejscu krzyżują się ścieżki prowadzące na Dikeos oraz do wioski Pyli. Trasa na Dikeos się zwęża i staje się bardziej kamienista. Przypomina nieco „nasze” beskidzkie szlaki. Przez ok. 3 kwadranse pójdziemy dalej w cieniu drzew. Gdzieniegdzie, w prześwitach, wyłaniają się ciekawsze widoki, zapowiadające przepiękne panoramy z samego szczytu.  W orientacji w terenie pomagają namalowane na kamieniach strzałki. Wreszcie wychodzimy z lasu. Przed nami „wyrastają” potężne skały, których pokonanie staje się większym wyzwaniem niż dotychczasowe doświadczenia na trasie. Jeszcze trudniejszym zadaniem okazuje się walka z wiatrem, który w okolicy szczytu hula w najlepsze. Chyba nigdy wcześniej nie byliśmy poddani takiej sile wiatru. Nie dało się rozmawiać, a nasze kroki, mimo, że bardzo staranne i uważne, wyglądały delikatnie mówiąc, niezgrabnie. Widzieliśmy, że kilka osób z powodu wiatru, zrezygnowało z wejścia na szczyt. Warto nadmienić, że mimo, iż wysokość Dikeosu wydaje się niezbyt imponująca, nie można tej góry lekceważyć. Silny wiatr dość często towarzyszy wędrówkom w jego partiach szczytowych. Poza tym, oprócz wygodnych butów, najlepiej z urzeźbioną podeszwą, warto wziąć ze sobą ciepłą bluzę lub kurtkę. Temperatura na szczycie jest o kilka stopni niższa niż na plaży, co np. w październiku robi sporą różnicę.

Po pokonaniu skał teren się nieco wypłaszcza. Wciąż jednak uporczywie wieje. Od kulminacji dzieli nas jeszcze niespełna kilometr (ok. 25-30 minut drogi). Piękne krajobrazy skutecznie odwracają uwagę od zmęczenia. Docieramy na "grań". W pobliżu szczytu znajduje się kapliczka, przy której można znaleźć wytchnienie od panujących warunków pogodowych. W najwyższym punkcie spędziliśmy dosłownie kilka chwil. Widoki, jakie roztaczają się z Dikeosu są naprawdę kapitalne. Bezkresne morze, wyspy Dodekanezu, tureckie wybrzeże – wszystko wygląda, jakby było na wyciągnięcie ręki. Poza tym widać prawie całą wyspę Kos. Niesamowite! Do samochodu wróciliśmy tą samą drogą. I chociaż chciałoby się poznać więcej ścieżek w masywie Dikeosu, tym razem, z powodu pogody,  dobrze się stało, że wybraliśmy wynajęte auto zamiast taksówki i długiej wędrówki.

Żałuję, że nie udało nam się spotkać żółwi, które podobno spacerują po górskich zboczach. Jedynymi zwierzętami, których obecność zauważyliśmy, były pocieszne kozy.

Postaw kawę dla Nałogowa Podróżniczka na buycoffee.to

Tego dnia wybraliśmy się jeszcze na wzgórze Palio Pyli, plażę flamingów, a na koniec, postanowiliśmy poszwendać się (już o zmroku) po terenie Zamku Antimachia.

Naszą trasę można przeanalizować poniżej: 





widoki z parkingu są obiecujące


rano Zia jeszcze śpi ;)


kolor niebieski na każdym kroku...


Ιερός Ναός Κοιμήσεως της Θεοτόκου Ζιάς - Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Zia




Zanim trafimy do kawiarni, trzeba się zmęczyć wchodząc na Dikeos



skały na szlaku


końcowe podejście na szczyt


Dikeos zdobyty! 


kaplica w pobliżu szczytu



w stronę szczytu Kefala



Morze i góry to zdecydowanie ciekawe połączenie

:-) 

środa, 7 października 2026

Lubuskie i zachodnipomorskie: z Dobiegniewa do Bierzwnika (Dobiegniew - Osiek - Chomętowo - Ogardzki Młyn - Kolsk - Krzywin - Ostromęcko - Bierzwnik)

Dokąd wyruszyć na jednodniową wycieczkę z Poznania pociągiem? Tym razem nie chcieliśmy jechać daleko, więc góry raczej odpadały. Przeanalizowałam schemat połączeń przewoźnika kolejowego POLREGIO oraz mapę z zaznaczonymi szlakami pieszymi. Czy wycieczka przy granicy województw lubuskiego i zachodniopomorskiego brzmi świetnie? Oczywiście! 

Z pociągu wysiadamy na stacji kolejowej Dobiegniew. Tuż przy niej szybko odnajdujemy żółte oznaczenia szlaku. Początkowo szlak prowadzi wzdłuż zabudowań miasta, a następnie asfaltowymi drogami, na których trzeba zachować szczególną ostrożność. Duże wrażenie robi na nas turystyczna infrastruktura przy plaży w miejscowości Osiek. Z pewnością latem miejsce to tętni życiem. W połowie września nic tu się już nie dzieje. W Osieku chcieliśmy odwiedzić sklep spożywczy. Niestety nie ma po nim śladu. Podobnie zawiódł nas fakt, że żółty szlak, biegnący brzegiem Jeziora Osiek, w zasadzie w terenie już nie istnieje. W sumie spodziewaliśmy się tego, wyznaczając wcześniej  trasy przy pomocy internetowych map. Żadnej nie dało się zaplanować z uwzględnieniem tego odcinka. 

Informacji zasięgnęliśmy od lokalnego mieszkańca, który potwierdził, że trasa ta jest gęsto zarośnięta i niemożliwa do przejścia. Na "otarcie łez" zaprowadził nas do wnętrz pałacu, a w zasadzie tego, co z pięknego budynku pozostało. Pałac w Osieku wybudowano w XVII wieku, ale jego obecny wygląd zawdzięczamy głównie przebudowie z XIX w. Jeszcze w latach 80-tych XX w. funkcjonował jako ośrodek wypoczynkowy. Dziś jest w rękach prywatnych, w stanie postępującej ruiny. Będąc w środku można sobie jedynie wyobrazić pięknie zdobione piece, eleganckie posadzki czy wyjątkowe ornamenty, których szczątkowe ilości do dziś można dostrzec, gdy spojrzy się w górę. 

Skoro nie można iść brzegiem jeziora, wybraliśmy alternatywną trasę w pewnej odległości od akwenu. Niestety jest to asfaltowa droga, za to pięknie położona, wśród pofalowanych pól, leśnych zagajników i widoków na migoczącą taflę jeziora w prześwitach drzew. 

Docieramy do Chomętowa. Odnajdujemy tu ścieżkę, która prowadzi w stronę jeziora. Wreszcie! Delektujemy się ciszą, bliskością wody i intensywną zielenią roślinności . Chcieliśmy zobaczyć spichlerz zamku krzyżackiego, jednak gdy się do niego zbliżyliśmy, zauważyliśmy tabliczkę "teren prywatny" i zawróciliśmy. Kontynuujemy marsz żółtym szlakiem. Ten fragment sprawia nam sporo frajdy. Nie dość, że ścieżka biegnie w przepięknym terenie, to pod nogami zauważamy pierwsze tego dnia grzyby. Czego tu nie ma? Podgrzybki, borowiki, koźlarze, maślaki, rydze, kanie! Piękna różnorodność. Nie byliśmy przygotowani na taki "wysyp". 

W końcu docieramy do Mostu Pojednania i sąsiadującej z nim  niewysokiej wieży widokowej. To miejsce mnie oczarowało! Zielonkawa woda jeziora świetnie kontrastująca z drewnianymi konstrukcjami i wspaniałe panoramy każą zatrzymać się tu chwilę dłużej. Kolejny fragment trasy (uwaga, zmiana znaków na niebieskie) miał znów prowadzić wzdłuż jeziora. Od samego początku idziemy w pewnej odległości od akwenu i nieco powyżej niego. W dole udaje nam się dostrzec dawną ścieżkę. Niestety oprócz tego, że jest zarośnięta, tonie w błocie. Nie da się tamtędy iść. Obieramy więc kierunek -> Ogardzki Młyn i idziemy najbliższymi i najbardziej równoległymi ścieżkami w stosunku do szlaku. Mateusz nadzoruje właściwy kierunek, patrząc na mapę w telefonie. Niestety mój telefon w sieci Play nie ma zasięgu. Przy trasie znów pojawiają się grzyby. Aż chciałoby się wejść głębiej w las. Niestety nie mamy na to czasu. Do "mety" jeszcze daleko, a na pociąg trzeba zdążyć. 

Parę chwil później przekraczamy granicę województw. Przed nami miejscowości: Kolsk, Krzywiń i Ostromęcko. Podziwiamy okolicę, piękne jeziora, tereny biwakowe. Zastanawiamy się czy w przyszłym roku nie wpaść tu chociaż na weekend. 

Z Ostromęcka kierujemy się w stronę stacji kolejowej Bierzwnik. Ponieważ mamy odrobinę czasu do odjazdu pociągu, postanawiamy zobaczyć cenny zabytek gotyckiej architektury jakim jest klasztor cystersów, założony w XIII wieku.  Najważniejszą częścią kompleksu jest kościół klasztorny pw. Najświętszej Maryi Panny. Do dziś zachowały się fragmenty dawnych zabudowań, które świadczą o bogatej historii tego miejsca.

Z klasztoru wracamy do stacji kolejowej tą samą drogą.
Opisywana trasa nie jest łatwa pod względem orientacyjnym. Mimo to polecam ją osobom, które uwielbiają przygody i mało uczęszczane ścieżki no i chociaż trochę orientują się w terenie i potrafią pracować z mapą. 

Wskazówka: Trasę tę możecie przejść korzystając z ciekawych ofert przewoźnika POLREGIO.
- miniREGIOkarnet kosztuje 80,00 zł i uprawnia do nieograniczonej liczby przejazdów w 3 dowolne dni w ciągu 2 miesięcy ważny tylko w pociągach REGIO. 
- mini bilet turystyczny POLREGIO kosztuje 48,00 zł i pozwala na nielimitowane przejazdy wyłącznie w pociągach REGIO od piątku od godziny 18:00 do poniedziałku do godziny 6:00 rano.

Jak wykorzystacie pozostałe dni w ramach powyższych ofert? :)

Przybliżoną naszą trasę możecie prześledzić na mapce poniżej: 



Start wycieczki: Stacja Dobiegniew


Mierzęcka Struga


Pałac Osiek (woj. lubuskie)


Pałac Osiek (woj. lubuskie)


Pałac Osiek (woj. lubuskie)


alternatywna trasa - wzdłuż jeziora Osiek żółtym szlakiem nie da się przejść 


czajki 💛


Kościół pw. Dzieciątka Jezus w Chomętowie


Okolice Chomętowa



Kolory jesieni


Blisko spichlerza krzyżackiego w Chomętowie





Miejsce odpoczynku przy trasie


Na szlaku


Lekko zarośnięte fragmenty


Most Pojednania


Wieża widokowa


widok z wieży


Jesień wkracza do lasu


urocze widoki


urocze ścieżki


klasztor cystersów w Bierzwniku 


stacja Bierzwnik (woj. zachodniopomorskie) - koniec wycieczki

Może zainteresują Cię również poniższe wpisy: 






poniedziałek, 5 października 2026

Karpacz: Punkt widokowy Karpatka i zapora na Łomnicy

Krótka trasa z Karpacza? Macie ok. 1,5 godziny? Wybierzcie się na punkt widokowy Karpatka i zobaczcie zaporę na Łomnicy. 
Startujemy z centrum Karpacza. Przechodzimy wzdłuż kuszących kawiarenek i restauracji przy ul. Konstytucji 3 Maja. Przy Parku Lipa Sądowa skręcamy w ul. Kościelną i już widzimy oznaczenia zielonego szlaku. Trzymamy się tych znaków przechodząc obok stadionu, a następnie kierując się w lewo w stronę narciarskich wyciągów. Trasa staje się bardziej stroma, za to pozbawiona jest gwaru, jakiego jeszcze parę chwil wcześniej doświadczaliśmy na deptaku. Na skrzyżowaniu szlaków skręcamy w lewo, na samodzielny czerwony szlak. Ten kolor doprowadzi nas zarówno do punktu widokowego Karpatka, jak i zapory na Łomnicy. Do centrum wracamy wzdłuż rzeki Łomnicy. 

Dystans: ok. 3,8 km
Czas przejścia bez przystanków : ok. 1:10 h



punkt widokowy Karpatka


panorama z Karpatki



Zapora na Łomnicy


Zapora na Łomnicy


centrum Karpacza (w remoncie)