środa, 4 listopada 2026

Karkonosze: Z Kowar do Karpacza przez Przełęcz Okraj (Kowary - Schronisko na Przełęczy Okraj - Browar Trautenberk - Sowia Przełęcz - Karpacz)

Rozgrzewka przed wyższymi partiami Karkonoszy? Bardzo proszę!

Wycieczkę rozpoczynamy w Kowarach. Osoby niezmotoryzowane dojadą tu np. z Jeleniej Góry czy Karpacza autobusami przewoźnika PKS Tour (wyszukiwarkę połączeń znajdziecie tu: https://www.pks.jgora.pl/strefa-klienta/2-uncategorised/25-wyszukiwarka-polaczen).

Wysiadamy przy ul. Dworcowej, w pobliżu punktu informacji turystycznej (zachęcam, by tam zajrzeć). Zanim wyruszymy na szlak, możemy się posilić np. w naszym ulubionym Urania Bistro. W drodze do tego punktu gastronomicznego zatrzymujemy się na moment przy kościele pw. imienia NMP. Za plecami mamy budynek dawnego hotelu Pod Złotą Gwiazdą (Kurings Hotel zum goldenen Stern), który miał swoje "pięć minut" na kartach książki "Schronisko, które zostało zapomniane" z  popularnej serii Sławka Gortycha. Wybieramy szlaki w kolorach niebieskim i zielonym i maszerujemy wzdłuż zabudowań Kowar. Z czasem stają się one nieco rzadsze, a trasa biegnie na krótkich fragmentach nie tylko chodnikami, ale również wąskimi wydeptanymi ścieżkami. Waszą uwagę z pewnością zwróci kaplica św. Anny oraz kilka uroczych kładek - mostków ozdobionych elementami nawiązującymi do dawnych zawodów kowarskich rzemieślników. Mostki tworzą promenadę spacerowo-turystyczną, tzw.  „Wenecję Karkonoszy”. Ciekawym miejscem przy trasie jest również kamienny wiadukt kolejowy przy ul. Wiejskiej, którego wizerunek zdobił pocztówki już na początku XX w. Asfaltowa droga prowadzi dalej do rozwidlenia na Podgórzu. Tu zmieniamy oznaczenia szlaku na czarne i bardziej stromo podchodzimy w stronę kopalń i sztolni. Część tych obiektów przeznaczona jest do zwiedzania (za opłatą). Nie mamy niestety wystarczająco dużo czasu, by móc się tu zatrzymać. Czarnym szlakiem podchodzimy do skrzyżowania z Żółtą Drogą i następnie po ok. 30-40 minutach meldujemy się przy Schronisku na Przełęczy Okraj (przy granicy polsko-czeskiej). W tak piękny i ciepły dzień trudno odmówić sobie krótkiej wizyty w Browarze Trautenberk, który znajduje się już po czeskiej stronie. Tradycyjnie piwna uczta trochę rozleniwia, ale w końcu trzeba ruszyć dalej. Wybieramy czerwony czeski szlak biegnący poniżej Czoła i Skalnego Stołu. Docieramy nim do Sowiej Przełęczy z której czarnym szlakiem zejdziemy do Karpacza. 
Opisana trasa jest całkiem przyjemna, idealna na rozgrzewkę przed wyjściem np. kolejnego dnia w wyższe partie Karkonoszy. 


budynek dawnego hotelu Pod Złotą Gwiazdą (Kurings Hotel zum goldenen Stern)


Kowarska Starówka


Kowarska Starówka


Kowarska Starówka


Mostek Filcarza


Na szlaku


Schronisko na Przełęczy Okraj


granica polsko-czeska


Browar Trautenberk



Browar Trautenberk


Po czeskiej stronie


Sowia Przełęcz


W stronę Karpacza


Pod Skalnym Stołem


Jeśli szukacie innych szlaków z lub do Kowar, może zainteresują Was poniższe propozycje: 

Z widokiem na Karkonosze: Kowary (Muzeum Sentymentów, Kowarska Starówka) - Skalna Brama - Park w Bukowcu (wieża i ruiny zamku Kesselburg) - Mysłakowice - Cieplice

Karkonosze: Szlak na Śnieżkę z Karpacza, zejście do Kowary (Karpacz - Strzecha Akademicka - Spalona Strażnica - Dom Śląski - Śnieżka - Jelenka - Skalny Stół - Budniki - Kowary)

Rudawy Janowickie - Z Kowar do Marciszowa (Kowary - Ostra Mała - Skalnik - Dzicza Góra - Wielka Kopa - Kolorowe Jeziorka - Marciszów)

Rudawy Janowickie: Z Janowic Wielkich do Kowar (Janowice Wielkie - Miedzianka - Zamek Bolczów - Starościńskie Skały - Strużnica - ścieżka przyrodnicza im. Janusza Boissè - Kowary)

Rudawy Janowickie: Na Rudnik (Kowary, Przełęcz Kowarska)


czwartek, 29 października 2026

Grecja, wyspa Kos: Plaka Forest, Pawi Las dla niezmotoryzowanych, trasa z lotniska do Kardameny

Szukając atrakcji wyspy Kos, trafiłam na ciekawe miejsce – Las Plaka, Plaka Forest (Δάσος Πλάκας). W tym wyjątkowym lesie piniowym żyją m.in. kaczki, żółwie błotne, koty oraz, będące największą atrakcją, swobodnie przechadzające się po terenie, pawie. Do „pawiego lasu” najłatwiej dotrzeć wynajętym samochodem. Przy głównej drodze znajduje się niewielki bezpłatny parking.

Tego dnia nie mieliśmy auta do dyspozycji, więc zdecydowaliśmy się na dość długą, pieszą wycieczkę. Jako punkt startowy wybraliśmy lotnisko. Z wielu miejscowości na wyspie Kos można dotrzeć na lotnisko autobusem. Bilet z Kardameny kosztuje 2,5 euro za osobę. Przystanek autobusowy znajduje się przy markecie Kritikos (Κρητικός). Z kolei rozkład jazdy prześledzić można na stronie internetowej:

W pierwszej kolejności opuszczamy parking lotniskowy i wychodzimy na główną drogę. Ok. 2,5 kilometrowy odcinek trasy wzdłuż ogrodzonego terenu lotniska nie należy do najprzyjemniejszych. Ruchliwa, prawie pozbawiona pobocza droga, nie jest wymarzonym miejscem na wakacyjny spacer. Z ulgą przyjmujemy więc odbicie na mniej popularną trasę. Skręcamy przy niewielkim kościele i drogowskazie kierującym do Plaka Forest. Po drodze mijamy jeszcze jeden kościół,  Agia Anastasia. Kawałek dalej przechodzimy obok kamieniołomu. Zaledwie kilkaset metrów dzieli już nas od wejścia do pięknej zielonej krainy. Wreszcie trafiamy do serca Plaka Forest. Na parkingu stoi kilka aut. Na „posterunku” widzimy pana sprzedającego ziarna, którymi karmić można obecne tu ptactwo. Wstęp do lasu jest darmowy.

Już przy samym parkingu zauważamy grupki pawi i kaczek oraz kilka leniwych kotów 😉. Gdy tylko wyciągamy drobny poczęstunek, zostajemy otoczeni przez kolorowe ptaki! Karmimy je z ręki, co sprawia nam sporo frajdy. Spacerujemy po lesie, co chwilę spotykając kolejne osobniki. Dużym zainteresowaniem odwiedzających cieszył się rzadki paw biały. Liczyliśmy, że zobaczymy żółwie błotne, niestety i tym razem nie mieliśmy szczęścia do spotkania moich ulubionych gadów. Dalej ruszyliśmy drogą w kierunku głównej asfaltowej trasy na wyspie. Minęliśmy kościół Agios Georgios i zamiast chwilę później odbić w lewo, w kierunku hotelu, skusiliśmy się na krótką wizytę w klimatycznej Tavernie Fytorio. Greckie piwo Mamos zaserwowane w zmrożonym kuflu dodało nam sił do dalszej wędrówki. 

Przechodzimy koło strzeżonych terenów wojskowych, wypatrując możliwości skrótu do ulicy Robinson Club Daidalos. Widzimy na mapie w telefonie ścieżki, które powinny pozwolić zaoszczędzić nam nieco drogi. Maszerujemy dziarsko do czasu, gdy przed nami pojawia się prowizoryczna furtka. Chcemy ją ominąć, szukając alternatywnej ścieżki, co niestety się nie udaje. Ostatecznie postanawiamy wejść na teren za bramką z drutów. Wcześniej czytaliśmy, żeby na Kos nie martwić się ogrodzeniami, ponieważ najczęściej zostały one stworzone po to, by ograniczyć ruch zwierząt. Ledwo przekroczyliśmy furtkę, dogonił nas facet na skuterze (nie mamy pojęcia skąd wziął się na tym odludziu). Mówił tylko po grecku, ale zrozumieliśmy, że chciał nas zawrócić. Trochę na migi, trochę po angielsku i używając uroku osobistego 😉 udało nam się z nim dogadać. Dowiedzieliśmy się, że będzie jeszcze jedna furtka i po jej przekroczeniu mamy ją zamknąć. Tak też zrobiliśmy. Ulica Robinson Club Daidalos jest asfaltowa, ale niezwykle malownicza. Ruch samochodowy nie jest tu tak uciążliwy jak na głównej trasie. Chłoniemy piękne widoki. Takich nie mamy w Poznaniu 😉. Trasa doprowadza do kompleksu hotelowego o nazwie … Robinson Club Daidalos. Tuż przy wjeździe na jego teren (z lewej strony) znajduje się węższa ścieżka gorszej jakości. Schodzimy nią w stronę morza. Im bliżej plaży, tym więcej jest nierówności na trasie i uważniej trzeba stawiać kroki. Docieramy do kolejnych kompleksów hotelowych i asfaltowej drogi poprowadzonej przy brzegu morza. Można dojść nią m.in. do Kardameny, skąd dojedziecie z powrotem do lotniska autobusem. 

Nasza trasa: 





kościół Agia Anastasia


kamieniołom

PLAKA FOREST













kościół Agios Georgios


piwo Mamos w Tawernie Fytorio /4 euro 😉


Kapliczka przy drodze


ulica Robinson Club Daidalos


widok z trasy na wyspy: Nisyros i Jale


zejście w stronę morza (ścieżka od wjazdu na teren hotelu Robinson Club Daidalos)


wtorek, 27 października 2026

Grecja, wyspa Kos: na najwyższy szczyt wyspy Kos - Dikeos Dikaios, trasa z Zia

Kiedy zdecydowaliśmy się na październikowe wakacje na wyspie Kos, od razu musiałam sprawdzić czy są tam jakieś górskie szlaki. Okazało się, że da się wejść na najwyższy szczyt wyspy - Dikeos (Dikaios) o wysokości 846 m n.p.m. Musieliśmy go zdobyć!

Najpopularniejsza trasa na to wzniesienie prowadzi z miejscowości Zia. Przejrzałam liczne strony internetowe, mapy, rozkłady autobusów  (przewoźnik Ktel https://ktel-kos.gr/en/),  by znaleźć odpowiednie połączenie z Kardameny do Zia. Niestety jedyną opcją jest przejazd autobusem z Kardameny do stolicy -  Kos, a następnie kurs do Zia. Droga w jedną stronę zajmie wówczas ponad 2 godziny (w Kos trzeba ok. godzinę czekać na przesiadkę). Ta opcja nie bardzo mnie satysfakcjonowała.

Później myślałam, żeby wysiąść z autobusu np. w Zipari i nadłożyć nieco drogi, ale wówczas wycieczka za bardzo by się wydłużyła.

Dopytaliśmy również o koszt taksówki do Zia z naszego hotelu.  W jedną stronę trzeba zapłacić ok. 40 euro. To sporo. Mimo to w głowie zakiełkował mi pomysł, by skorzystać z taksówki i wrócić pieszo do hotelu (byłby to dystans ponad 20 km).

Ostatecznie postanowiliśmy wypożyczyć na jeden dzień samochód i oprócz szczytu Dikeos, zwiedzić najbliższą okolicę.

Chodząc po Kardamenie znaleźliśmy wypożyczalnię samochodów z bardzo dobrymi ocenami na google. Weszliśmy, zapytaliśmy o auto na kolejny dzień. Okazało się, że jest wolny Fiat Panda. Cena 50 euro + benzyna. Pan zapisał sobie nazwę hotelu i numer pokoju, w którym się zatrzymaliśmy. Umówiliśmy się na odbiór auta kolejnego dnia o godz. 8:30 z hotelowego parkingu. Dopiero wtedy podpisaliśmy umowę, zapłaciliśmy za wynajem i ruszyliśmy ku przygodzie. Na koniec dnia mieliśmy po prostu zostawić kluczyki w recepcji.

Naszym pierwszym przystankiem na trasie była miejscowość Zia (Λαγουδι Ζία) położona na wysokości ok. 350 m n.p.m. Zia słynie z pięknych zachodów słońca. By obejrzeć ten wyjątkowy spektakl można wykupić zorganizowaną wycieczkę, często z odbiorem z hotelu (cena ok. 18 euro/osoba). Turystów przyciąga tu również wyjątkowa zabudowa, brukowane uliczki oraz liczne sklepy z pamiątkami. Ponadto Zia kusi urokliwymi tawernami, gdzie oprócz ciekawych potraw i słynnych napojów cynamonowych, czeka prawdziwie grecki klimat. Wioska jest również świetnym miejscem startowym na Dikeos, najwyższy szczyt wyspy Kos i to on był tego dnia naszym celem.

Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu w pobliżu restauracji Roots Restaurant & Bar (Δημοτική Κοινότητα Ασφενδιού). W sezonie może być tu tłoczno. W połowie października, rano, nie mieliśmy problemu ze znalezieniem wolnego miejsca. Z parkingu ruszyliśmy w górę miejscowości. W kilku miejscach można zauważyć wskazówki kierujące w stronę szczytu. Maszerujemy ulicami Pyli – Kos, a później Iraklidi. Wędrówkę można urozmaicić odbijając np. w stronę kościoła Theotokou Koimiseos lub korzystając z nieco zarośniętych schodów łączących dwie odnogi ulicy Iraklidi (taki mały skrót). Już samo podejście w granicach miasteczka daje nieco w kość. Jest stromo i nietrudno złapać zadyszkę. W końcu zamieniamy beton na nieutwardzone ścieżki. Szeroka szutrowa aleja, przy której leśne zagajniki mieszają się z polami, wprowadza w wyższe partie masywu. Docieramy do rozwidlenia. W tym miejscu krzyżują się ścieżki prowadzące na Dikeos oraz do wioski Pyli. Trasa na Dikeos się zwęża i staje się bardziej kamienista. Przypomina nieco „nasze” beskidzkie szlaki. Przez ok. 3 kwadranse pójdziemy dalej w cieniu drzew. Gdzieniegdzie, w prześwitach, wyłaniają się ciekawsze widoki, zapowiadające przepiękne panoramy z samego szczytu.  W orientacji w terenie pomagają namalowane na kamieniach strzałki. Wreszcie wychodzimy z lasu. Przed nami „wyrastają” potężne skały, których pokonanie staje się większym wyzwaniem niż dotychczasowe doświadczenia na trasie. Jeszcze trudniejszym zadaniem okazuje się walka z wiatrem, który w okolicy szczytu hula w najlepsze. Chyba nigdy wcześniej nie byliśmy poddani takiej sile wiatru. Nie dało się rozmawiać, a nasze kroki, mimo, że bardzo staranne i uważne, wyglądały delikatnie mówiąc, niezgrabnie. Widzieliśmy, że kilka osób z powodu wiatru, zrezygnowało z wejścia na szczyt. Warto nadmienić, że mimo, iż wysokość Dikeosu wydaje się niezbyt imponująca, nie można tej góry lekceważyć. Silny wiatr dość często towarzyszy wędrówkom w jego partiach szczytowych. Poza tym, oprócz wygodnych butów, najlepiej z urzeźbioną podeszwą, warto wziąć ze sobą ciepłą bluzę lub kurtkę. Temperatura na szczycie jest o kilka stopni niższa niż na plaży, co np. w październiku robi sporą różnicę.

Po pokonaniu skał teren się nieco wypłaszcza. Wciąż jednak uporczywie wieje. Od kulminacji dzieli nas jeszcze niespełna kilometr (ok. 25-30 minut drogi). Piękne krajobrazy skutecznie odwracają uwagę od zmęczenia. Docieramy na "grań". W pobliżu szczytu znajduje się kapliczka, przy której można znaleźć wytchnienie od panujących warunków pogodowych. W najwyższym punkcie spędziliśmy dosłownie kilka chwil. Widoki, jakie roztaczają się z Dikeosu są naprawdę kapitalne. Bezkresne morze, wyspy Dodekanezu, tureckie wybrzeże – wszystko wygląda, jakby było na wyciągnięcie ręki. Poza tym widać prawie całą wyspę Kos. Niesamowite! Do samochodu wróciliśmy tą samą drogą. I chociaż chciałoby się poznać więcej ścieżek w masywie Dikeosu, tym razem, z powodu pogody,  dobrze się stało, że wybraliśmy wynajęte auto zamiast taksówki i długiej wędrówki.

Żałuję, że nie udało nam się spotkać żółwi, które podobno spacerują po górskich zboczach. Jedynymi zwierzętami, których obecność zauważyliśmy, były pocieszne kozy.

Postaw kawę dla Nałogowa Podróżniczka na buycoffee.to

Tego dnia wybraliśmy się jeszcze na wzgórze Palio Pyli, plażę flamingów, a na koniec, postanowiliśmy poszwendać się (już o zmroku) po terenie Zamku Antimachia.

Naszą trasę można przeanalizować poniżej: 





widoki z parkingu są obiecujące


rano Zia jeszcze śpi ;)


kolor niebieski na każdym kroku...


Ιερός Ναός Κοιμήσεως της Θεοτόκου Ζιάς - Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Zia




Zanim trafimy do kawiarni, trzeba się zmęczyć wchodząc na Dikeos



skały na szlaku


końcowe podejście na szczyt


Dikeos zdobyty! 


kaplica w pobliżu szczytu



w stronę szczytu Kefala



Morze i góry to zdecydowanie ciekawe połączenie

:-)