Wycieczkę rozpoczynamy przy stacji kolejowej Boguszów-Gorce. Początkowo idziemy wzdłuż torów w kierunku zachodnim. W pobliżu pola ze sporą liczbą paneli fotowoltaicznych, wychodzimy na chwilę na drogę wojewódzką nr 367, a następnie wkraczamy na ścieżkę znakowaną na czerwono i podchodzimy na Mniszek (711 m n.p.m.). Wniesienie to znajduje się nieco poza oznaczonymi szlakami. Niedawno stworzono tu całkiem przyjemne warunki do wypoczynku - jest miejsce na ognisko oraz wiata turystyczna. Stąd trudno ruszyć dalej. Zejście z Mniszka jest na krótkich odcinkach dość strome. Jeśli jest sucho - powinno być pozbawione większych trudności. Wchodzimy w zabudowania miasta. Korzystamy z gościnności sklepu przy szlaku i uzupełniamy prowiant na dalszą drogę. Ulicą Chopina docieramy do czarnego szlaku i to właśnie czarne oznaczenia zaprowadzą nas na najwyższy punkt tej wycieczki - Trójgarb (778 m n.p.m.). Trasa z Boguszowa początkowo jest płaska, asfaltowa. Dalej przecina okoliczne pola. Kawałek za zabudowaniami Jabłowa znów czujemy się jak w górach. Nie spotykamy na tym odcinku zbyt wielu osób. Dopiero przy skrzyżowaniu z innymi kolorami szlaków zaczyna robić się tłoczno. W końcu pogoda dopisuje, słońce świeci, no i mamy weekend.
Od razu wchodzimy na wieżę widokową na Trójgarbie. Bardzo podoba nam się jej konstrukcja. Widoki również należą do wyśmienitych! Zawsze cieszymy się, mogąc podziwiać stąd Karkonosze.
Aby zejść do Szczawna, wybieramy niebieskie oznaczenia. Zależy nam na tym, by powtórzyć wejście na Modrzewiec (602 m n.p.m.) i Węgielnik (621 m n.p.m.) - szczyty z Korony Gór Wałbrzyskich. Tym razem udaje nam się namierzyć tabliczki z ich nazwami. Nie dochodzimy dalej do Strugi. W naszych głowach rodzi się pomysł wejścia tego dnia jeszcze na wzniesienie Sas (515 m n.p.m.), które należy zestawienia Korony Sudetów Polskich. Początkowo sprawia wrażenie niemożliwego do zdobycia. Strome ściany, ogrodzone płotami ścieżki, które widzieliśmy na mapach wydają się zepsuć nasze plany. Ostatecznie udaje nam się znaleźć wydeptaną dróżkę pomiędzy linią lasu a polem. Ścieżka ta w pewnym momencie się urywa. Postanawiamy iść dalej "na dziko". W końcu docieramy do drzewa, na korze którego została wyryta nazwa wzniesienia. Trafiamy później także na tabliczkę z nazwą celu naszego podejścia. Schodzimy intuicyjnie inną drogą, która niespodziewanie kończy się urwiskiem. Powoli obniżamy się w stronę Ronda i ulicy Ułanów Nadwiślańskich. Kawałek dalej "łapiemy" czerwony szlak, który doprowadza nas do ulicy Kolejowej. Dalej idziemy bez oznaczeń do naszej bazy noclegowej , którą jest tym razem Willa Luna.
Na szczęście zdążymy jeszcze na pizzę (Pizza Hit) - polecamy! :) Dzięki posiłkowi w tym miejscu, mieliśmy wystarczająco dużo sił, by kolejnego dnia wybrać się na pieszą wycieczkę ze Szczawna-Zdroju do Wałbrzycha. Ale o tym przeczytacie w kolejnym wpisie.
Nasza trasa (bez uwzględnienia wejścia na wzniesienie Sas):
Widok z Sasa - Wzgórze Gedymina (z wieżą widokową), Ptasia Kopa i Lisi Kamień, w ostatnim planie Wielka Sowa.
Może zainteresują Cię również poniższe wpisy:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz