Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strzecha Akademicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strzecha Akademicka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2022

Karkonosze: Śnieżka od strony czeskiej (Pec pod Sněžkou, Luční bouda, Strzecha Akademicka, Samotnia, Borowice, Kalevala) Pec pod Snezkou Lucni Bouda



Śnieżka nie należy do naszych ulubionych szczytów. Wszystko za sprawą tłumów, jakie można tu spotkać w każdy słoneczny weekend. Mimo to, postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda wejście na najwyższy szczyt Karkonoszy od strony czeskiej. 

O 6:30 zameldowaliśmy się na dworcu kolejowym w Jeleniej Górze. Wsiedliśmy w autobus do Karpacza, a następnie przesiedliśmy się w kolejny już do  czeskiej miejscowości - Pec pod Sněžkou. 
Rozkład jazdy znajdziecie na stronie: rozkladautobusowy.pdf (karpacz-bus.pl) Bilet w jedną stronę kosztuje 25 zł (wrzesień 2022). 


Pec pod Sněžkou


Pec pod Sněžkou

Startujemy zielonym szlakiem, który od razu wchodzi w las. Zanim dotrzemy do schroniska Bouda Růžohorky musimy pokonać ok. 3 km i ok. 500 metrów wysokości. Tuż przed schroniskiem zaczynają się otwierać ciekawsze widoki. 


Studniční hora


Světlá i Černá hora 


Děčínská Bouda - obiekt gastronomiczny (schronisko? ) na przeciwko Boudy Růžohorky 


piwo w schronisku Růžohorky - 50 koron, placek z jagodami (borůvkový koláč) - 40 koron

Zmieniamy znaki szlaku na żółte i ze zdziwieniem przyjmujemy fakt, że spory kawałek pójdziemy asfaltową drogą. Ludzi z każdą chwilą przybywa. Część gramoli się tak jak my w górę, niektórzy już schodzą. Mijamy stację pośrednią czeskiego wyciągu na Śnieżkę (Růžová hora). 


Chwilę później możemy wreszcie zobaczyć nasz cel - najwyższy szczyt Karkonoszy, Sudetów oraz Czech. Szlak zmienia nieco swoje oblicze. Asfalt zostaje zastąpione przez ułożone z kamieni schody. 



Po raz pierwszy doceniłam Śnieżkę jako kapitalny punkt widokowy. Gdy byliśmy tu wcześniej, widoczność nie pozwalała na dalekie obserwacje. Tym razem mogliśmy rozejrzeć się nie tylko w stronę karkonoskich szczytów. Widzieliśmy nieco bardziej oddalone, wierzchołki Gór Wałbrzyskich, Kamiennych, Stołowych, czy Sowich.


Světlá i Černá hora , dalej w tle, po środku linia czeskiej kolejki linowej 


Daleko w tle Góry Stołowe oraz Broumovské stěny, nieco bliżej, w dolinie prawdopodobnie Lubawka i okolice, dalej Góry Krucze


schody - schodami, ale podejście mimo to jest trochę wymagające


w stronę Gór Wałbrzyskich - mniej więcej po środku kadru - Trójgarb, a z jego prawej strony Chełmiec


Górna stacja czeskiej kolejki 

Docieramy na szczyt i czujemy się trochę jak w mrowisku ;) Oczywiście tego się spodziewaliśmy. Poza tym jest przepięknie!



W stronę Skalnego Stołu, a wcześniej Czarnej Kopy


Jeszcze raz w stronę Gór Stołowych (to te w ostatnim planie)


Trzeci raz razem na Śnieżce! :D 

Zanim rozpoczniemy schodzenie Drogą Jubileuszową (ponieważ podejście zakosami od Domu Śląskiego jest nadal szlakiem jednokierunkowym), postanawiamy wzrokiem prześledzić jeszcze widoki z drugiej strony szczytu. 


W dole Dom Śląski, daleko, nieco z lewej strony - Wielki Szyszak i budynek RTON na Śnieżnych Kotłach. Z prawej strony, w oddali widać szczyty Gór Izerskich - m.in. Smrek, Stóg Izerski, Ireskie Garby i Wysoki Kamień


Kawałek Karpacza i  zbiornik wodny Sosnówka


Zbliżenie na budowę apartamentów na zboczu góry Grodna :( Powyżej nich - sztuczne ruiny, czyli Zamek Księcia Henryka


Z tej perspektywy wydaje się, że budynek RTON stoi na szczycie Wielkiego Szyszaka , a nie na Śnieżnych Kotłach


Z tyłu Smrek, Stóg Izerski, Izerskie Garby  i Wysoki Kamień, w pierwszym planie czerwony szlak pieszy oraz charakterystyczne skałki na Słoneczniku 


Zbliżenie na Słonecznik i Wysoki Kamień w tle (widać schronisko i budującą się od lat wieżę widokową) 


w stronę schroniska  Luční bouda , daleko w tle Ještěd


groźnie wyglądająca Studniční hora


znana z tatrzańskich szlaków, wierzbówka kiprzyca, "zawędrowała" także w Sudety


przebieg czerwonego szlaku do Domu Śląskiego  przez Dolinę Łomniczki. 

Docieramy do Domu Śląskiego. Kolejka do bufetu, wyłazi aż ze schroniska! Bez zatrzymywania, ruszamy w stronę czeskiego hotelu Luční bouda (szlak niebieski). 


Przed nami ok. 2,5 km marszu w dość przyjemnym (w większości płaskim) terenie. Przez obszar torfowisk (Úpská rašelina)  przechodzimy po drewnianych kładkach. Momentami wydaje nam się, że jesteśmy nie w Karkonoszach, a w okolicach Hali Izerskiej. Krajobraz jest bardzo podobny. Pomylić się nie pozwala , "wyrastająca" za plecami Śnieżka ;) 



krajobrazy niebieskiego szlaku


przed hotelem Luční bouda

Ogromny górski hotel w części gastronomicznej jest także pełny ludzi. Sporo się zmieniło, odkąd odwiedziłam to miejsce pierwszy raz. Powiało nowoczesnością! Nie tylko zamontowano automatyczne drzwi, kolorowe wyświetlacze, ale także uruchomiono samoobsługowe stacje zakupu napojów - piwa i Kofoli. Po prostu wybierasz napój,  płacisz kartą i polewasz sobie sam do tekturowego kubka. Cena do najniższych nie należy (Kofola 55 koron, piwo 70 koron - pojemność o  0,4 l) . Warto wspomnieć, że w hotelu działa Browar Paroháč, podobno najwyżej położony browar w Europie Środkowej. Do warzenia piwa, wykorzystuje wodę z rzeki Biała Łaba. 




logo browaru 

Czas wrócić do Polski. Żółtym szlakiem docieramy do Równi pod Śnieżką. Skręcamy w prawo na czerwony, a następnie na rozwidleniu na niebieski szlak w stronę Schroniska Strzecha Akademicka. 


Wspominamy z Mateuszem nasz nocleg "na glebie" w tym obiekcie jakieś 16 lat temu. Jego wnętrze również mocno się zmieniło. Przed kawałkiem podłogi, na którym spędziliśmy wtedy noc pojawiły się drzwi do toalety ;)


Ludzi w schronisku i przed nim jest sporo. Kolejka do bufetu gigantyczna. Dobrze, że na zewnątrz, pod parasolami, sprawnie można kupić chociaż piwo i kiełbasę z grilla. Ceny wydają nam się dość wysokie (piwo 14 zł/ kiełbasa 25 zł). Znajdujemy wolną ławeczkę  i chwilę rozkoszujemy się widokami.



Trzeba w końcu ruszyć dalej. Przed nami jedno z bardziej klimatycznych schronisk w polskich górach - Samotnia. Uwielbiam ten odcinek szlaku ze Strzechy Akademickiej, gdy Samotnia pojawia się już na horyzoncie:






Z Samotni kontynuujemy marsz niebieskim szlakiem. Ten prowadzi przy brzegu Małego Stawu. Jest naprawdę uroczo. Dalej po kamieniach docieramy do Polany. Później "główna" trasa prowadzi do Świątyni Wang i Karpacza Górnego. My tym razem odbiliśmy na ścieżkę znakowaną na czarno do Borowic. 


Po drodze mogliśmy podziwiać ciekawe osobliwości przyrody: 


pięknoróg największy


goryczka trojeściowa

Dlaczego trafiliśmy do Borowic, a nie np. do Karpacza (poza tym, że wolimy spokojne miejscowości) ? Jakiś czas temu wygrałam w konkursie nocleg w wiosce lapońskiej Kalevala. Po okresie wakacyjnym postanowiliśmy wykorzystać  voucher i odwiedzić to wyjątkowe miejsce. Było super!  Nocowanie w klimatycznym namiocie lavvu, saunowanie, wspólna biesiada,  prezentacja dotycząca Finlandii, spacery z psami husky, renifery - doświadczyliśmy przez ten krótki czas naprawdę sporo przyjemności. Chciałabym bardzo tam wrócić zimą. Może się uda ;) 



Poniżej trasa, którą przeszliśmy tego dnia: 


Może zainteresują Cię również poniższe wpisy: 


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Karkonosze: Z krótką wizytą u Królowej Śnieżki :) Śnieżka wjazd wyciągiem na Kopę Kopa Lucni Bouda browar Parohac Strzecha Akademicka Samotnia Borowice

To była krótka wizyta u Królowej Śnieżki ;) Tym razem w Karkonoszach byłam z większą grupą osób w różnym wieku. W ten sposób chcę usprawiedliwić swoją decyzję o wjeździe na Kopę wyciągiem krzesełkowym ;-) Normalnie z ogromną przyjemnością bym tam weszła lub wbiegła!

Mimo wszystko uważam, wjazd na Kopę za dobry pomysł dla osób, które nie czują się na siłach, by pokonać całą drogę na Śnieżkę lub planują danego dnia długą wyrypę i Kopa (+ Śnieżka) będą tylko punktem pośrednim lub początkowym dłuższej, całodziennej wędrówki. 

Wjazd na Kopę możliwy jest z Karpacza. Od skrzyżowaniu ul. Olimpijskiej i Turystycznej musimy podejść kawałek do góry brukowaną, później asfaltową drogą i w ten sposób dostaniemy się do dolnej stacji wyciągu na Kopę (po lewej stronie). 
Kupujemy bilet (normalny = 28 zł w jedną stronę) i za chwilę siadamy na sympatycznym krzesełku, które zawiezie nas na wysokość 1356 m n.p.m. Krzesełka są jednoosobowe i wyglądają tak:



Wyciąg od czasu do czasu się zatrzymuje (np. jak ktoś nie zdąży wysiąść) i wtedy nasze krzesełka lekko się kolebią ;) Podczas mojego wjazdu 3 razy zatrzymano wyciąg. Podróż wyciągiem trwa ok. 20 minut. Widoki są bardzo przyjemne, chociaż z pewnością lepiej podziwiać je zjeżdżając w dół. Mimo to, po lewej stronie, mogłam podziwiać coś takiego:


Przy górnej stacji kolejki znajduje się bar. Podchodząc troszkę w kierunku Śnieżki, możemy zobaczyć jej masyw dumnie wznoszący się ponad innymi szczytami oraz schronisko - Dom Śląski . 


Od górnej stacji wyciągu do Domu Śląskiego czeka nas ok. 1 km wędrówki w większości płaską, wygodną, brukowaną ścieżką. 


Przy Domu Śląskim robi się tłoczno... 
Czerwony szlak na Śnieżkę (na zdjęciu powyżej to ten zygzak z prawej strony) jest krótszy, ale bardziej stromy. To ok. 1 km dość ciężkiego wspinania się do góry. Drogowskazy i mapy pokazują ok. 25-40 minut. Mnie udało się "wbiec" w niecałe 15 minut (co tam, pochwalę się ;)) 

(na tle Domu Śląskiego i Śnieżki :) )

Moim skromnym zdaniem widoki ze Śnieżki na inne szczyty nie powalają... Fajnie wygląda ze szczytu Dom Śląski  i sieć szlaków...

(widok ze Śnieżki w kierunku Domu Śląskiego)
ale też cała część północna - Kotlina Jeleniogórska i najbliższe miejscowości... Kowary, Karpacz, Jelenia Góra...


Niestety restauracja na Śnieżce (i cały ten charakterystyczny budynek) jest nieczynna od listopada 2015r. do odwołania. Obiekt jest do wynajęcia... 


Możemy jednak wstąpić do czeskiego obiektu, w którym kupimy pamiątki, wypijemy piwko ;) lub coś przekąsimy, Nazywa się Postovna (strona internetowa: http://www.postovnasnezka.cz/)

Ze Śnieżki niebieskim szlakiem zbiegłam do Domu Śląskiego. Zajęło mi to również ok. 15 minut. Ten niebieski szlak jest dłuższy (niecałe 2 km), ale zdecydowanie bardziej łagodny. Szybkim marszem zejście powinno zająć ok. 25-30 minut. 


Dalej w drogę udaliśmy się do Lucni Boudy, czeskiego schroniska- hotelu, restauracji z własnym browarem. Z rozwidlenia szlaków obok Domu Śląskiego trzeba iść niebieskim szlakiem (ok. 2,3 km = 30 minut)


W budynku znajdziemy restaurację z dość bogatym menu oraz oferującą kilka rodzajów piwa. Mnie bardzo do gustu przypadło piwo półciemne, warzone w minibrowarze (znajdującym się w budynku Lucni Boudy). Browar nazywa się Parohac :) A tak prezentuje się jego logo: 



Długo w "schronisko-hotelo-restauracji" nie posiedzieliśmy. Ruszyliśmy dalej żółtym szlakiem w kierunku Głównego Szlaku Sudeckiego (znakowanego na czerwono). Widoki były bardzo ciekawe... dookoła nas "pola", w oddali pokazywała się Śnieżka...




Odbiliśmy w prawo (na fragment Głównego Szlaku Sudeckiego), by po kilkudziesięciu metrach zejść na niebieski szlak prowadzący nas do schroniska Strzecha Akademicka...


Do budynku schroniska prowadzi wygodny brukowany chodnik...



Gdy byłam tu 10 lat temu z (już teraz) moim mężem, nocowaliśmy w schronisku Strzecha Akademicka na podłodze koło toalet ;) Z sentymentem odwiedziłam to miejsce :-) W tej chwili stoją tam nieużywane lodówki ;) 


Tym razem Strzecha Akademicka była tylko punktem na trasie naszej wędrówki. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia...


podziwialiśmy panoramę roztaczającą się sprzed schroniska...




zwróciliśmy szczególną uwagę na tzw. Cycki Lolobrygidy, a więc Krzyżną Górę i Sokolik (szczyty, które razem z mężem zdobyliśmy w maju - relacja Tu ), chyba nie trzeba pisać, które to szczyty na zdjęciu poniżej ;) 


Kilka minut później, wędrując dalej niebieskim szlakiem, zaczął się wyłaniać budynek schroniska "Samotnia", które w wielu subiektywnych rankingach zaliczane jest do najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych w polskich górach... 


moim zdaniem, faktycznie "Samotnia" ma w sobie to "coś"...


Długo siedzieliśmy przed schroniskiem pijąc piwo, dyskutując i podziwiając piękno przyrody... naprawdę nie chciało się stamtąd nigdzie ruszać... 




W końcu podjęliśmy decyzję o powrocie do naszego ośrodka... okazało się, że niebieski szlak, którym 10 lat temu wędrowaliśmy zmienił swoją trasę... teraz nie wolno iść brzegiem Małego Stawu (oczywiście nie brakuje osób, które ignorują ten zakaz...), a trasa biegnie wygodną, szeroką brukowaną ścieżką na początku lekko w górę, by później już łagodnie schodzić w dół, w kierunku Karpacza.



My jednak musieliśmy dojść do Borowic. W związku z tym przy rozwidleniu szlaków (Rówienka 957 m n.p.m.) odbiliśmy na żółty szlak, zdecydowanie mniej zatłoczony, bardziej spokojny i cichy...
by leśnymi ścieżkami dotrzeć do naszego celu. 


Ostatni odcinek naszej trasy możecie zobaczyć poniżej: 

To była całodniowa, spokojna wycieczka ( z moimi chwilowymi akcentami biegowymi ;) ) Cała trasa (od baru na Kopie do Borowic) to dystans ok. 16 km