Weekend w Rudawach Janowickich? Czy mogę już się pakować? :) Bardzo lubię to sudeckie pasmo, dlatego gdy miałam wymyślić weekendowe górskie trasy, na które dojedziemy pociągiem, ochoczo sięgnęłam po mapę Rudaw Janowickich. Dodatkowo motywował mnie fakt, że w Browarze Miedzianka mają nowe kapsle, a kapsle, to oprócz gór, wycieczek i biegania, moje największe hobby.
W sobotę koło godziny 11 dojeżdżamy do stacji Janowice Wielkie. Nasze kroki kierujemy od razu do wspomnianego Browaru. Oprócz kapsli, do plecaka zabieramy tutejsze piwo, a na miejscu raczymy się przepyszną zupą piwną. Krótka wizyta nas nieco rozleniwia. Za oknem brakuje słońca, a droga do Kowar, gdzie zarezerwowałam nocleg wydaje się długa i czasochłonna. W końcu jednak ruszamy zadki i dość szybkim tempem gnamy ku ruinom Zamku Bolczów. Byliśmy tu już kilkukrotnie, ale nie odmawiamy sobie krótkiego spaceru w ciekawym otoczeniu.
Kolejnym punktem naszej wycieczki są Głaziska Janowickie. Przy rozwidleniu szlaków stoi przyjemna wiata turystyczna. Wyjątkowo zachęca nas, byśmy w niej przysiedli. Mkniemy dalej w dół niebieskim szlakiem. Mamy niewielkie problemy, by przekroczyć potok Janówka (przy wyższym stanie wody jest to nieco problematyczne). Nasze stopy dotykają asfaltu, którym maszerujemy podziwiając Skalny Most i Skałę Piec. Za chwilę znów jesteśmy na gruntowej drodze. Ściekająca zboczem woda wpływa na szlak. Na szczęście nie ma mrozu, bo szlibyśmy wówczas po lodowisku. Docieramy do Starościńskich Skał. Pogoda jest zbyt kiepska, by z punktu widokowego było coś widać - odpuszczamy więc podejście. Schodzimy do Strużnicy kombinacją szlaków niebieskiego i żółtego, spoglądając przy okazji na formacje skalne o nazwach: żelazko, dziobata, bliźniaki...
Kolejnym punktem naszej wycieczki są Głaziska Janowickie. Przy rozwidleniu szlaków stoi przyjemna wiata turystyczna. Wyjątkowo zachęca nas, byśmy w niej przysiedli. Mkniemy dalej w dół niebieskim szlakiem. Mamy niewielkie problemy, by przekroczyć potok Janówka (przy wyższym stanie wody jest to nieco problematyczne). Nasze stopy dotykają asfaltu, którym maszerujemy podziwiając Skalny Most i Skałę Piec. Za chwilę znów jesteśmy na gruntowej drodze. Ściekająca zboczem woda wpływa na szlak. Na szczęście nie ma mrozu, bo szlibyśmy wówczas po lodowisku. Docieramy do Starościńskich Skał. Pogoda jest zbyt kiepska, by z punktu widokowego było coś widać - odpuszczamy więc podejście. Schodzimy do Strużnicy kombinacją szlaków niebieskiego i żółtego, spoglądając przy okazji na formacje skalne o nazwach: żelazko, dziobata, bliźniaki...
Chwilę jeszcze trzymamy się żółtych oznaczeń, później asfaltową drogą kierujemy się w stronę Gruszkowa. Ponieważ jest jeszcze jasno, skręcamy w lewo, na fragment ścieżki dydaktycznej im. Janusza Boissè. Wchodzimy na nią w okolicy harcerskiej bazy namiotowej. Początkowo jest łatwo i przyjemnie. Trasa jednak niespodziewanie się zwęża i biegnie wzdłuż potoku. Zapada zmrok, który utrudnia sprawę. W świetle czołówek próbujemy przebrnąć przez trudny, zarośnięty fragment (czy latem da się go przejść, gdy roślinność dziarsko "wejdzie" na ledwo widoczną ścieżkę?). W końcu wychodzimy na szeroką nieutwardzoną drogę. Doprowadza nas ona do Przełęczy pod Średnicą. Nie pchamy się już dalej szlakami, tylko najkrótszą drogą zmierzamy do naszej bazy noclegowej przy Kowarskiej Starówce. Zanim tam jednak dotrzemy, spędzamy niespodziewanie kilka godzin w bistro Urania. To temat na osobną opowieść, ale obawiam się, że nie pojawi się ona na tym blogu ;). Jak się okazało, nasz nocleg czekał parę kroków dalej. Po takiej wędrówce dobrze się spało i wypoczęło przed kolejnym dniem, o którym przeczytacie w kolejnym wpisie. Tym razem z Kowar ruszamy do... Marciszowa.
Mapa trasy:
W Rudawach, nawet we mgle jest pięknie!
Głaz przy szlaku upamiętniający Janusza Boissè - warto przeczytać parę słów o tej wyjątkowej postaci na tablicy przy ścieżce przyrodniczej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz