czwartek, 15 października 2020

Góry Opawskie: Przez rezerwat przyrody Cicha Dolina na Biskupią Kopę, Srebrną Kopę, Zamkową Górę i Szyndzielową (pętla z Pokrzywnej)

Góry Opawskie są chyba najmniej znanym pasmem w łańcuchu  Sudetów. Wiele razy, gdy opowiadałam o urlopie rodzinie i znajomym, musiałam doprecyzować gdzie dokładnie się znajdują. Naszą bazą wypadową w Góry Opawskie był kemping "Złota Dolina" w Pokrzywnej. Nie ma tu większego sklepu, a i tak najbliższe są oddalone o ok. 2-3 km . Najczęściej zmotoryzowani turyści jeżdżą więc po zaopatrzenie do oddalonych o 10 kilometrów Głuchołaz. W okolicy znajduje się kilka łowisk pstrąga, gdzie nie tylko smacznie zjemy, ale możemy podejrzeć jego hodowlę. Dania typowo barowe zjemy także w puncie gastronomicznym znajdującym się w granicach kempingu. 


Na Biskupiej Kopie byliśmy już 2 lata temu (Korona Gór Polski, Góry Opawskie: Biskupia Kopa z Głuchołaz), zamykając w ten sposób temat Korony Gór Polski. Oczywiście mieliśmy pewność, że na niektóre szczyty KGP jeszcze wrócimy. Będąc w Pokrzywnej, ciężko było się powstrzymać przed wędrówką na najwyższy wierzchołek Gór Opawskich po polskiej stronie. Tym bardziej, że sąsiedzi z kempingu opowiadali o wyjątkowej urodzie Cichej Doliny... 
Startujemy przy przystanku autobusowym Pokrzywna Cicha Dolina. Początek trasy stanowi bardzo szeroka droga. Kawałek dalej znajduje się prawdopodobnie bezpłatny parking. Warto zwrócić uwagę, że tym razem nie idziemy wzdłuż tradycyjnych oznakowań szlaku turystycznego. 



Biegnie tędy natomiast znakowana ścieżka dydaktyczna, początkowo pozbawiona trudności orientacyjnych. W górnych jej partiach warto rozglądać się za oznaczeniami w postaci białego kwadratu, z  biegnącym po przekątnej, z lewego górnego rogu do prawego dolnego, zielonym paskiem. Skoro mamy ścieżkę dydaktyczną, po drodze można zapoznać się z ciekawymi tablicami informacyjnymi. Jedna z nich znajduje się przy dawnej skoczni narciarskiej. Dziś ciężko sobie wyobrazić, że w tym miejscu znajdował się obiekt sportowy, na którym skoczkowie mogli "frunąć" na odległość 40 metrów. 




Jednym z najbardziej popularnych miejsc w Górach Opawskich jest Gwarkowa Perć. To nieczynne wyrobisko, gdzie do 1939r. (z przerwami) wydobywano łupek fyllitowy. Najczęściej wykorzystywano tę skałę do pokrywania dachów, jako budulec ogrodzeń czy dekoracyjne kruszywo. Teren dawnego kamieniołomu stanowi dość ciekawą atrakcję, którą potęguje obecność jedenastometrowej drabiny, składającej się z ponad 30 stopni. Drabina nie znajduje się na trasie przez Cichą Dolinę, ale ci, co chcą się na nią wdrapać, mogą odbić na niebieski szlak i po nieco ponad 100 metrach od tablicy dydaktycznej, spróbować swoich sił. Co ciekawe, idąc w stronę drabinki od tablicy, łatwo ją przeoczyć. Wejście na nią znajduje się za skałą na poniższym zdjęciu, a intuicja podpowiada, by skręcić w lewo i iść stromym terenem, wydeptanymi zakosami, tym samym ją omijając. 


 

drabiny jeszcze nie widać... 








zakosy omijające drabinę


Krótkie podejście do drabinki od ścieżki dydaktycznej ma prawdziwie górski charakter. Po wdrapaniu się drabiną do góry możemy kontynuować marsz niebieskim i następnie żółtym szlakiem w stronę Biskupiej Kopy. My znamy już tę trasę, więc cofnęliśmy się znów do ścieżki dydaktycznej by iść zupełnie nową dla nas drogą. Po deszczu, na szlaku pojawiły się drobne trudności, gdyż Bystry Potok się nieco rozlał i konieczne było ustawienie kamieni, by przejść suchą nogą. 


Bystry Potok

W wyższych partiach Cichej Doliny pojawia się zdezelowany asfalt. Powoli trzeba wzmóc czujność, gdyż ścieżka za moment będzie ostro skręcała w prawo i zawijała, prawie zataczając pętlę. 



Na przełomie czerwca i lipca warto było rozglądać się dookoła ze względu na występującą tu bogatą roślinność. Nam udało się dojrzeć m.in. piękną lilię złotogłów czy bajecznie wyglądające naparstnice - purpurową oraz purpurową białą. Jestem pewna, że o każdej porze roku jest tu wspaniale i żałuję, że nie dane jest mi  sprawdzenie tego szczególnie teraz, gdy w lasach zaczynają dominować ciepłe barwy jesieni.... 



Za tym ostrym zakrętem, ścieżka staje się momentalnie dużo węższa, zarośnięta i podmokła... 


W końcu delikatnie odbija w lewo i zaczyna coraz stromiej piąć się do połączenia ze szlakiem żółtym. W tym miejscu również warto się rozglądać, bo łatwo przeoczyć oznaczenia ścieżki. 


Po połączeniu się ścieżki z żółtym szlakiem, pozostanie nam zaledwie niecały kilometr drogi do schroniska. Cicha Dolina tego dnia okazała się bardzo spokojna i odludna. Pięknie było, ale i tak wizja krótkiego odpoczynku w schronisku napawała nas radością. 


Pogoda na moment się  poprawiła, chmury się rozwiały, odkrywając najbliższą okolicę. W schronisku spotkaliśmy niewiele ludzi. Fakt - byliśmy w środku tygodnia. W letnie weekendy obiekt podobno przeżywa prawdziwe oblężenie. 



                                                                       żywy "stworek" w schronisku - żółw czerwonolicy



Stąd na Biskupią Kopę zostało niewiele ponad 20 minut drogi. 


Droga na szczyt mija bardzo szybko. Z daleka widać jego charakterystyczny punkt, czyli betonową wieżę widokową. Wstęp na nią jest płatny (ok. 6 zł) i można płacić zarówno w złotówkach  jak i czeskich koronach. Pierwsza, drewniana, wieża widokowa na Biskupiej Kopie powstała już pod koniec XIXw. Nie przetrwała ona jednak zbyt długo i zawaliła się po 6 latach. Oprócz wieży, w pobliżu szczytu, istniało schronisko Rudolfa. Początkowo niewielkie, umożliwiające nocleg zaledwie 10 osobom. Z czasem rozbudowywane. Dziś pozostały po nim tylko ruiny fundamentów i piwnic (obiekt został rozebrany w latach 50 XX w.) . Na szczycie Biskupiej Kopy od dawna stoi niedokończona budowa, która w zamyśle miała być nowym schroniskiem. Obawiam się, że czeka ją smutny los i już nic z tego po prostu nie wyjdzie. Obok wieży działa za to czeski sklepik, w którym można kupić pamiątki, piwo i drobne przekąski. Tu także można płacić w złotówkach, ale kurs jest raczej niekorzystny. 



Tego dnia na wieżę nie wchodziliśmy, widoczność była średnia, więc na malownicze panoramy nie mieliśmy co liczyć.  Rozsiedliśmy się jednak przy, zakupionym w sklepiku, piwie Bernard. Na szczycie smakowało wspaniale.  Niestety pogoda postanowiła spłatać nam psikusa i zaczęło padać. Peleryny przeciwdeszczowe poszły w ruch. Nie chcieliśmy rezygnować z zaplanowanej trasy, więc ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem, w stronę Srebrnej Kopy. Przy Krzyżu Pojednania szlak odbija w lewo. 

 




Co nieco było  jeszcze widać, ale prawie z każdej strony zaczynały napływać chmury, które nie zwiastowały niczego dobrego. 



Srebrna Kopa wydawała się być już bardzo blisko. Szlak czerwony na chwilę łączy się z żółtym. Koniecznie zwróćmy uwagę na znaki, a w zasadzie jeden znak na brzozie rosnącej przy szlaku: 



Inaczej pójdziemy poniżej Srebrnej Kopy (żółtym szlakiem), a nie przez jej wierzchołek. Na rozwidleniu dopadła nas ulewa. Na szczęście tuż obok znajduje się wiata, w której udało nam się schronić przed deszczem. 



Gdy odwróciliśmy się do tyłu, zobaczyliśmy Biskupią Kopę opanowaną przez gęste chmury. Pogoda w górach lubi się naprawdę szybko zmieniać. 


Tuż przed wierzchołkiem Srebrnej Kopy coś się przejaśniło, mocny wiatr przewiewał chmury, co jakiś czas odsłaniając troszkę widoków. A te ze Srebrnej Kopy są kapitalne. Szczyt nie jest zalesiony. Drzew jest tu jak na lekarstwo. To "zasługa" korników, które na dobre zadomowiły się w tej części Gór Opawskich ok. 2015 roku. Trudno sobie to wyobrazić, ale wycięto już grubo ponad 200 tysięcy drzew! Na szczęście są plany naprawcze tej sytuacji. Kiedy to nastąpi i z jakim skutkiem, dowiemy się w przyszłości. 




Na szczycie znajduje się kamienny schron, z którego kiedyś podobno korzystali czechosłowaccy pogranicznicy.  


Idziemy dalej wzdłuż polsko-czeskiej granicy. W międzyczasie całkiem przestało padać. Obniżamy się powoli i docieramy znów do znaków szlaku żółtego. Przy połączeniu się tras znajduje się platforma widokowa, skierowana w stronę Biskupiej Kopy. 





Na przełęczy pod Zamkową Górą spotykają się szlaki w trzech kolorach - żółtym, niebieskim i czerwonym. Podejście pod Zamkową Górę początkowo jest dość zarośnięte. Zależało  nam jednak, by iść tędy, bo jest to szczyt (podobnie jak Srebrna Kopa i Szyndzielowa, na której będziemy za chwilę) należący do Korony Gór Opawskich. 




Na szczycie Zamkowej Góry znajdują się pozostałości dawnej warowni o wymiarach ok. 20x60 metrów. Zresztą od tego obiektu wzięła się jej nazwa ;) Szyndzielowa z kolei nazwę zawdzięcza szyndziołom, czyli rodzajowi drewnianych gontów, którymi okoliczni mieszkańcy niegdyś pokrywali dachy. Oba szczyty są gęsto zalesione, a czerwony szlak, który przez nie przebiega, nie niektórych fragmentach zarasta, utrudniając nieco przejście. 

Za Szyndzielową Kopą znów połączymy się z żółtym szlakiem. Kawałek dalej, z lewej strony, dobije jeszcze niebiesko znakowana ścieżka (o której wkrótce także napiszę). Wyjdziemy przy Zaginionym Mieście ROSENAU, a więc parku rozrywki, skierowanym głównie do najmłodszych. Atrakcji dla dzieci tam całkiem sporo. Można skorzystać z basenu, parku liniowego, czy nawet rowerów wodnych. Tuż obok znajduje się jedno z wielu w okolicy łowisk pstrąga. Oprócz firmowego dania, można tu zjeść inne potrawy, także coś bezmięsnego. 



Teren jest ogromny i czas mija tu bardzo sympatycznie. Dodatkową atrakcją jest mała zagroda zwierząt, które pozwalają się karmić i głaskać. Największym zainteresowaniem cieszy się oczywiście kudłata alpaka.  






Chcieliśmy jeszcze wydłużyć sobie wycieczkę, odwiedzając wieżę widokową na Wieszczynie. Obiad skutecznie nas jednak rozleniwił, więc asfaltową drogą, wzdłuż Złotego Potoku, pomaszerowaliśmy w stronę kempingu "Złota Dolina". Kawałek dalej znajduje się punkt startowy tej wycieczki, a więc przystanek autobusowy Pokrzywna Cicha Dolina. Poniżej mapka oraz link do jej interaktywnej wersji. 


źródło: mapa-turystyczna.pl


A tu (poniżej) , na różowo zaznaczyłam asfaltową nieoznakowaną trasę, którą można dotrzeć do punktu startowego, zamykając pętlę. Cała opisywana wycieczka powinna się zamknąć w ok. 15 km. Na przejście powinno się zarezerwować minimum 5-5,5h godziny, nie wliczając w to czasu na odpoczynek, pobyt w schronisku czy wejście na wieżę widokową. 


na podstawie: mapa-turystyczna.pl



środa, 16 września 2020

Wysoki Jesionik: Pradziad przez Dolinę Białej Opawy; Schronisko Szwajcarka, pętla z Karlovej Studanki



Pradziad chodził mi po głowie od dawna. Jego sylwetka, zwieńczona charakterystycznym budynkiem, jest widoczna z wielu miejsc w Sudetach. Kiedy przenieśliśmy się do Pokrzywnej, na kemping "Złota Dolina", okazało się, że do startu szlaku na najwyższy szczyt Wysokiego Jesionika mamy niewiele ponad 30 km drogi samochodem. Pogoda zapowiadała się świetna, więc takiej okazji nie można było przegapić. Wsiedliśmy w auto i po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do czeskiej miejscowości uzdrowiskowej Karlova Studánka. Zaparkowaliśmy na płatnym parkingu koło wodospadu. Koszt: 90 koron (samochód osobowy). 


Bezpośrednio stąd ruszamy wzdłuż szlaków znakowanych na żółto i niebiesko. Po przejściu odcinka asfaltowego, na wysokości skrętu w las znajduje się bezpłatny parking. Tego dnia był już zapełniony i wiele samochodów pozostawiono wzdłuż drogi. Odbijamy w lewo w leśną ścieżkę. Tego dnia było tu dość tłoczno. Mieliśmy nadzieję, że większość piechurów za moment "zboczy" na "samodzielny" niebieski szlak. Tak się jednak nie stało. Trasa malowniczą Doliną rzeki Białej Opawy przyciąga turystów i trudno się temu dziwić... Wiele szlaków w górach już przeszliśmy, ale ten zdecydowanie zaliczamy do tych najpiękniejeszych... Na razie, trzymamy się cały czas żółtych oznaczeń...




Niestety zdjęcia nie oddają przestrzeni, głębi i piękna (tym bardziej, że musiały być robione telefonami). Nie słychać na nich szumu pieniącej się, spływającej kaskadami rzeki... To naprawdę warto przeżyć! Drewniane kładki, drabinki, mosty... przesączająca się ze skał woda... to wszystko sprawia, że naprawdę ciężko się tu nudzić. 





Trochę smutno się robi, gdy "atrakcje" się kończą. Docieramy do połączenia ze szlakiem niebieskim. Stąd można wybrać drogę do jednego z dwóch schronisk - chaty Ovčárna lub turistickiej chaty Barborka. My tego dnia postanowiliśmy zajrzeć do obu obiektów. Najpierw do tego pierwszego. Gdy wyjdziemy z lasu, można przeżyć niemały szok. Naszym oczom ukazuje się asfalt, kompleks budynków, parking oraz... przystanek autobusowy! Ale widać wreszcie też cel naszej wycieczki - szczyt Pradziad (1491 m n.p.m.). 


Postanawiamy zrobić sobie krótki przystanek w hotelu (schronisku) Ovčárna. Kto może, spożywa złocisty napój mocy ;) Odbijam pamiątkową pieczątkę i ruszamy dalej... asfaltem. Jeśli zbieracie pieczątki, pytajcie o "razítko". Musiałam nauczyć się tego słowa, bo o ile pytając o pieczątkę na Słowacji, bez problemu zostaniemy zrozumieni, tak w Czechach zazwyczaj nie wiedzą o co nam chodzi. A niby nasze języki takie podobne... 


Przed hotelem Ovčárna

Ten asfalt będzie nam towarzyszył do samego Pradziada. Czesi potrafią wykorzystać nawet potencjał takiej asfaltowej nawierzchni. Gdy już wejdziemy na najwyższy szczyt Wysokiego Jesionika, możemy z niego zjechać wypożyczoną ... hulajnogą ;) Sprzęt jest wożony takim specyficznym pojazdem: 


Zgodnie z tym, co pisałam wcześniej, z głównej trasy, zbaczamy jeszcze nieznacznie do schroniska Barborka (ok. kilkaset metrów w jedną stronę). Nie mogłam odmówić sobie odbicia kolejnej pieczątki w moim specjalnym pamiątkowym notesie. Stąd już bezpośrednio "atakujemy" szczyt. 


Im bliżej szczytu jesteśmy, tym bardziej droga się dłuży. Ogromnym zawijasem obchodzimy szczyt, mając wrażenie, że jest on już tuż tuż... Na szczęście, zaczynają się otwierać piękne widoki! Warto rozglądać się dookoła. 


W końcu jest! Pradziad zdobyty! :D 


Ponieważ jesteśmy tu po raz pierwszy, postanawiamy skorzystać z ciekawej atrakcji, czyli wjazdu windą na taras widokowy. Jest to przyjemność, za którą trzeba zapłacić 100 czeskich koron (ok. 17 zł/ os.). Wieża telewizyjna na Pradziadzie ma wysokość 146,5 m, co powoduje, że jej wierzchołek jest najwyższym stałym punktem w całych Sudetach. Wiem, wiem... trochę to naciągane ;-) Z kolei punkt widokowy znajduje się "tylko" na 73 metrze powyżej szczytu. Czy warto się tam wybrać? Zdania w internecie są podzielone. No bo panoramę z góry ogląda się zza szyby, nie zawsze idealnie czystej. Nam się podobało i fakt, że z góry można podobno zobaczyć Wysokie Tatry czy Małą Fatrę kusi, żeby kiedyś to jeszcze raz sprawdzić przy lepszej widoczności. Widoki dookoła i tak są cudowne. Na szybach umieszczono opisy panoram. Dzięki nim łatwiej będzie nam zorientować się na co w danej chwili patrzymy. 






Z Pradziada schodzimy kawałek tą samą drogą. Do Karlovej Studanki następnie można wrócić np. zielonym, w połowie  asfaltowym, szlakiem. Ja bardzo chciałam zajrzeć jeszcze do czeskiego schroniska Szwajcarka (Švýcárna) , najstarszego w paśmie Wysokiego Jesionika.. Prowadzi do niego dość szeroka, wygodna trasa. Tu zaczynamy czuć nieco większy głód, tym bardziej, że z kuchni rozchodzą się zapachy typowo domowych potraw. Może nie jest ultra tanio, ale całkiem smacznie. Moje knedle z jagodami  dodały mi energii do dalszej wędrówki. 



Z perspektywy Szwajcarki dobrze widać płaski szczyt  Dlouhé stráně , gdzie znajduje się górny zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się zobaczyć go z bliska... 


Nie chcemy już wkraczać na szlaki, którymi tego dnia szliśmy, dlatego niebiesko znakowaną trasą zaczynamy się kierować w stronę drogi nr 450 (Vidly). Niestety, gdy szlak dojrze do drogi asfaltowej, pozostanie nam ok. 7 kilometrowy marsz wzdłuż niej. Nie polecamy za bardzo tej opcji. Może trasa nie jest bardzo ruchliwa i przez większość czasu można iść poboczem, ale zdarzają się kręte miejsca, gdzie ciężko się schować, gdzie pobocze bardzo się zwęża, gdzie możemy być niewidoczni dla kierowców... 
Myślę, że lepszą opcją jest wejście na nieoznakowaną ścieżkę, zwaną Dřevařská cestą. Jeszcze jej nie sprawdziliśmy, ale z perspektywy czasu, chyba właśnie tę drogę byśmy wybrali, wspierając się mapą, pokazującą naszą aktualną pozycję np. w telefonie. 
Poniżej trasa, którą zwiedzaliśmy szlaki Wysokiego Jesionika. Do tego trzeba dodać jeszcze ok. 7 km tą nieszczęsną drogą nr 450... 



Wycieczka okazała się całkiem udana, chociaż faktycznie drugi raz nie chciałabym wracać z Wideł tę asfaltową drogą. Biorąc jednak pod uwagę inne szlaki, jakie wybraliśmy podczas naszego wczesnoletniego urlopu, te okazały się najbardziej zatłoczone. Tyle, że nam się też nie spieszyło ze wstawaniem ;) 







środa, 2 września 2020

Czeskie Góry Stołowe: Ostasz Ostaš

Tę wycieczkę mieliśmy zrealizować, łącząc ją z wędrówką przez Hvezdę, Skalní Divadlo, Supí hnízdo, Ovčín, Slavenské Hřiby... Pogoda tamtego dnia była jednak dość niepewna, więc w labirynty góry Ostasz (Ostaš) wyruszyliśmy kolejnego dnia, kończąc tym samym przygodę w Górach Stołowych. Zdjęcia do tego wpisu pochodzą niestety z  naszych telefonów, gdyż w połowie urlopu, mój aparat postanowił odmówić posłuszeństwa 😞.

Ostasz jest zdecydowanie mniej znanym Skalnym Miastem niż kompleks Adrszpasko-Teplickich Skał. Mimo to zapewnia świetną zabawę i daje sporo frajdy zarówno młodszym jak i starszym piechurom. 


Przez Ostasz przebiegają dwie trasy turystyczne (labirynty) - górny, znakowany na niebiesko i dolny (znakowany na zielono). Aby do nich dotrzeć mamy wiele możliwości. Kilka moich propozycji poniżej: 

na podstawie mapa-turystyczna.pl



- zaparkować auto na płatnym parkingu, z którego bezpośrednio możemy udać się na wspomniane szlaki (zaznaczony zieloną chorągiewką na powyższej grafice)


- zaparkować auto w miejscowości Police nad Metuji i podejść na "start" zielono znakowanym szlakiem (ok. 3,3 km / 1 h drogi)


- zaparkować w Bukovicach w pobliżu przedszkola (Mateřská škola) i podejść zieloną trasą rowerową w górę, do wejścia do labiryntów


- zaparkować w Bukovicach i podejść drogą nr 303 do Pekova, do oznakowań czerwonego szlaku  , biegnącego z Hvezdy (wybraliśmy tę opcję, ale jej nie polecamy, bo trasa jest bardzo ruchliwa, a pobocza praktycznie brak), a następnie trzeba podejść jeszcze lasem ok. 1 km w górę. 


- podejść do labiryntów ze stacji kolejowej Ceska Metuje (szlak niebieski) lub Dedov (kolor czerwony)


Oczywiście opcji jest dużo więcej. Trasy na Ostaszu są dość krótkie, więc śmiało mnożna je wpleść w dłuższe wędrówki, startując np. z Broumova,  Teplic nad Metuji czy Polic nad Metuji... 

Do niebieskiego labiryntu podchodzimy kawałek szeroką, chociaż rozjeżdżoną przez ciężki sprzęt drogą. Po nieco ponad kilometrze drogi, otwierają się przed nami bramy skalnego miasta...


Od razu budzi się we mnie dziecko, które chce wszystko zobaczyć, zajrzeć w każdą szczelinę, sprawdzić jak w skalnej grocie rozchodzi się echo, wdrapać się na wielki głaz, przejść przesmykiem, w którym trzeba zdjąć plecak i wciągnąć brzuch ;-) Tu jest naprawdę genialnie! 







Po pierwszym kontakcie ze skalnym labiryntem, niebiesko znakowany szlak pnie się w górę leśną ścieżką, skąd, z nieco innej perspektywy, można rzucić okiem na skalne miasto. Dalej przejdziemy obok bardzo specyficznych formacji skalnych. Mogiła śmierci (Mohyla smrti), zdrajca (Zrádce), ranny sokół (raněný sokol), czarci autobus ( Čertovo Auto), cyganka czy żaba pobudzają naszą wyobraźnię i stanowią niezwykłą atrakcję. 

Mogiła śmierci (Mohyla smrti)


czarci autobus ( Čertovo Auto)


zdrajca (Zrádce)

Zwieńczeniem krótkiej wycieczki po labiryncie, jest dotarcie do najwyższego punktu Ostaszu (700 m n. p.m.), skąd można podziwiać m.in. przepiękną panoramę Gór Kamiennych (Gór Suchych) oraz Karkonosze!

Góry Kamienne

zbliżenie na Góry Kamienne

Karkonosze

na "tarasie" widokowym

Schodzimy leśną drogą, zataczając pętlę. Największe atrakcje górnego labiryntu mamy już za sobą. Aby wejść na zielony szlak, jakim znakowany jest dolny labirynt, musimy wrócić do rozwidlenia szlaków przy... punktach gastronomicznych.

Początkowo towarzyszyć nam będą także czerwone znaki, które "uciekają", gdy skręcamy w prawo. Chętni mogą za moment zejść do tzw. Groty Czeskich Braci (Sluj Českých bratří pod Ostašem). Wędrówka trwa parę chwil i dostarcza ciekawych wrażeń. Znakowana ścieżka do jaskini jest ślepa, co oznacza, że z powrotem musimy wdrapać się do oznaczeń dolnego labiryntu tą samą drogą. 



Zmierzamy dalej w stronę Kociego Gródka (Kočičí hrad). Trasa jest bardzo malownicza. Musimy pokonać skalne stopnie, wdrapać się po drewnianych drabinkach, pobawić w krasnoludka i przecisnąć przez niewielką szczelinę. Dobra zabawa murowana!


W końcu docieramy do celu. Przed nami wyrasta ogromny kompleks skał, przywodzący na myśl potężny okręt. To niestety prawie koniec naszej wycieczki po labiryntach Ostaszu.




Wracamy tą samą drogą do rozwidlenia szlaków, a następnie idąc zieloną trasą rowerową, docieramy do pozostawionego w Bukovicach samochodu.

widoki z trasy rowerowej na Bukovice, w tle Szczelińce


To było doskonałe zwieńczenie naszego pobytu w Górach Stołowych. Następnie przenieśliśmy się w Góry Opawskie, a dokładnie na kemping w Pokrzywnej. Które szlaki wybraliśmy, co zobaczyliśmy i czy nam się podobało? O tym będzie można przeczytać na blogu już niedługo :-)