Szukając atrakcji wyspy Kos, trafiłam na ciekawe miejsce – Las Plaka, Plaka Forest (Δάσος Πλάκας). W tym wyjątkowym lesie piniowym żyją m.in. kaczki, żółwie błotne, koty oraz, będące największą atrakcją, swobodnie przechadzające się po terenie, pawie. Do „pawiego lasu” najłatwiej dotrzeć wynajętym samochodem. Przy głównej drodze znajduje się niewielki bezpłatny parking.
W pierwszej kolejności opuszczamy parking lotniskowy i wychodzimy na główną drogę. Ok. 2,5 kilometrowy odcinek trasy wzdłuż ogrodzonego terenu lotniska nie należy do najprzyjemniejszych. Ruchliwa, prawie pozbawiona pobocza droga, nie jest wymarzonym miejscem na wakacyjny spacer. Z ulgą przyjmujemy więc odbicie na mniej popularną trasę. Skręcamy przy niewielkim kościele i drogowskazie kierującym do Plaka Forest. Po drodze mijamy jeszcze jeden kościół, Agia Anastasia. Kawałek dalej przechodzimy obok kamieniołomu. Zaledwie kilkaset metrów dzieli już nas od wejścia do pięknej zielonej krainy. Wreszcie trafiamy do serca Plaka Forest. Na parkingu stoi kilka aut. Na „posterunku” widzimy pana sprzedającego ziarna, którymi karmić można obecne tu ptactwo. Wstęp do lasu jest darmowy.
Już przy samym parkingu zauważamy grupki pawi i kaczek oraz kilka leniwych kotów 😉. Gdy tylko wyciągamy drobny poczęstunek, zostajemy otoczeni przez kolorowe ptaki! Karmimy je z ręki, co sprawia nam sporo frajdy. Spacerujemy po lesie, co chwilę spotykając kolejne osobniki. Dużym zainteresowaniem odwiedzających cieszył się rzadki paw biały. Liczyliśmy, że zobaczymy żółwie błotne, niestety i tym razem nie mieliśmy szczęścia do spotkania moich ulubionych gadów. Dalej ruszyliśmy drogą w kierunku głównej asfaltowej trasy na wyspie. Minęliśmy kościół Agios Georgios i zamiast chwilę później odbić w lewo, w kierunku hotelu, skusiliśmy się na krótką wizytę w klimatycznej Tavernie Fytorio. Greckie piwo Mamos zaserwowane w zmrożonym kuflu dodało nam sił do dalszej wędrówki.
Przechodzimy koło strzeżonych terenów wojskowych, wypatrując możliwości skrótu do ulicy Robinson Club Daidalos. Widzimy na mapie w telefonie ścieżki, które powinny pozwolić zaoszczędzić nam nieco drogi. Maszerujemy dziarsko do czasu, gdy przed nami pojawia się prowizoryczna furtka. Chcemy ją ominąć, szukając alternatywnej ścieżki, co niestety się nie udaje. Ostatecznie postanawiamy wejść na teren za bramką z drutów. Wcześniej czytaliśmy, żeby na Kos nie martwić się ogrodzeniami, ponieważ najczęściej zostały one stworzone po to, by ograniczyć ruch zwierząt. Ledwo przekroczyliśmy furtkę, dogonił nas facet na skuterze (nie mamy pojęcia skąd wziął się na tym odludziu). Mówił tylko po grecku, ale zrozumieliśmy, że chciał nas zawrócić. Trochę na migi, trochę po angielsku i używając uroku osobistego 😉 udało nam się z nim dogadać. Dowiedzieliśmy się, że będzie jeszcze jedna furtka i po jej przekroczeniu mamy ją zamknąć. Tak też zrobiliśmy. Ulica Robinson Club Daidalos jest asfaltowa, ale niezwykle malownicza. Ruch samochodowy nie jest tu tak uciążliwy jak na głównej trasie. Chłoniemy piękne widoki. Takich nie mamy w Poznaniu 😉. Trasa doprowadza do kompleksu hotelowego o nazwie … Robinson Club Daidalos. Tuż przy wjeździe na jego teren (z lewej strony) znajduje się węższa ścieżka gorszej jakości. Schodzimy nią w stronę morza. Im bliżej plaży, tym więcej jest nierówności na trasie i uważniej trzeba stawiać kroki. Docieramy do kolejnych kompleksów hotelowych i asfaltowej drogi poprowadzonej przy brzegu morza. Można dojść nią m.in. do Kardameny, skąd dojedziecie z powrotem do lotniska autobusem.
Nasza trasa:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz