Kiedy zdecydowaliśmy się na październikowe wakacje na wyspie Kos, od razu musiałam sprawdzić czy są tam jakieś górskie szlaki. Okazało się, że da się wejść na najwyższy szczyt wyspy - Dikeos (Dikaios) o wysokości 846 m n.p.m. Musieliśmy go zdobyć!
Najpopularniejsza trasa na to wzniesienie prowadzi z miejscowości Zia. Przejrzałam liczne strony internetowe, mapy, rozkłady autobusów (przewoźnik Ktel https://ktel-kos.gr/en/), by znaleźć odpowiednie połączenie z Kardameny do Zia. Niestety jedyną opcją jest przejazd autobusem z Kardameny do stolicy - Kos, a następnie kurs do Zia. Droga w jedną stronę zajmie wówczas ponad 2 godziny (w Kos trzeba ok. godzinę czekać na przesiadkę). Ta opcja nie bardzo mnie satysfakcjonowała.
Później myślałam, żeby wysiąść z autobusu np. w Zipari i nadłożyć nieco drogi, ale wówczas wycieczka za bardzo by się wydłużyła.
Dopytaliśmy również o koszt taksówki do Zia z naszego hotelu. W jedną stronę trzeba zapłacić ok. 40 euro. To sporo. Mimo to w głowie zakiełkował mi pomysł, by skorzystać z taksówki i wrócić pieszo do hotelu (byłby to dystans ponad 20 km).
Ostatecznie postanowiliśmy wypożyczyć na jeden dzień samochód i oprócz szczytu Dikeos, zwiedzić najbliższą okolicę.
Chodząc po Kardamenie znaleźliśmy wypożyczalnię samochodów z bardzo dobrymi ocenami na google. Weszliśmy, zapytaliśmy o auto na kolejny dzień. Okazało się, że jest wolny Fiat Panda. Cena 50 euro + benzyna. Pan zapisał sobie nazwę hotelu i numer pokoju, w którym się zatrzymaliśmy. Umówiliśmy się na odbiór auta kolejnego dnia o godz. 8:30 z hotelowego parkingu. Dopiero wtedy podpisaliśmy umowę, zapłaciliśmy za wynajem i ruszyliśmy ku przygodzie. Na koniec dnia mieliśmy po prostu zostawić kluczyki w recepcji.
Naszym pierwszym przystankiem na trasie była miejscowość Zia (Λαγουδι Ζία) położona na wysokości ok. 350 m n.p.m. Zia słynie z pięknych zachodów słońca. By obejrzeć ten wyjątkowy spektakl można wykupić zorganizowaną wycieczkę, często z odbiorem z hotelu (cena ok. 18 euro/osoba). Turystów przyciąga tu również wyjątkowa zabudowa, brukowane uliczki oraz liczne sklepy z pamiątkami. Ponadto Zia kusi urokliwymi tawernami, gdzie oprócz ciekawych potraw i słynnych napojów cynamonowych, czeka prawdziwie grecki klimat. Wioska jest również świetnym miejscem startowym na Dikeos, najwyższy szczyt wyspy Kos i to on był tego dnia naszym celem.
Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu w pobliżu restauracji Roots Restaurant & Bar (Δημοτική Κοινότητα Ασφενδιού). W sezonie może być tu tłoczno. W połowie października, rano, nie mieliśmy problemu ze znalezieniem wolnego miejsca. Z parkingu ruszyliśmy w górę miejscowości. W kilku miejscach można zauważyć wskazówki kierujące w stronę szczytu. Maszerujemy ulicami Pyli – Kos, a później Iraklidi. Wędrówkę można urozmaicić odbijając np. w stronę kościoła Theotokou Koimiseos lub korzystając z nieco zarośniętych schodów łączących dwie odnogi ulicy Iraklidi (taki mały skrót). Już samo podejście w granicach miasteczka daje nieco w kość. Jest stromo i nietrudno złapać zadyszkę. W końcu zamieniamy beton na nieutwardzone ścieżki. Szeroka szutrowa aleja, przy której leśne zagajniki mieszają się z polami, wprowadza w wyższe partie masywu. Docieramy do rozwidlenia. W tym miejscu krzyżują się ścieżki prowadzące na Dikeos oraz do wioski Pyli. Trasa na Dikeos się zwęża i staje się bardziej kamienista. Przypomina nieco „nasze” beskidzkie szlaki. Przez ok. 3 kwadranse pójdziemy dalej w cieniu drzew. Gdzieniegdzie, w prześwitach, wyłaniają się ciekawsze widoki, zapowiadające przepiękne panoramy z samego szczytu. W orientacji w terenie pomagają namalowane na kamieniach strzałki. Wreszcie wychodzimy z lasu. Przed nami „wyrastają” potężne skały, których pokonanie staje się większym wyzwaniem niż dotychczasowe doświadczenia na trasie. Jeszcze trudniejszym zadaniem okazuje się walka z wiatrem, który w okolicy szczytu hula w najlepsze. Chyba nigdy wcześniej nie byliśmy poddani takiej sile wiatru. Nie dało się rozmawiać, a nasze kroki, mimo, że bardzo staranne i uważne, wyglądały delikatnie mówiąc, niezgrabnie. Widzieliśmy, że kilka osób z powodu wiatru, zrezygnowało z wejścia na szczyt. Warto nadmienić, że mimo, iż wysokość Dikeosu wydaje się niezbyt imponująca, nie można tej góry lekceważyć. Silny wiatr dość często towarzyszy wędrówkom w jego partiach szczytowych. Poza tym, oprócz wygodnych butów, najlepiej z urzeźbioną podeszwą, warto wziąć ze sobą ciepłą bluzę lub kurtkę. Temperatura na szczycie jest o kilka stopni niższa niż na plaży, co np. w październiku robi sporą różnicę.
Po pokonaniu skał teren się nieco wypłaszcza. Wciąż jednak uporczywie wieje. Od kulminacji dzieli nas jeszcze niespełna kilometr (ok. 25-30 minut drogi). Piękne krajobrazy skutecznie odwracają uwagę od zmęczenia. Docieramy na "grań". W pobliżu szczytu znajduje się kapliczka, przy której można znaleźć wytchnienie od panujących warunków pogodowych. W najwyższym punkcie spędziliśmy dosłownie kilka chwil. Widoki, jakie roztaczają się z Dikeosu są naprawdę kapitalne. Bezkresne morze, wyspy Dodekanezu, tureckie wybrzeże – wszystko wygląda, jakby było na wyciągnięcie ręki. Poza tym widać prawie całą wyspę Kos. Niesamowite! Do samochodu wróciliśmy tą samą drogą. I chociaż chciałoby się poznać więcej ścieżek w masywie Dikeosu, tym razem, z powodu pogody, dobrze się stało, że wybraliśmy wynajęte auto zamiast taksówki i długiej wędrówki.
Żałuję, że nie udało nam się spotkać żółwi, które podobno spacerują po górskich zboczach. Jedynymi zwierzętami, których obecność zauważyliśmy, były pocieszne kozy.
Tego dnia wybraliśmy się jeszcze na wzgórze Palio Pyli, plażę flamingów, a na koniec, postanowiliśmy poszwendać się (już o zmroku) po terenie Zamku Antimachia.
Naszą trasę można przeanalizować poniżej:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz