Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarnołtówek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarnołtówek. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 listopada 2021

Góry Opawskie: niebieski szlak: Pokrzywna, Jarnołtówek, Gwarkowa Perć, Piekiełko, Morskie Oczko, Żabie Oczko, Olszak

Kiedy drugi raz przyjechaliśmy w Góry Opawskie nie miałam konkretnych planów. Ale gdy spojrzałam w mapę, zainteresował mnie niebieski szlak - pętla pomiędzy Jarnołtówkiem a Pokrzywną. Trasa ma niespełna 10 kilometrów, ale pozwala odwiedzić kilka ciekawych miejsc i potrafi dać w kość na podejściach. 

Zaczynamy w Jarnołtówku, ale z racji tego, że jest to pętla, można rozpocząć wędrówkę w najdogodniejszym dla siebie punkcie. Oto co na Was czeka:

1. Strome podejście na Skały Karliki

Co tu dużo pisać -  jest stromo, męcząco i momentami nie wiadomo którędy biegnie szlak, bo ścieżki się rozwidlają., a gdzieniegdzie na wierzch wyłażą dawne oznakowania szlaku.  Na szczęście wszystkie drogi prowadzą do punktu "Skały Karliki" :) 






2. Urokliwe Piekiełko

To obszar dawnego kamieniołomu łupków fyllitowych. Łupki te wykorzystywano do okładania ścian budynków oraz do produkcji dachówek. Jest to skała, która łatwo dzieli się na spore pod względem powierzchni i względnie cienkie fragmenty. Według legendy, na dnie wyrobiska znajdowały się wrota do piekieł. Stąd właśnie zaczerpnięto nazwę Piekiełka. 




3. Gwarkowa Perć

Słynna tatrzańska drabina na Kozią Przełęcz ma sporą konkurencję w Górach Opawskich ;-) Oczywiście żartuję, bo spodziewam się, że trudności przejścia jedną i drugą są nieporównywalne. Niemniej jednak drabina w Górach Opawskich stanowi fajne urozmaicenie trasy i dla wielu jest prawdziwą atrakcją. Drabinę można obejść bokiem, ale warto spróbować swoich sił na metalowych stopniach (zamontowane barierki na pewno dodają nieco odwagi ;)) . W opisywanym wariancie, po drabinie musimy zejść, by kontynuować marsz zgodnie z oznaczeniami. 




4. Dawna skocznia narciarska

W zasadzie gdyby nie tablica ścieżki przyrodniczo-dydaktycznej, ciężko byłoby wpaść na to, że kiedyś istniała tu skocznia narciarska. Skocznia powstała w roku 1931 na stokach Szyndzielowej Kopy i była z powodzeniem wykorzystywana do lat 50-tych XXw. 



źródło tablica ścieżki przyrodniczo-dydaktycznej


Chwilę idziemy wzdłuż Bystrego Potoku i jeszcze przed parkingiem w Pokrzywnej odbijamy w prawo. Leśna ścieżka, momentami nieco błotnista doprowadzi nas do gęstych zabudowań.

5 . Park Zaginione Miasto Rosenau i liczne łowiska i smażalnie pstrąga. 

W tej części Pokrzywnej aż roi się od atrakcji (głównie dla najmłodszych). Park rozrywki latem pęka w szwach.  Zabawy w wodzie, wspinaczka po linach, kino, karuzele, przejażdżki ciuchcią - to wszystko czeka by urozmaicić dzieciakom wakacje. Po drugiej stronie drogi znajduje się Łowisko na Wyspie. Zjecie tu pysznego pstrąga, ale nie tylko (w menu także inne dania).  Teren dookoła knajpki  przypadł nam do gustu. Spora przestrzeń, stawy, ciekawe aranżacje stolików i mini zoo (kozy, alpaki itp.) robią robotę. Ale miejsce to ma sporą konkurencję. Wystarczy na moment zboczyć z niebieskiego szlaku na czerwony i przejść pod wiaduktem kolejowym, by znaleźć się w kolejnej smażalni pstrąga. Kawałek dalej jest jeszcze jedna i spodziewam się, że podobnych punktów jest w pobliżu więcej. 



Łowisko na Wyspie


Porcja pstrąga w Łowisku na Wyspie 


wiadukt kolejowy nad Złotym Potokiem przy czerwonym szlaku


6. Morskie O(cz)ko

Do Morskiego Oczka docieramy po przejściu ok. kilometra metrów od Zaginionego Miasta Rosenau. Warto się rozglądać, bowiem szlak może sprawić tu drobne orientacyjne problemy. Morskie Oczko jest uroczym stawkiem, który powstał po zalaniu dawnego kamieniołomu. Żeby zobaczyć go w pełnej krasie, trzeba nieznacznie zboczyć z oznakowanej ścieżki. 




7. Szczyt Olszak (453 m n.p.m.)

Tego niewysokiego wzniesienia nie ma co za bardzo lekceważyć. Wybraliśmy się tu spontanicznie, w drodze do sklepu, na luzie, w sandałach.  Ale nie polecamy takiego rozwiązania.  Po pierwsze na całym niebieskim szlaku zdarzają się strome fragmenty.  Gdzieniegdzie jest błoto, kamieniste zejścia i podobno spotkać można także żmije... Szczyt Olszak jest zaliczany do Korony Gór Opawskich. 




9. Żabie Oczko 

To także zalany kamieniołom, który ma podobną barwę wody do Morskiego Oczka (taflę pokrywa rzęsa) . Tu jednak otoczenie jest bardziej "drapieżne". Skały wystające tuż przy lustrze wody potęgują wizualnie wrażenia. Ich wysokość osiąga nawet 17 metrów! Obok Żabiego Oczka znajduje się wiata turystyczna. 




10. Skały Karolinki

Grupa tych skał jest świetnym punktem widokowym na  Biskupią Kopę i Jarnołtówek. Zapewne dawniej miejsce to oferowało jeszcze szerszą panoramę, dziś jest nieco zarośnięte. Niestety na biegowym treningu, podczas którego powstały dwa poniższe zdjęcia, miałam do dyspozycji tylko telefon, ale uwierzcie, warto się na te skałki wdrapać. 



Dalej mijamy jeszcze wzniesienie Krzyżówka (427 m.n.p.m.), które także zaliczane jest do Korony Góry Opawskich i powoli obniżamy się aż do zabudowań Jarnołtówka kończąc pętlę. 






poniedziałek, 24 czerwca 2019

Korona Gór Polski, Góry Opawskie: Biskupia Kopa z Głuchołaz

Góry Opawskie są najmniejszym mezoregionem Sudetów Wschodnich. W Polsce zajmują obszar zaledwie  30 km2. Są też chyba najmniej znanym sudeckim pasmem... Przyznam szczerze, że gdybyśmy nie mieli w planie zdobywania Korony Gór Polski, pewnie to pasmo byśmy ominęli. Na szczęście trzeba było wejść na Biskupią Kopę, by zamknąć nasz projekt KGP oraz zwiedzić kilka innych miejsc, no bo przeważnie staramy się "zahaczyć" o dodatkowe atrakcje w pobliżu.
Dotarcie do Głuchołaz, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę, było naprawdę szalone. Po koncercie (Lenny Kravitz) w Łodzi, szybko kupiliśmy bilet na FlixBusa do Wrocławia i pieszo pognaliśmy z Atlas Areny na Dworzec Łódź Fabryczna (ok. 5 km drogi). W czasie jazdy autobusem chwilkę się zdrzemnęliśmy, chociaż pokoncertowe emocje nie do końca na to pozwalały. We Wrocławiu musieliśmy poczekać na busa do Głuchołaz ok. 3 godziny. Z ulgą do niego wsiedliśmy (Przewoźnik Euro Bus Nysa) i kontynuowaliśmy drzemkę.

Rynek w Głuchołazach

W końcu dotarliśmy do celu. Głuchołazy przywitały nas mżawką, z której się cieszyliśmy, bo prognozy były jeszcze mniej optymistyczne. Zrobiliśmy małe zapasy prowiantu, na śniadanie zjedliśmy smażony ser z frytkami w bistro "U Ludwy" i ruszyliśmy we właściwą trasę. Pomimo zachmurzenia, doskonale było widać cel naszej wędrówki - Biskupią Kopę. 
W planie mieliśmy  przejście przez Gwarkową Perć i wdrapanie się słynną drabinką. Niestety ze względu na dość niepewną pogodę, trochę zmodyfikowaliśmy trasę, ale do drabinki także udało nam się dotrzeć. 

w trasie

Początkowo idziemy ul. Powstańców Śląskich, bez szlaku. Przy Zespole Szkół w Głuchołazach i drogowskazie na Konradów, odbijamy w lewo. 




Dalej kierujemy się na Skowronków. Biskupia Kopa wydaje się być na wyciągnięcie ręki ;) 





W końcu przecinamy czerwony szlak, skręcamy w lewo i idziemy zgodnie z jego oznaczeniami w kierunku Jarnołtówka. Nad miejscowością góruje neoromański kościół pw. Św. Bartłomieja Apostoła. 



Wielu zdobywców Korony Gór Polski właśnie z Jarnołtówka rozpoczyna swoje podejście na Biskupią Kopę. Drugim popularnym punktem startowym jest Pokrzywna. 



Najkrótszym wariantem podejścia z Jarnołtówka na Biskupią Kopę jest szlak czerwony. Niecałe 4 km powinniśmy pokonać w nieco powyżej 1,5h. Ale można iść także nieco naokoło. Wariantów tras jest kilka. Można je dodatkowo modyfikować na różne sposoby. My zdecydowaliśmy się na podejście szlakiem niebieskim. By na niego wejść trzeba dosłownie ok. 200 metrów przejść żółtym, do rozwidlenia Jarnołtówek most. Ta niebieska trasa stanowi pętlę dookoła rezerwatu Olszak. Niestety czasu nie było tyle, by przebyć całą, dlatego za mostem odbijamy w prawo, by za kilka chwil zacząć piąć się całkiem stromo w górę. 


Witają nas ciekawe skały... 


i dość problematyczne podejścia -  szczególnie gdy idzie się z większym (cięższym) plecakiem. 


Dodatkowo pojawiły się trudności orientacyjne, bo szlak jakby rozwidlał się na dwie niteczki. Gdzieś namalowane były stare niebieskie znaki, przy ścieżce nieco niżej, jakby ktoś naniósł świeższe oznaczenia. 


Na szczęście obie niteczki prowadzą do punktu pośredniego - Skały Karliki. 


Kolejnym punktem na trasie jest Piekiełko. Tu niebieski szlak łączy się z żółtym. Teren, którym idziemy jest nieco pofałdowany, gdzieniegdzie przebijają skały, jednak piekiełko, nawet gdyby było nieoznaczone, na pewno przykułoby wzrok wędrowców. 



Piekiełko

To obszar dawnego kamieniołomu łupków fyllitowych. Łupki te wykorzystywano do okładania ścian budynków oraz do produkcji dachówek. Jest to skała, która łatwo dzieli się na spore pod względem powierzchni i względnie cienkie fragmenty.


Stąd już niedaleko do słynnej drabinki i Gwarkowej Perci. Postanawiamy odbić w lewo, znów zgodnie z niebieskimi znakami, by zobaczyć ją na własne oczy :-) 

 

Po ok. 10 minutach ją już widzimy. Postanawiamy z niej skorzystać i sprawdzić jak będziemy się czuć na tej metalowej konstrukcji.


Drabinka posiada świetną asekurację w postaci barierek, więc przejście nią nie powinno dla nikogo stanowić problemu. Oczywiście nie tyczy się to ludzi z lękiem wysokości czy podobnymi dolegliwościami. 





Drabinka zaliczona 👌 czas wracać na właściwą trasę. Marsz w kierunki Biskupiej Kopy można kontynuować stąd także wzdłuż zielonych znaków. Jest to wariant nieznacznie dłuższy. My cofnęliśmy się szlakiem niebieskim do szlaku żółtego (którym do drabinki doszliśmy). 





Kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem aż do schroniska. Droga trochę nam się dłużyła, chyba ze względu na ciężar na plecach.




Na szczęście właściciele schroniska urozmaicili trasę, stawiając przy szlaku ciekawe rzeźby i motywujące drogowskazy ;)


:-) 


Jednak dopiero tabliczka z napisem "Piwo 10 sek." dodała nam prawdziwej otuchy ;) 




Zameldowaliśmy się w schronisku. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi gośćmi, jednak później kilka innych osób jeszcze krzątało się po korytarzu. Od razu zamówiliśmy pyszne lane piwko z browaru Sobótka, które zregenerowało nas tak dobrze, że postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia wdrapać się na Biskupią Kopę (890 m n.p.m.) . Zostawiliśmy plecaki w pokoju i pognaliśmy w górę czerwono-zielonym szlakiem. Z daleka było widać już charakterystyczną wieżę na Biskupiej Kopie. 



Podejście na najwyższy szczyt Gór Opawskich ze schroniska to mikroskopijny fragment Głównego Szlaku Sudeckiego, który biegnie od Prudnika do Świeradowa Zdroju. Jego całkowita długość to ok. 444 km, a szacowany czas przejścia ok. 130 godzin. No to chyba już mamy plan na emeryturę ;-) 


Wejście na szczyt zajęło nam ze schroniska ok. 20 minut. Mateusz końcowy odcinek nawet podbiegł jak Rocky Balboa :-) Tak się zdobywa ostatni szczyt z Korony Gór Polski!


Weszliśmy na wieżę widokową pomimo nie do końca sprzyjającej pogody. Wstęp na nią jest płatny (ok. 5-6 zł). Można płacić w polskich złotych, ale także w czeskich koronach. Tego dnia nie było wielu odwiedzających to miejsce, więc na górze byliśmy tylko my ❤ 
Z wieży widać przepiękne panoramy. Przy dobrej widoczności, której my niestety nie mieliśmy, można dostrzec m.in. Śnieżnik, Borówkową, Rudawiec, Czernicę, ale także Keprnik, Wielką Sowę Ślężę, a nawet Babią Górę! 





My musieliśmy cieszyć się z tego, co mieliśmy w zasięgu wzroku. Kto wie, może właśnie w ten sposób Biskupia Kopa chciała nas zachęcić do ponownych odwiedzin przy pięknej przejrzystości powietrza? ;P 



Chwilę pogawędziliśmy z panem sprzedającym bilety wstępu na wieżę. Pomimo tego, że jest Czechem, całkiem nieźle udało nam się dogadać. Dobrze, że znał sporo polskich słów.

Obok wieży stoi, odbudowywane od dłuższego czasu schronisko. Sądząc po wiszącym na nim szyldzie, nie szybko budowa ta dojdzie do skutku. Działa tu także czeski sklepik z pamiątkami i przekąskami. Można w nim płacić polskimi złotówkami. 



Nabyliśmy w nim czeskie ciemne piwo Bernard, które spożyliśmy niczym szampana na szczycie (w nagrodę za zdobycie całej KGP). Kupiliśmy też chipsy (bramburky), które zawędrowały z nami aż do Jesionika.


Ze szczytu zeszliśmy do schroniska, gdzie wreszcie mogliśmy liczyć na porządny nocleg (poprzednie dwie noce mieliśmy zarwane). 

pokój w schronisku

Widok z okna był całkiem przyjemny :-) 


Pod naszymi oknami pasł się taki stwór: 






Zjedliśmy obfity posiłek i udaliśmy się w objęcia Morfeusza...

Tak minęło nam pierwsze spotkanie z Górami Opawskimi. To pasmo oraz jego najbliższa okolica ujęły nas ciszą i spokojem. Chociaż obawiam się, że w weekendy i dni wolne od pracy to miejsce tętni życiem. Tak czy inaczej, na pewno nie będę omijać tych rejonów przy planowaniu kolejnych wypadów w góry. 

Następnego dnia czekała nas nieco dłuższa wędrówka, ograniczona trochę w czasie. W planach było dotarcie do Jesionika, bo tam zarezerwowałam kolejne 2 noclegi. Dawno nie byliśmy w Czechach, więc ekscytowaliśmy się wizytą u naszych południowych sąsiadów, ale o tym już w kolejnym wpisie -> Góry Opawskie i Jesioniki: Z Biskupiej Kopy do Jesionika, czyli jak pomylić trasę i ominąć jej atrakcyjne punkty ;)

Poniżej mapka przebytej trasy. Fragment bez znakowanego szlaku zaznaczyłam na pomarańczowo. Profil wysokościowy  dotyczy natomiast tylko etapu znakowanego w terenie (i na mapie ;) ).
Dystans opisanej trasy to ok. 13 km, czas przejścia bez większych postojów i przerw - 4h.

źródło: mapa-turystyczna.pl