czwartek, 4 września 2025

Góry Wałbrzyskie i Kamienne: Z Wałbrzycha do Mieroszowa (Wałbrzych Główny - tunel pod Małym Wołowcem - Borowa - Andrzejówka - Waligóra- Zamek Radosno - Cmentarz Romplerów - Sokołowsko - Mieroszów)

Góry Wałbrzyskie i Kamienne należą do moich ulubionych pasm górskich w Polsce. Oprócz pięknych widoków oferują trudne podejścia i ogrom satysfakcji z ich pokonania.

Tę wycieczkę rozpoczynamy na stacji kolejowej Wałbrzych Główny. Od razu kierujemy się w stronę tunelu pod Małym Wołowcem. Korzystamy z krótkiego fragmentu czarnego szlaku (ul. Gdyńska i ul. Reymonta), a następnie wkraczamy na  nieoznakowane uliczki (patrz mapa na końcu wpisu). Przechodzimy pod torami kolejowymi, skręcamy w lewo i po chwili stajemy u wejścia do dwóch tuneli. Pamiętajmy, że przez jeden z nich wciąż jeżdżą pociągi. 

Wybieramy więc bezpieczną opcję – tunel bez torów. Przed nami ok. 1600 metrów marszu w całkowitej ciemności, dlatego warto mieć ze sobą źródło światła.


Spacer przez tunel dostarcza ciekawych wrażeń, dlatego lubimy go co jakiś czas powtarzać. Wychodzimy a niego w pobliżu stacji kolejowej Jedlina-Zdrój Borowa (dawniej Jedlina Górna). Musimy dostać się na kładkę nad torami, przez którą biegnie zielony szlak pieszy. Doprowadza on do skrzyżowania z czarnymi oznaczeniami. To właśnie ten kolor szlaku wybieramy i skręcamy w lewo. 


wierzbówka kiprzyca

Na razie jest całkiem łatwo. Podchodzimy łagodnie wzdłuż zabudowań. Asfaltowa droga zmienia się w końcu w węższą, bardziej stromą  brukowaną ścieżkę. W końcu meldujemy się na Przełęczy Koziej. Krzyżują się tu szlaki w kilku kolorach. Z Wałbrzycha Głównego dotrzecie tu także np. żółtym szlakiem przez Zamkową Górę. Na wzniesieniu zachowały się ruiny zamku Nowy Dwór.  Podejście na ten niewysoki szczyt jest bardzo wymagające (opis trasy przez Zamkową Górę: Góry Wałbrzyskie: Z Wałbrzyskiego Podgórza do Centrum (Wałbrzych Główny - Zamkowa Góra - Borowa - Sucha - Kozioł - Wołowiec - Dłużyna - Niedźwiadki - Mauzoleum w Wałbrzychu - Wałbrzych Centrum) )

Z Przełęczy Koziej biegnie najbardziej stromy i wymagający szlak na Borową, nazywany „ścieżką przez mękę”. Nazwa ta absolutnie nie jest przesadzona. Podejmujemy wyzwanie i podchodzimy na najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich czarnym szlakiem. W zależności od kondycji i ilości przystanków, ten odcinek powinien zająć ok. 20-40 minut. Jeszcze nie udało nam się wejść tędy bez użycia rąk. Co jakiś czas musimy się czegoś przytrzymać, gdzieś podeprzeć, podciągnąć. Wciąż pracujemy nad równowagą.


wieża widokowa na Borowej 

Jesteśmy na Borowej. Od razu wdrapujemy się na wieżę widokową, korzystając z tego, że na szczycie jesteśmy sami. Taki stan rzeczy nie trwa długo. Popularność Borowej znacznie wzrosła odkąd na szczycie pojawiła się metalowa konstrukcja widokowa. Mam jednak wrażenie, że wkrótce widoki przysłonią rosnące dookoła jak szalone drzewa. Póki co z wieży można podziwiać naprawdę przepiękne panoramy obejmujące m.in. Karkonosze, Góry Kamienne, Wałbrzyskie, Sowie, Masyw Ślęży, czasem nawet Masyw Śnieżnika. Ponadto ciekawie prezentuje się stąd Wałbrzych.


Góry Suche - widok z wieży na Borowej


Góry Sowie - widok z wieży na Borowej

Z Borowej schodzimy w stronę Ptasiego Rozdroża. Kontynuujemy wędrówkę czarnym szlakiem. 

Na skrzyżowaniu z zielonymi oznaczeniami skręcamy w lewo i to właśnie zielonego szlaku będziemy trzymać się aż do schroniska Andrzejówka. Niestety cały ten odcinek jest asfaltowy. Żeby znaleźć jakieś pozytywy, stwierdzamy, że można przyspieszyć i nadrobić trochę czasu, by móc go spędzić więcej w naszej ulubionej Andrzejówce. Z ciekawszych miejsc przy trasie warto wymienić m.in. drewniany kościół pw. św. Jadwigi w Rybnicy Leśnej, kopalnię melafiru oraz okoliczne łąki, na których latem można usłyszeć charakterystyczny odgłos wydawany przez derkacza. Ten średniej wielkości ptak skrywa się w bujnej łąkowej roślinności. Ciężko go wypatrzyć. Za to jego obecność zdradza niezbyt przyjemny dla ucha dźwięk „derr derr” .


droga do Andrzejówki, w tle kopalnia melafiru


derkacz

Meldujemy się w Andrzejówce. Warto zjeść tu obiad i odpowiednio „nawodnić” się przed dalszą drogą.


Nałogowa Podróżniczka przed Andrzejówką 


Andrzejówka i Waligóra 


Kopalnia melafiru, w tle Góry Wałbrzyskie

A ta wcale nie będzie łatwa jeśli chcemy wejść od strony Andrzejówki na Waligórę (żółty szlak). Niby to tylko 15-25 minut, ale kto pierwszy raz wchodzi na najwyższy szczyt Gór Kamiennych, zapamięta to z pewnością na długo. Ścieżka jest bardzo stroma, po deszczu dodatkowo śliska. Łatwo ulec pokusie, by chwycić się wystającego korzenia, gałęzi, czy nawet iść na czworakach.


Najwyższy szczyt Gór Kamiennych - Waligóra

Co ciekawe, Waligóra z drugiej strony nie przysparza większych trudności. Łagodnie schodzimy do Rozdroża pod Waligórą, a następnie kierujemy się w stronę ruin Zamku Radosno z drugiej połowy XIII w. (niem. Burg Freudenburg). 


ruiny Zamku Radosno

Szlak w okolicy dawnej warowni jest nieco stromy i bywa śliski. Warto zachować tu ostrożność i zwracać uwagę na oznaczenia (łatwo je zgubić). Podczas naszej wędrówki, krótki fragment trasy był podmyty i wąski. Chwila nieuwagi kosztowała mnie upadek i parę siniaków. 


szlak poniżej Zamku Radosno

Na rozwidleniu szlaków tym razem skręcamy w lewo. Chcemy zobaczyć niewielki cmentarz rodziny Römpler, dawnych właścicieli sanatorium "Biały Orzeł" w Gorbersdorfie (dzisiejsze Sokołowsko). 



Nie mogliśmy sobie odmówić krótkiego spaceru po Sokołowsku i wizyty w tutejszym sklepiku spożywczym. Mamy sentyment do tej miejscowości i zawsze cieszymy się mogąc postawić tu swoje kroki. 


Sokołowsko


Sokołowsko

Ulicą Parkową maszerujemy wzdłuż ciekawych zabudowań wsi. 

 
                   Leśne źródło

Mijamy wspomniane wcześniej sanatorium "Biały Orzeł",  ujęcie wody - Leśne Źródło i docieramy do  cerkwi pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Zbudowano ją ponad 125 lat temu dla kuracjuszy, odwiedzających niegdyś Sokołowsko, będące wówczas prężnie działającym uzdrowiskiem. 


Cerkiew w Sokołowsku

Kawałek dalej "łapiemy" niebieski szlak i podchodzimy w kierunku Pośredniej (766 m n.p.m.) Na skrzyżowaniu poniżej szczytu wybieramy ścieżkę prowadzącą na szczyt Miłosz (707 m n.p.m). Wędrujemy tym samym niedawno wyznaczonym Szlakiem Dzika. Kilka tygodni temu widzieliśmy  jak nanoszono oznaczenia tego szlaku w terenie. Dodatkowo umieszczane są drogowskazy z czasówkami, dzięki czemu łatwiej zaplanować można dotarcie do poszczególnych punktów na trasie. Na Miłoszu mamy okazję podziwiać zachód słońca. Chwilę obserwujemy skrzące się w jego promieniach szczyty i schodzimy do Mieroszowa.


Wiata turystyczna na Miłoszu



Trasa w dół biegnie częściowo lasem, później przez pole. W końcu pod stopami mamy asfalt. 


Góry Stołowe na horyzoncie! :)

Skręcamy w prawo, w ul. Sportową, która doprowadza do centrum miejscowości. Przy ulicy Sportowej znajduje się przystanek autobusowy, z którego odjeżdżają autobusy do Wałbrzycha. Warto wcześniej sprawdzić rozkład jazdy (https://rozklad.walbrzych.eu/), ponieważ kursów nie ma zbyt wiele. Jeśli macie w planie nocleg w Mieroszowie, być może spodoba Wam się nasza kolejna trasa, która wkrótce doczeka się opisu na blogu. 

Zapraszam do śledzenia :) 

Nasza trasa: 


Może zainteresują Cię także poniższe wpisy: 






środa, 23 lipca 2025

Korona Masywu Ślęży: Na Ślężę ze Świdnicy żółtym szlakiem (Świdnica - Szczytna- Przełęcz Tąpadła - Ślęża - Wieżyca - Sobótka)

Ta wycieczka chodziła mi po głowie od dłuższego czasu. Wejście na Ślężę że Świdnicy z metą w Sobótce wydawało  się ciekawym pomysłem. Chciałam sprawdzić się podczas długiej,  ponad 30 km wędrówki oraz domknąć Koronę Masywu Ślęży (do zdobycia pozostały nam wówczas dwa szczyty:  Szczytna i Gozdnica).

Do Świdnicy przyjechaliśmy wieczorem po pracy. Przed taką wycieczką nie chciałam zarywać nocy ani zrywać się z łóżka przed świtem, by dojechać na start pociągiem.
Rano wstaliśmy wcześnie (jak na nas) i nie tracąc czasu na śniadanie, wyszliśmy z hostelu (mieszczącego się w kamienicy w pobliżu świdnickiego rynku) gotowi na przygodę. Szybko odnaleźliśmy oznaczenia żółtego szlaku. Co ciekawe, oznaczenia w tym kolorze będą towarzyszyć nam aż do Sobótki.
Początkowo trasa biegnie wzdłuż zabudowań miasta. Przechodzi także m.in. przez uroczy Park Jana Kasprowicza. Bardzo lubię letnie poranki w miastach w dni wolne od pracy. Znikomy ruch pieszy, prawie żadnych samochodów na drogach. Rześko, po prostu przyjemnie. 

Wychodzimy poza miasto i musimy zmierzyć się z niezbyt przyjemnym fragmentem poprowadzonym drogą wojewódzką nr 382. Zanim na niego wejdziemy, czeka nas mało intuicyjny "zawijas" trasy, gdzie łatwo stracić orientację. Pomiędzy Miłochowem a Krzczonowem trasę poprowadzono wzdłuż pola. W tle możemy dostrzec m.in. szczyty Gór Sowich. 

W Krzczonowie, przy niewielkim stawku, zatrzymujemy się na śniadanie. Jeśli miejsce to będzie zajęte np. przez miejscowych wędkarzy, można podejść kawałek dalej i po prawej stronie odpocząć w wiacie turystycznej z pięknym widokiem. 

Za Krzczonowem szlak skręca w lewo. Chwilę później mijamy niewielkie lotnisko (Świdnica Krzczonów). 

Przed nami ciekawy widok - wiatrak w Gogołowie na tle głównego celu naszej wycieczki - Ślęży. Do Gogołowa jednak nie dotrzemy. Trasa odbija przed miejscowością w prawo. 



Przez dłuższą chwilę nie będzie przyjemnie. Wysokie trawy i inna bujna roślinność wtargnęły na wąską ścieżkę, która poprowadzony jest żółty szlak. Przedzieramy się przez zarośla, w nagrodę wchodząc na wygodniejszą leśną ścieżkę. 

Dalej jest już ok. Wędrujemy wśród drzew, gdzieniegdzie łapiąc ciekawsze widoki. Oprócz widoków łapiemy także kleszcze - łącznie w dwie osoby kilkanaście sztuk! Na szczęście szybka reakcja uchroniła nas przed ich wbiciem się w skórę.


Wilga - łatwiej ją usłyszeć niż zobaczyć. Tym razem po raz pierwszy wpadła mi w kadr. 


Zdobywamy Szczytną (466 m n.p.m.) i zgodnie stwierdzamy, że końcowe podejście, jak na szczyt o niewielkiej wysokości, jest dość strome. Ostrożnie schodzimy ze szczytu, bo od wschodu Szczytna również jest całkiem pochyła. 



pole w pobliżu Kiełczyna

Przed nami Kiełczyn, miejscowość, od  której wzięła się nazwa mikroregionu Masywu Ślęży - Wzgórza Kiełczyńskie. Z Kiełczyna znów musimy iść asfaltem przez ok. pół godziny. Drogę urozmaicają nam niezłe "górskie" widoki. 



Kolejny odcinek, do Przełęczy Tąpadła prowadzi lasem. To niespełna 4 km fajnego spaceru na łonie natury. Im bliżej przełęczy jesteśmy, tym więcej głosów do nas dociera. Parking na przełęczy pęka w szwach. Ludzi sporo. Aż chciałoby się wejść na Ślężę niebieskim szlakiem, który nie dość, że jest ciekawszy, to wybierają go nieliczni. Trzymamy się jednak żółtych oznaczeń. Tędy na Ślężę jeszcze nie szliśmy.

Zanim dotrzemy w okolice schroniska, kierujemy się na wieżę widokową. Trochę zaskakuje nas kolejka do wejścia. Grzecznie czekamy na swoją kolej. Tego dnia niestety widoki nie rozpieszczają. Co prawda widać Karkonosze, ale wiemy, że bywają dni, kiedy widokowa uczta przewyższa oczekiwania ;)


Widok z wieży w stronę Karkonoszy



szczyt Ślęży w wolny od pracy słoneczny dzień

Chwilę odpoczywamy na Ślęży, jednak jesteśmy uzależnieni od pociągu lub autobusu do Wrocławia. Schodzimy żółtym szlakiem i postanawiamy dłuższy postój zorganizować sobie w Domu Turysty pod Wieżycą, gdzie można napić się piwa z Browaru Wieżyca. 

Wieżyca - wieża widokowa na żółtej trasie do Sobótki (wstęp płatny)

Po uzupełnieniu płynów, pozostało nam wejść na ostatni, brakujący nam szczyt z Korony Masywu Ślęży. Z Domu Turysty to zaledwie parę chwil (bez oznaczeń szlaku). 


Gozdnica - Zamykamy Koronę Masywu Ślęży :)

Tą samą drogą wracamy do żółtego szlaku, którym w ok. pół godziny docieramy na stację kolejową w Sobótce. Mamy ponad 30 km w nogach i zgodnie stwierdzamy, że jeszcze trochę tego dnia byśmy dali radę przejść :) 


Mapa trasy: