czwartek, 2 grudnia 2021

Góry Kamienne (Góry Suche) - wędrówka fragmentem szlaku granicznego Głuszyca Górna - Ruprechticki Szpiczak + Waligóra - Andrzejówka - Wałbrzych Główny

Góry Kamienne potrafią dać w kość. Właśnie na taki mocniejszy wysiłek miałam niedawno ochotę. Z Wałbrzycha, gdzie nocowaliśmy, podjechaliśmy pociągiem do Głuszycy Górnej. Uwaga! Na stacji Wałbrzych Miasto znajdują się czynne kasy biletowe. My o tym nie wiedzieliśmy, więc w pociągu naliczono nam opłatę dodatkową (niby niewiele, bo 8 zł, ale zawsze lepiej zostawić sobie nawet taką kwotę w portfelu jak ma się czas, by przed przejazdem kupić bilet). 

Żółty szlak ze stacji kolejowej Głuszyca Górna biegnie początkowo wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 381. Następnie odbija w ul. Graniczną. Z każdym krokiem zabudowania się przerzedzają i w końcu wchodzimy w las. 


Na skraju lasu udało nam się wypatrzyć (po raz pierwszy w życiu!) dzięciołka. Jako ciekawostkę dodam, że na świecie żyje ponad 200 gatunków z rodziny dzięciołowatych. W Polsce możemy zaobserwować 10 z nich. 


dzięciołek

"Leśna" trasa od samego początku przypadła mi do gustu. Cicha, spokojna i kolorowa! Żółtym szlakiem docieramy na Przełęcz pod Czarnochem i dalej, zgodnie z zielonymi i niebieskimi znakami,  zaczynamy maszerować wzdłuż granicy z Czechami. Szlaki co jakiś czas się rozwidlają, po czym ponownie łączą. Według naszych obserwacji - niebieski wariant jest nieco dłuższy, ale łagodniejszy. Zielony szlak jest bardziej stromy i wymagający. 



Zielony szlak przechodzi m.in.  przez wierzchołki  Kopińca i  Bukowej Góry.  Tu nie ma jeszcze trudności z podejściem. Ale później, na trasie, wyrastają przed nami dwa "potwory" , na które naprawdę ciężko wleźć. Miałam wrażenie, że moje palce u stóp nie były nigdy wcześniej tak blisko piszczeli ;) A trasą tą biegłam dwukrotnie podczas zawodów biegowych (Waligóra Run Cross), jednak w odwrotnym kierunku. 



na granicy


za słupkiem granicznym czeka strome zejście 


na szlaku


jedno ze stromych zejść (zdjęcie mocno spłaszcza rzeczywistość)


zielony szlak biegnie w prawo, niebieski omija wzniesienie lewą stroną

Taką urozmaiconą trasą dotarliśmy pod Ruprechticki Szpiczak. Mieliśmy nadzieję, że do tego czasu wiatr rozwieje nieco mgłę. Na szczycie znajduje się bowiem czeska wieża widokowa, na widoki z której miałam wielką chrapkę ;) 



Nic z tego. Niestety im bliżej Szpiczaka byliśmy, tym mgła gęstniała. To zwiastowało podziwianie "niecodziennych" panoram z wieży... 




"powalające" widoki - omal nie zemdlałam z wrażenia :P 


dowód na to, że dotarliśmy na wieżę ;) 


dowód na to, że byliśmy na Szpiczaku ;) 

Zejście z Ruprechtickiego Szpiczaka nie przysporzyło nam już większych trudności i wreszcie dotarliśmy do jednego z moich ulubionych szlaków w Górach Kamiennych. Mowa o czarnym szlaku od Przełęczy pod Granicznikiem do Rozdroża pod Waligórą. Na tym odcinku w zasadzie nie ma widoków. Idzie się w gęstym lesie, ale ten las ma niesamowity klimat! I to mięciutkie podłoże (jakby szło się po materacu ;)) 


czarny szlak łącznikowy

Na Rozdrożu pod Waligórą trzeba było podjąć ważną decyzję. Czy wchodzimy na najwyższy szczyt Gór Kamiennych i liczymy się z tym, że zejście może być trudne (oprócz dobrze znanej stromizny, przewidywaliśmy dużo błota), czy ominąć Waligórę i jedną z dwóch zdecydowanie łatwiejszych tras dotrzeć do Andrzejówki. Pierwsza opcja wygrała. Podejście na Waligórę od strony Rozdroża jest łagodne i przyjemne. Gdy chcieliśmy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie przy tabliczce, z przeciwnej strony na szczyt dotarła grupka biegaczy. Okazało się, że to nasi znajomi! Cóż to było za spotkanie ;) Zupełnie nieplanowane i to w najwyższym punkcie naszej wycieczki! 


Zejście do Andrzejówki słynną "ścianą płaczu" do najłatwiejszych nie należało. Najgorzej było mniej więcej w połowie, gdy na szlaku pojawiają się śliskie kamienie i korzenie. Zaliczyliśmy małe poślizgi, podpórki na błocie, ale w jednym kawałku udało nam się dotrzeć do schroniska.  Rozsiedliśmy się wygodnie, zamówiliśmy pyszną zupę z jarmużem i chorizo oraz pierogi z bryndzą. Trochę czasu nam zeszło, ale mieliśmy spory zapas do odjazdu pociągu. 



przed klimatyczną Andrzejówką

Z Andrzejówki ruszyliśmy zielonym szlakiem. Najpierw asfaltową drogą obok kopalni melafiru. Melafir to materiał skalny, który wykorzystywany jest głównie w budownictwie drogowym. To skała bardzo twarda, odporna na ścieranie i warunki atmosferyczne. Często wysypane są nim tory kolejowe. Eksploatacja złóż w Rybnicy Leśnej rozpoczęła się na początku XX w. Została jednak przerwana na czas II wojny światowej. Reaktywowano ją w 1947 roku i nadal stanowi integralną część krajobrazu oraz ważny element życia okolicznych mieszkańców. 


Kopalnia melafiru 

Przechodzimy przez Rybnicę Leśną, następnie trasa biegnie wzdłuż szosy i skręca w zabudowania Kamionki.  Dalej  wchodzi w las. Gdy byliśmy w lesie, zaczęło się robić ciemno. Czołówki poszły w ruch, dzięki czemu całkiem sprawnie udało nam się dotrzeć do stacji Wałbrzych Główny, skąd ruszyliśmy pociągiem do Poznania. 




Opisana trasa jest dość długa (ok. 24 km) i momentami wymagająca (kilka stromych i bardzo stromych podejść + zejście z Waligóry). Pomimo braku jakichkolwiek widoków, bawiliśmy się tego dnia wyśmienicie. Bardzo lubię wracać w tamte rejony :) 



Może zainteresują Cię także poniższe wpisy:

Rudawy Janowickie: Ze schroniska Szwajcarka na Krzyżną Górę, Sokolik, przez Stawy Karpnickie, Wojanów, Koziniec do Jeleniej Góry



Korona Sudetów; Korona Sudetów Polskich; Borowa z Glinika Starego , szlak na Borową, Góry Wałbrzyskie Wałbrzych Borowa dla niezmotoryzowanych

Bieganie w górach: Waligóra Run Cross 2018 Half, czyli piękny jesienny dzień w górach :)

Bieganie w górach: Waligóra Run Cross Half 25 km, czyli to, co tygryski lubią najbardziej :)

Korona Gór Polski: Waligóra (+ Ruprechticky Spicak / Ruprechtický Špičák / Ruprechticki Szpiczak)

Góry Sowie: jesienny spacer na Przełęcz Marcową i Rozdroże pod Moszną

Góry Kamienne (Góry Suche): Włostowa, Kostrzyna, Suchawa, Waligóra, Bukowiec, czyli przez najwyższe szczyty "Sudeckich Tatr"


1 komentarz:

  1. Bardzo fajna trasa. Szkoda, że widoków ze Szpiczaka zabrakło.

    Jedzenie w Andrzejówce jest bardzo smaczne, potwierdzę ;)

    OdpowiedzUsuń