czwartek, 2 września 2021

Karkonosze i Brama Lubawska: Z Karpacza do Lubawki przez Skalny Stół i Zadzierną (z noclegiem w schronisku Srebrny Potok)

Kiedy mamy wolny weekend i prognozy pogody są optymistyczne, zawsze kusi mnie, żeby spędzić czas poza domem. Nie inaczej było tym razem. Z racji tego, że lubimy podróżować komunikacją zbiorową, zaplanowałam po raz kolejny trasę "bez samochodu". Z Poznania do Jeleniej Góry dojechaliśmy bezpośrednim pociągiem. Pobudka koło 4, szybkie dopakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i ruszamy na dworzec. W pociągu drzemka, by nadrobić nieco wczesne wstawanie. Niestety pociąg zatrzymuje się na dłużej jeszcze przed Wrocławiem. Obsługa nic nie chce zdradzić, wszyscy pasażerowie są zdezorientowani i zastanawiamy się czy w ogóle ruszymy w dalszą podróż. Ostatecznie do Jeleniej Góry docieramy z ok. godzinnym opóźnieniem. Czeka nas jeszcze krótka podróż do Karpacza. Przy dworcu jesteśmy nagabywani do skorzystania z usług jednego "przewoźnika". 12 zł za osobę. Jestem w stanie nawet tyle zapłacić, pod warunkiem, że ruszymy za chwilę. Niestety oprócz nas są chętne tylko dwie inne osoby. Podsłyszeliśmy, że trzeba będzie czekać na przyjazd kolejnego pociągu z Warszawy, a to za ok. 40 minut! Może wtedy będzie komplet pasażerów. Szlag by to trafił. Nagle zauważam busa, który stoi przy przystanku autobusowym. Zaglądam - kierunek Karpacz! Kiedy pan rusza? Teraz! Ile kosztuje bilet? 7 zł za osobę. Jedziemy!

W Karpaczu ostatecznie jesteśmy po 13. Wysiadamy na przystanku Karpacz - Biały Jar. Robimy małe zakupy w Żabce i w cukierni na przeciwko Żabki (mają kapitalne jagodzianki!). Nie pozostaje nam nic innego jak ruszyć w trasę. Z racji opóźnienia pociągu i ogólnie dość późnej godziny, postanawiamy odpuścić wejście na Śnieżkę. Przed nami i tak dość długa droga... 

Zielonym szlakiem idziemy przez zabudowania Karpacza. Wstyd się przyznać, ale w Karpaczu jesteśmy dopiero  drugi raz w życiu i to znów tylko na chwilę. Po ok. pół godzinie docieramy do Centrum Informacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego. Trochę żałuję, że nie mamy wystarczająco dużo czasu, by się tu rozejrzeć. 



Budynek Centrum Informacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego

Szlak staje się bardzo przyjemny. Leśne ścieżki są całkiem urocze, a widokowe fragmenty zaczynają coraz bardziej cieszyć. 




Przy wiacie turystycznej (Szeroki Most) zmieniamy znaki szlaku na czarne i maszerujemy zgodnie z nimi aż do Sowiej Przełęczy. Przed nami otwierają się coraz ciekawsze panoramy. Widać też fragment szlaku na Skalny Stół. Za chwilę nim pójdziemy. 


Skalny Stół

Niebieski szlak z Sowiej Przełęczy w ok. 20 minut wprowadza na Skalny Stół. Z kolei czerwono znakowana trasa omija szczyt i biegnie po stronie czeskiej. Oba warianty "spotykają się" na Przełęczy Okraj. Jeśli ktoś, tak jak my, nie był wcześniej na Skalnym Stole - zdecydowanie warto!  Zarówno widoki z podejścia na tę górę, jak i ze skał na szczycie są imponujące. 



W stronę czeskiego szczytu - Czarnej Hory / podejście na Skalny Stół


Zbliżenie na Czarną Horę (Černá hora 1299 m n.p.m.)


Śnieżka z nietypowej perspektywy


Zbliżenie na Śnieżkę 


Zbliżenie na Dom Śląski 


Karkonosze i Góry Izerskie w tle


Pierwsze wrzosy już kwitną! 


W stronę Wielkiego Szyszaka i Śnieżnych Kotłów


Zbliżenie na Wielki Szyszak i Śnieżne Kotły


Na skałkach :) 

Skalny Stół (1284 m n.p.m.)  jest najwyższym puntem, na który weszliśmy w ten weekend. Nie znaczy to jednak, że już się nie zmęczymy ;-) Bardzo przyjemną ścieżką docieramy na Czoło (1269 m n.p.m.). Dalej musimy się obniżyć o ok. 200 metrów , zmierzając w stronę Przełęczy Okraj. 


Czoło


w drodze na Przełęcz Okraj


Jagody kuszą... ale ich zbieranie na terenie parku narodowego jest zabronione

Dosłownie dzień przed naszym wypadem w góry, przeczytałam o problemach z przejściem w okolicy Przełęczy Okraj. Podobno właściciel terenu zamknął szlaban, uniemożliwiając swobodne przejście/wjazd na teren Karkonoskiego Parku Narodowego. Szlaban faktycznie stoi, ale nie mieliśmy żadnego problemu, by go obejść i nikt nie zwrócił nam uwagi. 


Pierwszy raz jesteśmy na Przełęczy Okraj. Zaskakuje nas ilość zabudowań, parkingi, szczególnie po stronie czeskiej. Kierujemy się do schroniska, gdzie zamawiamy zupę i piwo ;) Wtedy jeszcze nie wiemy, że jest to ostatni punkt, gdzie możemy kupić coś do jedzenia i picia przed metą w Lubawce... 


Jesteśmy w Czechach ;) 


Granica Państwa na Przełęczy Okraj 


Przed schroniskiem na Przełęczy Okraj

Postój trochę nas rozleniwia, a do przejścia mamy jeszcze ok. 8 kilometrów. Ruszamy zielonym szlakiem na Łysocinę. Podejście jest bardzo łagodne i nie sprawia żadnych problemów. Po drodze spotykamy kilku Czechów. Później jesteśmy na trasie sami. Łysocina to najwyższy punkt Grzbietu Lasockiego. Szlak, który przez Łysocinę prowadzi w większości jest zarośnięty. W nielicznych prześwitach widać trochę "świata", np. Śnieżkę. 


Śnieżka 

W stronę Gór Wałbrzyskich

Niestety tabliczki z nazwą szczytu nie udało nam się znaleźć. Trudno. Rozpoczynamy schodzenie. Musimy się całkiem sporo obniżyć. Momentami zejście jest dość strome. 


Łysocina... czy to od tych "łysych" pól wzięła się nazwa szczytu? 


na granicy... w tle Černá Hora

Warto zachować czujność przy skrzyżowaniu zielonego szlaku z czerwonym. Ze względu na dochodzące tu trasy od strony czeskiej, łatwo się pogubić. Gdy dotrzemy do punktu Pod Albeřickým vrchem, idziemy jeszcze kawałek zielonym szlakiem (z krótkiego asfaltowego fragmentu wchodzimy ponownie w las). Po przejściu ok. 150 metrów odnajdziemy znaki czerwone i szlakowskaz, który kieruje w stronę schroniska Srebrny Potok. 


dzwonek karkonoski


jeden z ciekawszych polskich grzybów - pięknoróg największy

Dalsza droga trochę nam się dłużyła. Pomimo tego, że zdarzało nam się jednego dnia przejść zdecydowanie więcej, tu przy krótszym dystansie czuliśmy spore zmęczenie. Znikało ono jedynie na krótkie chwile, kiedy pomiędzy gałęziami mogliśmy dostrzec kawałek pofalowanego terenu. 


W końcu z lasu wychodzimy na szerszą ścieżkę. Z daleka widać ruiny wapiennika. Słychać także głośną  muzykę, schronisko musi być więc niedaleko! 

 

I faktycznie, po krótkiej chwili jesteśmy w schronisku. Miejsce bardzo klimatyczne, pokoje fajnie urządzone. W sms-ie dostałam wskazówki, dzięki którym mogliśmy się zakwaterować. Widzimy "nasz" pokoik, zostawiamy plecaki i szukamy bufetu. Obchodzimy teren, w końcu pytamy się osób, które także zatrzymały się tu na noc, gdzie kupimy coś do picia i jedzenia. Ich odpowiedź nas szokuje.. O tej godzinie to najszybciej w Lubawce :O . W schronisku  Srebrny Potok nie ma bufetu ani żadnego punktu, w którym możemy kupić jakiekolwiek artykuły spożywcze. Wyciągamy więc zapasy z plecaka (dobrze, że cokolwiek nam po dniu na szlaku jeszcze zostało!), bierzemy prysznic i szykujemy się powoli do spania... 


pokój w schronisku 

Kolejny dzień szykuje się znów dość gorący. Wcinamy śniadanie składające się ze zduszonych kanapek z dnia poprzedniego, pijemy herbatę (w schronisku jest do dyspozycji zatrzymujących się tu na nocleg)  i ruszamy w stronę Jarkowic żółtym szlakiem. Mamy ogromną nadzieję na to, że sklep, który tam się znajduje, w świąteczną niedzielę (15.08) będzie czynny i kupimy coś na dalszą drogę. 




Sklep ma dość specyficzny wygląd. Budzi on początkowo nasze wątpliwości, czy  może został zamknięty na stałe. Na drzwiach odnowionej "połówki" tego obiektu wisi jednak kartka z godzinami otwarcia  - w niedziele ... od 14!  Nie mamy aż tyle czasu, więc ruszamy dalej. 



Na mapie znaleźliśmy ciekawą, nieznaną atrakcję, jaką są Spękane Skały. Przez skalne formacje nie prowadzi znakowany szlak, ale postanawiamy odnaleźć je jakoś w terenie. Pierwsze podejście (jak się później okazuje) we właściwe miejsce kończy się wycofaniem, bowiem przejście jest zagrodzone drewnianą bramą. Myślimy więc, że jest to teren prywatny. Szukamy dalej, dochodzimy do Kościoła pw. Wszystkich Świętych w Miszkowicach. Obok niego zobaczyć można bardzo ciekawe ruiny kościoła ewangelickiego. 


jaskółki dymówki



ruiny kościoła ewangelickiego

Szukamy drogi na Spękane Skały w okolicy szkoły podstawowej, wracamy pod kościół. W końcu zauważam tablicę z przyczepionym emblematem skałek. Kawałek dalej widzimy takie samo oznakowanie. Idziemy zgodnie z tabliczkami i docieramy do miejsca, w którym już byliśmy. Przed nami jakaś rodzinka przechodzi przez drewniane ogrodzenie, tuż za nim zauważamy tablicę informującą nas, że trafiliśmy do celu. 


Oznaczenie drogi do Spękanych Skał


Spękane Skały to grupa skalnych ścian, których wysokość przekracza  20 metrów. Skały są wykorzystywane głównie do wspinaczki. Poprowadzono tu kilkadziesiąt dróg wspinaczkowych, jeśli wierzyć opisom, podobno łatwych ;) Mnie tam ciężko było nawet poruszać się u stóp tych formacji;) Wydeptana ścieżka zmieszana jest momentami z niewielkimi kamieniami, które powodują drobne poślizgi. Tak, czy inaczej, warto tu zajrzeć. Skały nawet bez prób wspinaczki robią ogromne wrażenie! 





Na jednej ze skał zauważyliśmy barierki (punkt widokowy widoczny jest na zdjęciu powyżej z prawej strony, pomiędzy trójkątnymi skałami). Mateusz wszedł na górę od bardziej stromej strony. Ja, nieco na około, również  się tam wgramoliłam. Warto było! 



łagodny grzbiet Łysociny


w stronę czeskich Karkonoszy


Gdzieś tam w dolinie znajduje się schronisko Srebrny Potok - widać jego dach po powiększeniu zdjęcia. 

Gdy tak sobie zwiedzaliśmy skałki, nasz wzrok przykuło, wyłaniające się w oddali pasmo... Gór Kamiennych (Gór Suchych)! 


Góry Suche - z prawej strony Ruprechticki Szpiczak z ażurową wieżą widokową (o naszym wejściu na Ruprechticki Szpiczak możecie przeczytać tu: Nałogowa Podróżniczka: Korona Gór Polski: Waligóra (+ Ruprechticky Spicak / Ruprechtický Špičák / Ruprechticki Szpiczak) (nalogowapodrozniczka.blogspot.com) )


spacer wśród skał

Ze Spękanych Skał zeszliśmy jakąś ścieżką prawdopodobnie do trasy rowerowej. Niestety nie zauważyliśmy w terenie żadnego rowerowego oznaczenia. Mateusz doprowadził nas z pomocą aplikacji do niebieskiego szlaku pieszego. Zaoszczędziliśmy dzięki temu trochę czasu i nadkładania kilometrów. Idziemy nim w stronę Paczyna. Na szlaku jest pusto. Za to widoki są naprawdę wyborne :) 

Góry Kamienne (Góry Krucze), wyższy szczyt to Kralowiecki Szpiczak (o naszym wejściu na Kralowiecki Szpiczak przeczyhtacie tu: Nałogowa Podróżniczka: Góry Kamienne: Góry Krucze - na Kralowiecki Szpiczak Královecký Špičák z Lubawki (nalogowapodrozniczka.blogspot.com))




Grzbiet Lasocki - część Karkonoszy 


Góry Krucze - fragment Gór Kamiennych/ po raz pierwszy widzimy też zbiornik Bukówka, bliżej nas, przy brzegu zbiornika -  Zadzierna i Góra Zameczek

                                                        gąsiorek, ptak z rodziny dzierzb

Na skrzyżowaniu w Paczynie zmieniamy znaki szlaku na zielone.  Przed nami dość nieprzyjemny fragment asfaltem. Jednak trasa w niedziele nie jest za bardzo uczęszczana. 


W Starej Białce skręcamy w prawo łącząc się ze szlakiem czerwonym. To właśnie jego znaki będą nam towarzyszyć już do Lubawki. Mijamy wieś Paprotki. Przechodzimy koło Stanicy pod Zadzierną. Znów mamy nadzieję na jakieś drobne zakupy spożywcze. Stanica pod Zadzierną do kompleks domków i camping. Niedaleko jest też dzika plaża. Pytamy się w recepcji czy da się tu coś kupić. Pani mówi, że najbliższy sklep znajduje się ok. 2 kilometry stąd... w kierunku, z którego idziemy, czyli coś przegapiliśmy :(  Podobno w Starej Białce znajduje się też smażalnia ryb. Niestety tej informacji nie udało nam się potwierdzić. Spragnieni, w upale brniemy więc dalej, by jak najszybciej znaleźć się w Lubawce. 


Droga do Paprotek

Szlak na Zadzierną od strony Paprotek biegnie sporym zakosem. Oznaczeń w terenie jest aż nadto. 
Prawdopodobnie zbocza Zadziernej stanowią własność prywatną i ludzie chodzili po tutejszych polach na skróty. 


Szlak na Zadzierną

W Paprotkach spotykamy kilka grup, próbujących tak jak my tego dnia wejść na Zadzierną. Mimo niewielkiej wysokości, końcowe podejście daje popalić, szczególnie gdy żar się z nieba leje, a w plecaku jest tylko łyczek coli na "czarną godzinę" ;) . Zadzierna to świetny punkt widokowy. Delektujemy się tu dłuższą chwilę rozległymi panoramami. 



widok na Karkonosze - Łysocina, Śnieżka i Czoło


Karkonosze i zbiornik Bukówka. Po powiększeniu zdjęcia widać dziką plażę


Zbiornik Bukówka w pełnej krasie, w tle po środku kadru czeski szczyt Dlouhý hřeben (1058 m n.p.m.)


Zbliżenie na Śnieżkę



Zbiornik Bukówka, w tle Černá hora i Světla (czeskie Karkonosze)




Zejście z Zadziernej w stronę Bukówki jest również strome. Obawiam się, że po obfitym deszczu można trochę pozjeżdżać. Na szczęście nie trwa to zbyt długo. Do pociągu mamy jeszcze trochę czasu, postanawiamy ostatkiem sił podejść do zapory na rzece Bóbr. To właśnie w wyniku spiętrzenia tego cieku powstał Zalew Bukówka.  


wskazówka dotarcia na Zadzierną od strony Bukówki


w drodze na zaporę




Widok z zapory na Góry Krucze

Pozostało nam już ok. 4 km do celu - do Lubawki, gdzie mamy nadzieję usiąść w knajpie, zamówić piwo i coś do jedzenia. Te ostatnie kilometry idziemy asfaltem. Po drodze możemy zobaczyć postęp prac przy budowie drogi S3 oraz takie świnki, które "pozdrawiają" strudzonych wędrowców. 


W Lubawce zastajemy jedynie otwartą pizzerię, która w swojej ofercie nie ma piwa. Szukamy dalej -  otwarta tylko lodziarnia. Mateusz stwierdza, że "to najsmutniejszy rynek w Polsce". Faktycznie jest tu pusto, prawie wszystko zamknięte (nie wiem czy tak jest zawsze, czy to zasługa święta).  Obawiam się jednak, że tak wygląda wiele rynków w Polsce w niedziele i nie tylko. Znajdujemy czynną stację benzynową, z której "wylewają się" ludzie. Kupujemy po hot-dogu i piwo do tego ;-) 


Rynek w Lubawce

Piwo pijemy oczekując na pociąg, który zawozi nas do Sędzisławia, gdzie mamy zaplanowaną przesiadkę. 


Dworzec i perony w Lubawce - chyba już za późno na prace rewitalizacyjne




Na przesiadkę planowo mamy czekać ok. godziny. Żeby nie było tak kolorowo ,  z głośnika słyszymy, że pociąg przyjedzie dodatkowo z półgodzinnym opóźnieniem. Nie psuje nam to jednak humorów. Piękne wspomnienia z tego weekendu zostaną w naszych głowach na długo. 

Wyjazd ten był typowo "budżetowy". Do kosztów stałych zaliczyć trzeba:
 - bilet weekendowy na pociągi Regio 39 zł/ 1 os. (dzięki niemu przejechaliśmy trasę Poznań - Jelenia Góra i powrotną Sędzisław -  Poznań)
- przejazd busem na trasie Jelenia Góra - Karpacz 7 zł/ 1 os. 
- nocleg w schronisku Srebrny Potok 129 zł/ pokój dwuosobowy z łazienką (cena zależy zapewne od terminu oraz ilości nocy itp.)
- bilet na pociąg na trasie Lubawka - Sędzisław 12 zł/ 2 osoby (przewoźnikiem są Koleje Dolnośląskie / Ceske Drahy, więc bilet weekendowy na pociągi Regio tu nie obowiązuje)
- koszty wyżywienia według uznania, jednak biorąc po uwagę okoliczności, na opisanej trasie, lepiej polegać na tym, co ma się w plecaku ;) 

Poniżej załączam mapkę trasy Karpacz - Lubawka bez uwzględnienia Spękanych Skał (niestety na mapie turystycznej nie można zaznaczyć ścieżek, po których nie prowadzi znakowany szlak). 
Oczywiście trasę można przejść w jeden dzień. Nam tych kilometrów wyszło trochę więcej niż na grafice i naprawdę cieszymy się, że podzieliliśmy całość na dwa dni. Tym bardziej, że wycieczkę rozpoczynaliśmy dość późno, a dni już nie są takie długie jak te w czerwcu ;) Swoją drogą , według mapy turystycznej, wycieczka powinna zająć ponad 10 godzin, a to już niemało na jeden dzień. 

niedziela, 22 sierpnia 2021

Beskid Mały: Kiczera i Żar z Międzybrodzia Bialskiego (+Wielka Cisowa Grapa ;-) )





Międzybrodzie Bialskie jest, bez wątpienia, malowniczo położoną miejscowością. Można się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia. Jezioro i góry to naprawdę doskonałe połączenie.  

Do Międzybrodzia Bialskiego można dostać się np. autobusem, korzystając z połączeń Komunikacji Beskidzkiej (Komunikacja Beskidzka S.A.). 

Jeśli natomiast korzystamy z przejazdów kolejowych, pieszo dojdziemy do Międzybrodzia Bialskiego wędrując górskimi szlakami np. z Wilkowic (min. 10 km), z Łodygowic (min. 9 km) czy z Bielska - Białej Straconki (opis trasy: Nałogowa Podróżniczka: Beskid Mały: Z Bielska-Białej przez Gaiki, Hrobaczą Łąkę do Międzybrodzia Bialskiego (nalogowapodrozniczka.blogspot.com)). 

Spędzając przedłużony weekend z Międzybrodziu Bialskim, postanowiliśmy wejść na słynną górę Żar. Spoglądając w mapę, jasne stało się, że przy okazji wejdziemy jeszcze na Kiczerę. Szkoda byłoby ją pominąć, nadkładając tak naprawdę niewiele drogi. Wycieczkę na Żar można rozpocząć także  w Międzybrodziu Żywieckim. Wówczas znacznie skrócimy wędrówkę, a fajna pętelka (łącznie z Kiczerą) zamknie się w dystansie ok. 11-12 km/ ok. 4 h drogi. 

My wyruszyliśmy z Międzybrodzia Bialskiego. Część drogi do Międzybrodzia Żywieckiego trzeba przedreptać wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 948. Można także skorzystać z komunikacji publicznej, ale jakoś nie udało nam się dopasować żadnego połączenia w bliskim przedziale czasu. 
Plusem tej drogi jest fakt, że prowadzi ona brzegiem jeziora. Na krótkich fragmentach można nawet zejść z ruchliwej trasy i maszerować wąskimi ścieżkami przy samym jeziorze. Po przejściu ok. 4 km przechodzimy przez most i wchodzimy w zabudowania Międzybrodzia Żywieckiego. Za mostem od razu szerokim łukiem skręcamy w prawo. Po przejściu ok. 300 metrów skręcamy w lewo. Idziemy wzdłuż głównej drogi (ul. Beskidzka) aż zobaczymy szlakowskaz. 


most do Międzybrodzia Żywieckiego 

W tym miejscu musimy podjąć decyzję, którym szlakiem pójdziemy dalej. Czarny wprowadzi nas bezpośrednio na  Żar (ok. 2,5 km/ 1:15h drogi). Zielonym wejdziemy najpierw na Przełęcz Isepnicką (ok. 3 km./ 1:30 h). Wybraliśmy drugi wariant. Biegnie on wzdłuż potoku Isepnica, który jest dopływem Soły. 


Krótko po wejściu na znakowaną trasę, udało nam się zaobserwować stadko raniuszków. Dla mnie to jedne z najsłodszych polskich ptaków. Wyglądają jak pluszowe ;) 


raniuszek 


Mijamy źródełko ks. Józefa i  powoli opuszczamy pojedyncze zabudowania,  wchodząc na leśne ścieżki. 


Docieramy na Przełęcz Isepnicką, kiedy Mateusz pyta mi się, czy, oprócz Kiczery i "Żaru",  w pobliżu nie ma jeszcze jakiegoś szczytu z Korony Beskidu Małego. Zerkam z listę i mapę - jest! Wielka Cisowa Grapa! Znajduje się trochę poza szlakiem, ale na tyle blisko, że powinniśmy dać sobie radę. Zamiast na Żar, skręcamy więc w przeciwnym kierunku i szukamy odbicia na Wielką Cisową Grapę. Gdy czerwony szlak delikatnie odbija w lewo, w stronę ruin dawnego szałasu kamiennego, my  wybieramy dość oczywistą kamienistą ścieżkę, która początkowo zapowiada się całkiem łagodnie. 



Tak jest do czasu... aż przed nami wyrasta "ściana płaczu", podobna do trasy na Lackową z Przełęczy Beskid, do słynnej "ściany" na Waligórę od schroniska Andrzejówka czy na Włostową z Sokołowska. 
Oczywiście zdjęcia tego nie oddają. 



Wielka Cisowa Grapa miała być przyjemnym dodatkiem, a okazała się całkiem sporym wyzwaniem. Kazała mi paść na cztery łapy! Naprawdę ciężko było w niektórych miejscach utrzymać pion. 


Podejście na Wielką Cisową Grapę

Ale ...na szczycie nie ma tabliczki z oznaczeniem, w aplikacji w telefonie, wierzchołek znajduje się kawałek dalej. Tylko gdzie? Postanawiamy się jeszcze rozejrzeć. Schodzimy tą samą drogą. 


Na Wielkiej Cisowej Grapie - czy tu jest szczyt? 

Docieramy do ruin dawnego szałasu kamiennego, cofamy się, idziemy nieoznakowanymi ścieżkami, wciąż szukamy właściwego punktu, który zgrałby się z tym w aplikacji. 



W końcu klucząc dookoła, dochodzimy do niebieskiego szlaku turystycznego, którym kierujemy się do Przełęczy Przysłop. Tu odnajdujemy oznaczenie Wielkiej Cisowej Grapy ze strzałką w kierunku wierzchołka. Okazuje się, że jest to punkt, który zdobyliśmy za pierwszym razem. Czyli jednak to coś z aplikacją jest nie tak , a nie z naszą orientacją w terenie ;) Podejście na Wielką Cisową Grapę od strony Przełęczy Przysłop wydaje się o wiele łagodniejsze. 




Postanawiamy wrócić do Przełęczy Isepnickiej (czerwony szlak) i kontynuować wędrówkę dalej już zgodnie z planem ;) Chwilę później znów mijamy ruiny szałasu kamiennego ;)W prześwitach widać zbiornik na górze Żar. 



Podejście na Kiczerę z Przełęczy Isepnickiej jest całkiem przyjemne. Na odcinku ok. kilometra mamy do podejścia nieco ponad 100 metrów wysokości. 


z widokiem na Kiczerę 

Do tego sporo dzieje się pod względem widokowym. Mniejsze i większe prześwity oraz znakomite panoramy nas zachwyciły (nawet pomimo tego, że nie mieliśmy idealnej pogody).


W stronę Beskidu Żywieckiego


Beskid Mały


na szczycie

Przy podchodzeniu na Kiczerę, oboje z Mateuszem poczuliśmy głód. Zastanawialiśmy się co zjemy jak już dotrzemy na Żar... a tu z krzaków wyskakuje nam górol sprzedający oscypki, przepraszam scypki lub serki górskie ;) Nie wiem skąd ten facet się wziął, ale z przyjemnością skorzystaliśmy z jego oferty.


panorama z Kiczery

Dalej zmierzamy w stronę Żaru. Na szczycie znajduje się zbiornik elektrowni szczytowo- pompowej. Ze zbocza Kiczery prezentuje się wyjątkowo efektownie. 


Zbiornik na górze Żar, w tle szczyty Beskidu Małego, m.in najwyższy Czupel; w dalszym planie Beskid Śląski


w stronę Międzybrodzia Bialskiego, od lewej szczyty: Gaiki, Groniczki, (C)hrobacza Łąka, Bujakowski Groń


panorama z Kiczery (II) 


Zbliżenie na okolicę (C)Hrobaczej Łąki 


przydrożna kapliczka 



Zbiornik elektrowni widziany ze szlaku Kiczera - Żar



Dojście z Kiczery na Żar powinno zając ok. 40 minut.  Im bliżej Żaru, tym więcej spotykamy turystów. Na szczyt można wjechać kolejką linowo-terenową. Oprócz tego na odwiedzających czeka tu wiele atrakcji, m.in. zwiedzanie elektrowni, ekstremalne trasy rowerowe, tor saneczkowy.  Dzieci mogą spędzić czas na placu zabaw. Do dyspozycji jest także park linowy, restauracja oraz kilka innych punktów gastronomicznych. Ale Żar słynie przede wszystkim z lotów paralotnią oraz szybowcami. 


Zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej na Żarze, z lewej strony - Kiczera 


Panorama z Żaru jest naprawdę imponująca. Widać stąd szczyty Beskidu Małego, Śląskiego i Żywieckiego. 



Beskid Mały - mniej więcej po środku kadru - Czupel i Rogacz, mając więcej szczęścia, w tle , z lewej strony, można zobaczyć Beskid Śląski, m.in. Skrzyczne)


w kierunku Beskidu Żywieckiego



Z Żaru można zejść czarnym szlakiem do Międzybrodzia Żywieckiego (krótsza pętla) wzdłuż linii kolejki. My ze względu na nocleg w Międzybrodziu Bialskim, schodziliśmy szlakiem czerwonym. Jego początek jest bardzo interesujący pod względem widokowym. Później trasa wchodzi w gęstszy las.





Skrzyżowanie czerwonego szlaku z czarnym w kierunku Kozubnika


chata przy szlaku, która przykuła nasz wzrok ;) 


Docieramy do pierwszych zabudowań, a następnie przechodzimy przez Zaporę Porąbka. 


Zapora Porąbka


Za zaporą skręcamy w lewo (szlak żółty i zielony) i wzdłuż drogi wojewódzkiej 948 wracamy do Międzybrodzia Bialskiego. Oglądamy jeszcze  pięknie oświetloną górę Żar z punktu widokowego i z żalem stwierdzamy, że nasza wycieczka dobiegła końca. 



Tak wyglądała nasza trasa (łącznie z błądzeniem w poszukiwaniu Wielkiej Cisowej Grapy): 
Dystans całości  ok. 22-24km/ czas przejścia ok.7-8 h. 


źródło: polar.flow.com


Beskid Mały jest wspaniały! 😃