środa, 29 lipca 2020

Góry Stołowe: dłuższa wycieczka piesza - pętla z Radkowa przez Skały Radkowskie, Baszty, Skalne Grzyby, Niknącą Łąkę, Białe Skały, (Narożnik), Fort Karola, Karłów

Kolejny słoneczny dzień w Górach Stołowych zachęcał do długiej wędrówki. Po wyruszeniu w drogę, okazało się, że jest wręcz upalnie. Razem z Mateuszem cierpieliśmy dodatkowo na pewną przypadłość, która objawia się czasem o poranku, po wieczornym spożyciu zbyt dużej ilości napojów wyskokowych ;-) Kusiło nas, by znacznie skrócić zamierzoną trasę. Z czasem dojrzeliśmy jednak do decyzji, by pokonać ją w całości. 
Startujemy z Radkowa niebieskim szlakiem. Musimy przebrnąć przez miasto, pola aż wreszcie wejdziemy w granice lasu. 



W lesie, jak zawsze, było ciut chłodniej :-) Szlak staje się jednak coraz bardziej stromy. Tego dnia odbywał się akurat Supermaraton Gór Stołowych. Swoją drogą, bardzo podziwiam wszystkich zawodników, którzy wzięli udział w tych zawodach. Pogoda, mimo, że piękna, nie była na pewno sprzymierzeńcem w pokonaniu 50 km po niełatwych ścieżkach Gór Stołowych. Przy Rozdrożu pod Basztami spotykamy pierwszych zawodników. Kawałek dalej biegną kolejni. Kibicowanie skutecznie odwróciło uwagę od naszego złego samopoczucia. Na Rozdrożu zmieniamy znaki szlaku na zielone i z prawdziwą przyjemnością oddajemy się podziwianiu skalnych formacji. 


Na Szosie Stu Zakrętów, do której docieramy, wchodzimy z powrotem na niebieskie znaki i wracamy na Rozroże pod Basztami, zataczając pętlę. Na tym fragmencie trasy, widoki są jeszcze ciekawsze. To zasługa m.in. punktu widokowego, z którego przyjrzeć się można zabudowaniom Radkowa, szczytom Broumowskich Ścian, czy też rozpoznać charakterystyczną sylwetkę Szczelińca Wielkiego. Sporą atrakcją jest także możliwość przejścia mini skalnych korytarzy, wytyczając swój własny kierunek zwiedzania ;-) Takich uroczych miejsc przy znakowanym szlaku jest kilka. 




Szczeliniec i Broumowskie Ściany

Koruna i zabudowania Radkowa






I znów , na Rozdrożu pod Basztami, zmieniamy kolor szlaku na zielony. Pójdziemy nim aż do rozwidlenia Skalne Grzyby, pod Pielgrzymem. Niestety w okresie, w którym byliśmy w Górach Stołowych, wejście na punkt na Pielgrzymie było niedostępne ze względu na ochronę przyrody. Szkoda, ale trzeba było się do wytycznej dostosować. Mimo ominięcia tej atrakcji, wędrówka dostarcza wielu przyjemności. Idziemy wzdłuż skalnych murów, ścieżka jest momentami dość wymagająca, śliska od błota,  cienka, urozmaicona wystającymi z ziemi głazami i korzeniami... Dalej kierujemy się na Skalne Grzyby. Jest to jedyne miejsce w Górach Stołowych, które mnie trochę rozczarowało. Może dlatego, że inaczej sobie je wyobrażałam. Faktycznie najbliższe otoczenie szlaku usłane jest wieloma pięknymi skalnymi elementami, ale naprawdę rzadko które jednoznacznie mi się z grzybami kojarzyły ;-) Pewnie trzeba ich poszukać, trochę w głębi lasu, może ważna jest perspektywa, z której na nie spoglądamy, a może ominęliśmy te najbardziej spektakularne, wybierając mniej atrakcyjne szlaki (których w tym miejscu jest sporo). Tak, czy inaczej, od Pielgrzyma maszerujemy najpierw niebieskim szlakiem, później żółtym. Przy Rogaczu znajduje się spora wiata odpoczynkowa. Stamtąd nieznacznie zaczynamy się obniżać, wchodząc na szeroką drogę. Płynie przy niej strumień, który wziął nazwę od charakterytycznej barwy wody -  Czerwona Woda.

Przy skrzyżowaniu z niebieskim szlakiem (pod Dzikiem) , skręcamy w prawo i zgodnie z jego znakami wracamy do Skalnych Grzybów. Trzeba się skupić, gdyż szlaki w tym miejscu nieco zmieniły swój przebieg. Nie usunięto jeszcze dawnych oznaczeń czy szlakowskazów, więc można mieć drobny problem z orientacją.


Czerwona Woda


jeden ze skalnych grzybów

W końcu podchodzimy do Skrzyżowania przy Borowiku. Spotykamy tu kilku piechurów, którzy opowiadają o pysznym barszczu ukraińskim serwowanym w Karłowie. Czeka tam także ... a jakże zimne piwo! :D No cóż... kolejnym naszym punktem pośrednim będzie więc Karłów. Krótko po odbiciu na żółty szlak, przy trasie zauważamy chyba najbardziej okazałego skalnego grzyba przy szlaku. Dalej wkraczamy na drewniane kładki, a więc teren podmokły. Dziś takie obszary zajmują niewielki odsetek Gór Stołowych, jak i w ogóle Sudetów. Przekształcenia do celów rolniczych i leśnych spowodowały uszczuplenie tego typu skupisk roślinności. Stopniowe niszczenie tych ekosystemów nastąpiło już w XIX w. Torfowiska rozpoczęto osuszać, meliorować, sztucznie sadzić na ich terenie świerki. Przez te działania, niektóre gatunki roślin wyginęły. Warto zaznaczyć, że torfowiska nadal pełnią ważną rolę. Oprócz magazynowania ogromnych ilości wody, stanowią siedlisko wielu wyjątkowych gatunków roślin. Co ciekawe, torf doskonale konserwuje pyłki i szczątki roślin. Te, poddane badaniom, potrafią dać odpowiedzi na wiele nurtujących pytań dotyczących zmian klimatu czy historii roślinności na danym obszarze. Torfu używa się także m.in. jako organiczny nawóz, składnik farb czy wosku. O wyjątkowych właściwościach i skarbie, jakim są torfowiska, przypominają tablice rozmieszczone przy ścieżce dydaktycznej "Niknąca Łąka". Warto się z nimi zapoznać. 



Żółtym szlakiem pójdziemy dalej aż do Karłowa. Co  jakiś czas, dobijać do niego będą oznaczenia w innych kolorach. Trasa od Niknącej Łąki jest szeroka, można nieco nadrobić tempo. Warto zachować jednak czujność, bo przy skrzyżowaniu z zielonym szlakiem (Dylówka), musimy odbić w prawo. Łatwo się zagadać i przeoczyć to miejsce. Tu nasza ścieżka będzie już węższa, ale po ok. kilometrze z pewnością zainteresują nas okoliczne skały. Wiele grup można w niewielkim zakresie dodatkowo zwiedzić. Wyznaczono bowiem ścieżki znakowane czarnym trójkątem. Niestety powrót odbywa się tymi samymi trasami. Gdy spoglądałam na mapę, zaintrygowała mnie skała o nazwie Dupek Dzwończy. Niestety w terenie ciężko było mi ją rozpoznać ;) 





Trzeba przyznać, że szlak jest przepiękny. Skalne otoczenie zachwyca, zmusza do zatrzymania, podziwiania i odkrywania. Magia Gór Stołowych to nie tylko Szczeliniec czy Błędne Skały. Tu mamy tego szczególny dowód. 





"Gubimy" zielony szlak, zmierzamy już w stronę Lisiej Przełęczy. Po drodze możemy odbić na dwie geoatrakcje. Pierwszą z nich są Podmorskie Kanały. Osobliwość procesów tu zachodzących wyjaśnia stosowna tablica. Podobnie jest w przypadku Wiszącej Skały.




Z Lisiej Przełęczy postanawiamy wejść jeszcze na Narożnik (851 m n.p.m.) . Szczyt ten znajduje się w zestawieniu Korony Gór Stołowych. Dodatkowo znany jest z przepięknej panoramy. Stanowi sam w sobie świetny taras widokowy. Podejście od Szosy Stu Zakrętów nie powinno zająć więcej niż 15-20 minut. Warto podjąć ten wysiłek. W pogodne dni, widoki są obłędne! Na tym krótkim odcinku znów spotkaliśmy zawodników biegu SGS. Nieco innymi trasami, zmierzaliśmy do wspólnego celu - Karłowa. To właśnie tam znajdowała się meta tego wymagającego biegu.
Z Narożnikiem związana jest także bardzo smutne wydarzenie. W pobliżu jego wierzchołka,  17 sierpnia 1997r. zamordowano dwóch studentów wrocławskiej uczelni. Sprawcy (sprawców) zbrodni do dziś nie udało się schwytać.

widoki z Narożnika - Góry Bystrzyckie i Orlickie


Wycofujemy się znów do Lisiej Przełęczy. Czeka nas teraz krótkie podejście, ok. 200 m. Szlaki trzech kolorów (żółty, zielony, niebieski) skręcają wówczas w lewo. Gdy spojrzymy w przeciwną stronę, zobaczymy dość oczywistą ścieżkę znakowaną zielonym trójkątem. Warto nadłożyć nieco drogi i zajrzeć do Fortu Karola. To, co dziś można zobaczyć, to niestety ruiny dawnej warowni nazwanej na cześć cesarza Karola VI. Jest to, mimo wszystko, miejsce o dość romantycznym charakterze, a "wisienką" na torcie z pewnością może być bajeczny widok na Szczeliniec.


Fort Karola

Widoki z Fortu Karola

Stąd do Karłowa już tylko nieco ponad 2km. Biegacze docierają do mety, zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. My także jesteśmy zadowoleni, gdy meldujemy się w Karłowie. Oznacza to odpoczynek i uzupełnienie kalorii z dodatkiem złotego napoju. Znajdujemy knajpkę, w której podają ten pożywny, reklamowany przez chłopaków przy Skalnych Grzybach,  barszcz ukraiński - Zajazd Karłów. Jesteśmy jednak tak głodni, że zamawiamy jeszcze drugie danie. Pełne brzuchy nas rozleniwiają. Trzeba jednak stawić czoła jeszcze kilkukilometrowej trasie do naszej bazy. Idziemy "deptakiem" w stronę Szczelińca, ale na pierwszym rozwidleniu odbijamy w prawo, na czerwony szlak. Drogę tę znamy już z naszej wycieczki na Szczeliniec kilka dni wcześniej. Kombinacją tras - czerwonej, niebieskiej i żółtej docieramy do Radkowa. Robimy zapasy w markecie przy Rynku i udajemy się na zasłużony odpoczynek. 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza