piątek, 19 sierpnia 2022

Czeski Raj: Hruboskalsko oraz skalne miasto Kozlov (Zamek Hruba Skala, Valdstejn, Mariánska vyhlídka, Zamek Trosky)


O istnieniu Czeskiego Raju dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Zdjęcia, które wówczas w internecie zobaczyłam, zachęciły mnie do tego, by jak najszybciej poodkrywać tutejsze ścieżki. 
Jako bazę wypadową, wybraliśmy Autocamping Sedmihorky, który otwarty jest przez cały rok! To naprawdę potężny kemping z wszystkimi udogodnieniami, ale za niektóre trzeba dodatkowo zapłacić (np. za dostęp do wi-fi, prysznic, pralkę itp.) . Sporym atutem tego kempingu jest położenie w pobliżu szlaków oraz stacji kolejowej (z której skorzystaliśmy wybierając się na jedną z wycieczek). Na początek ruszyliśmy jednak na ścieżki Hruboskalska - jednego z najbardziej popularnych skalnych miast Czeskiego Raju. Warto wspomnieć, że region ten słynie właśnie z przepięknych skalnych formacji , ale także z  zamków i pałaców. Gdzieś na tyłach kempingu odnajdujemy strzałkę wskazującą kierunek wędrówki do Zamku Hrubá Skála, ale ścieżki są tu poplątane i poprzecinane innymi. Łatwiej więc wejść na znakowany na żółto szlak, kierując się na stawy - najpierw na Pilský rybnik, a następnie Smíchouzův rybnik, przy którym łatwo już go namierzyć.
Proponowana trasa stanowi pętlę, tak więc wędrówkę możecie rozpocząć w dowolnym miejscu. Parkingi płatne znajdują się m.in.  przy zamku Hrubá Skála, przy stawie Pilský rybnik, w pobliżu (ok. 2 km od) Zamku Valdštejn. Za darmo zaparkować można natomiast przy węźle szlaków Adamova lože. Turyści niezmotoryzowani dojadą w okolice proponowanej trasy pociągiem np. z Turnova lub Jiczyna (najlepiej wysiąść na stacji Karlovice-Sedmihorky lub Hrubá Skála) . W okresie letnim kursują także autobusy. Aktualną mapkę połączeń autobusowych można otrzymać np. w informacji turystycznej w Turnovie. 

My wchodzimy na żółty szlak przy stawie  Smíchouzův rybnik. Od samego początku jest tu przepięknie. Trasa przypomina kształtem meandrującą rzekę. Łączy kilka źródeł, z których możemy napić się krystalicznie czystej wody: 


jedno ze źródełek

Trasa następnie przeprowadza wzdłuż coraz  wyższych i ciekawszych formacji skalnych. Na niektórych zauważamy wspinaczy!


Dalej przechodzimy obok symbolicznego cmentarza (Symbolický hřbitov horolezců), poświęconego wspinaczom ,związanym przede wszystkim z rejonem Hruboskalska, którzy zginęli w górach. Inicjatorem powstania tego miejsca pamięci był Valerián Karoušek. Niestety nie doczekał się realizacji tego przedsięwzięca. W 1970 roku zginął tragicznie, z innymi wspinaczami, w ogromnej kamiennej lawinie pod Huascaran w Peru. Tragedia ta stała się impulsem do tego, by cmentarz ten ostatecznie  powstał. Został otwarty dokładnie w jej rocznicę. 
Do pokonania mamy trochę schodów, odrobinę podejść i niedługo  zameldujemy się  w ponoć najpiękniejszym punkcie widokowym Czeskiego Raju (Mariánská vyhlídka).

Jeszcze przed wejściem na tę popularną platformę widokową, zauważamy ciekawe skałki. Nie mogliśmy się powstrzymać i podążyliśmy w ich kierunku. Świetnie prezentuje się stąd  Kozákov - najwyższy szczyt Czeskiego Raju oraz Ještěd. 


 Kozákov


Ještěd

Z kolei widoki z Mariánskiej  vyhlídki , koncentrują się głównie na Zamku Hrubá Skála, Zamku Trosky oraz okolicznych skalnych basztach.  


Zamek Hrubá Skála i  Zamek Trosky (w oddali)


skalne baszty i Zamek Trosky ( w tle)


Zbliżenie na Zamek Trosky, którego wieże wybudowano w kominach wygasłych wulkanów


w orientacji w terenie pomaga trochę ten metalowy dekiel ;)

Kawałek dalej znajduje się odbicie na kolejny punkt widokowy - Zámecką vyhlídkę. Następnie powoli obniżamy się do rozwidlenia Adamova lože. Mieliśmy iść  od razu  w kierunku Zamku, jednak skalne formacje i korytarze, które stąd widać, zachęciły nas do tego, by ruszyć w ich stronę. 


Na szlakach Hruboskalska nie można się nudzić!

Nie żałujemy tego ani trochę. To była świetna decyzja. Czekają tu ciasne korytarze, wąziutkie przejścia, wykute w skałach stopnie i potężne piaskowcowe formy, których wysokość przekracza nawet 50 metrów! Zmieniamy więc na moment znaki szlaku na niebieskie i kierujemy się w stronę Adamowego Łoża. Dziś można zobaczyć jedynie pozostałości łoża (a w zasadzie czegoś co przypomina wyglądem wygodne legowisko). Na przeciwko stała niegdyś rzeźba , którą stanowiła para podczas miłosnego uniesienia oraz Amor. Niestety  nie wszystkim ten rodzaj sztuki przypadł do gustu i do dziś rzeźba się nie zachowała. Mimo to, warto tu odbić przed dotarciem do Zamku Hruba Skala, bo na tym krótkim odcinku czai się mnóstwo skalnych atrakcji. 

Adamowe Łoże można podziwiać ze skalnych stopni


Później trzeba wejść w skalną szczelinę

A gdy szlak niebieski połączy się z zielonym, wypatrujmy samodzielnych zielonych oznaczeń. Przed nami tzw. Mysia Dziura. Szlak jeszcze bardziej się zwęzi, ukazując jednocześnie swoje bardzo ciekawe oblicze. 


Mysia dziura (fragment samodzielnego zielonego szlaku)

Po takiej uczcie dla oczu, ciężko wyjść na asfaltową drogę 😉. Ale trzeba. Przy Zamku Hruba Skała znajduje się kilka punktów gastronomicznych oraz parking, o którym na początku tego wpisu już wspominałam. W budynku Zamku także działa nieco bardziej wykwintna restauracja. Za wejście na teren obiektu pobierana jest symboliczna opłata. Oprócz wejścia na dziedziniec, można wdrapać się na wieżę widokową oraz obejrzeć bardzo ciekawą część muzealną: 

dziedziniec zamku Hruba Skala

widok z wieży w stronę skalnych punktów widokowych, które kilka chwil temu odwiedziliśmy


widok na restaurację zamkową oraz Zamek Trosky

piękny kominek w części muzealnej



i równie piękne jedno z pomieszczeń



Most prowadzący do Zamku oraz rosnący w pobliżu mostu amarylis 

Jedna z rzeźb zdobiących most do Zamku, wykonana przez Josefa Jelinka w XVIII w. 

Opuszczamy powoli Zamek i asfaltową drogą kierujemy się znów w stronę rozwidlenia przy Adamowym Łożu. Naszą uwagę przyciągają niespodziewanie strome schodki. Musimy zobaczyć dokąd prowadzą!  Niestety nie należą do najwygodniejszych, ale ciekawość zwyciężyła. Docieramy do punktu Prachovna (Prochownia), która nie na darmo się tak nazywa. Podobno mieściły się tu niegdyś składy amunicji. 

 

W pełni letniego sezonu, widoki przysłaniają nieco drzewa, ale i tak miło jest spojrzeć stąd w stronę Zamku i hotelu Štekl . 


hotel Štekl

Do asfaltowej drogi trzeba wycofać się po tych samych niewygodnych stopniach. Następnie wybieramy szlak czerwony i jego oznaczenie będzie towarzyszyć nam aż do Zamku Valdštejn. Wytyczona trasa przebiega przez arboretum Bukovina (trzeba wejść przez drewnianą furtkę na jego teren) . A tam , oprócz ciekawej roślinności , czeka inne miłe zaskoczenie - działa punkt informacji turystycznej, gdzie można pobrać darmowe materiały dotyczące Czeskiego Raju, kupić te bardziej obszerne, przybić pamiątkową pieczątkę oraz np. napić się piwa ;)

Kolejnym ciekawym punktem na naszej trasie jest vyhlídka na  Kapelu. Widoczne stąd skalne baszty otrzymały swoje unikalne nazwy. Część z nich możemy poznać dzięki tablicy umieszczonej w pobliżu. Jestem ciekawa jak pójdzie Wam ich tłumaczenie z czeskiego na polski ;) 



W niedalekiej odległości wspaniale ugości nas także Vyhlídka u Lvíčka. Perspektywa nieco się zmienia, ale widoki wciąż są zachwycające. 

Spokoju nie daje mi pasmo, które widzimy w oddali (z lewej strony Kozakova na powyższym zdjęciu z prawej) Po uruchomieniu zooma w aparacie, zagadka zostaje rozwiązana - są to Karkonosze ze Szrenicą na czele. Poniżej dowód: 

Następnie wędrujemy typowo leśnym odcinkiem w stronę kolejnego ważnego punktu - Zamku Valdštejn. Niestety nie zwiedzamy go. Akurat w najbliższym czasie ma ruszyć grupa z przewodnikiem w języku czeskim, a zwiedzanie bez przewodnika omija najciekawsze punkty. Oglądamy za to ekspresyjne rzeźby zdobiące most prowadzący do warowni. Są to kopie prac artysty , znanego nam już z Zamku Hruba Skała , Josefa Jelinka. 

Z zamku możemy wycofać się nieznacznie i po ok. 0, 5 km rozpocząć schodzenie malowniczym niebieskim szlakiem w stronę Sedmihorek. Wówczas cała trasa powinna wynieść ok. 10-12 km. Nas jednak kusiło coś więcej. Po spojrzeniu w mapę, postanowiliśmy obejrzeć jeszcze jedno skalne miasto -  Kozlov. Wówczas  trasa wydłuży się o kolejne  10-11 km. Spod "Valdštejna" ruszamy żółtym szlakiem. Ten prowadzi lasem, wśród nieco mniej okazałych skał. Cieszy nas, że jest to kierunek rzadziej wybierany przez turystów. Świadczy o tym m.in. wyjątkowe spotkanie z rodzinką strzyżyków. Najpierw spostrzegliśmy jednego z rodziców, a następnie udało nam się zauważyć słodkie maluchy. Strzyżyk to jeden z najmniejszych ptaków występujących w tej części Europy. 

Dalej spostrzegliśmy zdecydowanie większego ptaka - myszołowa: 

oraz mini stadko przyglądających nam się krów: 

Ten fragment trasy okazał się bardzo dziki, taki jak lubimy. Następnie przekraczamy asfaltową drogę,  i maszerujemy wzdłuż węższej, także utwardzonej. Przy skrzyżowaniu dróg działa restauracja. Mijamy zabudowania i znów wchodzimy w las. To właśnie wśród drzew znajdziemy Rajsovą vyhlidkę - kolejny niezwykły punkt widokowy.

Wzrok przykuwa przede wszystkim Ještěd, ale wprawne oko dostrzeże także szczyty  Karkonoszy. 


Pora na przerwę. Puszki w plecakach już swoje przeżyły, czas zrobić z nich użytek i opróżnić ;) Pomiędzy nimi, widać mnie, próbującą zorientować się w terenie/ fot. Mati 


Zbliżenie na Śnieżne Kotły i Łabski Szczyt


Ještěd, z lewej

Przed nami ruiny Zamku Kozlov (Zřícenina Hradu Kozlov). Jesteśmy bardzo ciekawi jak wygląda to miejsce. Wkrótce staje się to jasne: 

Jesteśmy przy ruinach! czas je nieco poeksplorować: 

Spore wrażenie robi także całe skalne miasto Kozlov. Postanawiamy przejść się trochę bez oznakowań u stóp piaskowcowych formacji. Główny szlak urozmaicają schodki, węższe przejścia oraz ułatwiające spacer barierki. 


Zwiedzam Skalne Miasto Kozlov. Łatwo tu zgubić właściwy kierunek, bo wszystko fascynuje i aż prosi się o podejście bliżej. 

Najłatwiej wrócić stąd do głównej asfaltowej drogi tą samą trasą. Mając odpowiednią mapę, można pokusić się o marsz równoległą drogą, by nie powtarzać tego odcinka. Tak właśnie zrobiliśmy. Gdy tylko wyszliśmy na otwartą przestrzeń, zaniepokoiły mnie burzowe chmury. Fakt - zapowiadali tego dnia burze na wieczór, ale byliśmy pewni, że mamy zapas czasu. Później mieliśmy nadzieję, że nas ta burza nie obejmie. Przyspieszyliśmy jednak kroku. Po dotarciu do głównej asfaltowej drogi, ruszyliśmy w stronę miejscowości Kacanovy. Jeszcze przed tabliczką z jej nazwą powinniśmy odnaleźć niebieski szlak, który nas interesował. Pomruki burzy były coraz częstsze i głośniejsze. Nieco odwagi dodała nas para, którą zauważyliśmy przed nami. Nie będziemy sami jak złapie nas jednak to gwałtowne zjawisko pogodowe - pomyśleliśmy. Nadzieja jednak szybko zgasła, bo para "zapakowała się" chwilę później  do samochodu, a my zostaliśmy na szlaku sami. Zazwyczaj to doceniamy. Tym razem jednak zadziałało to na nas demotywująco. Tętno podskoczyło, tempo także. Próbowaliśmy jak najszybciej gnać przez siebie, by burza jak najpóźniej nas dorwała. Przez to zupełnie nie zerkaliśmy w stronę skalnych reliefów czy Zamku Kavciny. Strach nas obleciał, bo dawno nie byliśmy świadkami takich wyładowań. W końcu dotarliśmy do drogi, którą tego dnia już szliśmy - w stronę Zamku Valdštejn. Zauważyliśmy tam niewielką wiatę, która dała nam schronienie (na zdjęciu poniżej) 


Wiata ta uratowała nam tyłki! Usiedliśmy na części "stołowej" (sorry), by jak najlepiej odizolować się od podłoża. Siedzieliśmy w pewnej odległości  od siebie, a nasze nogi (każde z nas je złączyło) dyndały sobie nie dotykając ziemi. Spędziliśmy w takich pozycjach ok. 40 minut! Pioruny waliły dookoła, a grzmoty były tak głośne, że zatykałam sobie uszy, by je wyciszyć. Gdy w końcu mogliśmy bezpiecznie opuścić nasze schronienie, suchy piach, zastąpiło glajdowate błotko. Przed nami jeszcze ok. 3,5 km (niebieskim szlakiem) do kempingu Sedmihorky. Po drodze możemy odwiedzić punkt widokowy Janova vyhlídka. Początkowo bałam się podejść do metalowych barierek, ale teoretycznie burza przeszła dalej. Ciekawiło mnie też jak zmienił się po tej ulewie krajobraz Czeskiego Raju. 

Ewakuujemy się jak najniżej, korzystając z chwilowego okienka pogodowego. Zgodnie stwierdzamy, że ten szlak ma ogromny potencjał turystyczny, ale lepiej odwiedzać go w nieco bardziej sprzyjających warunkach. 

 

Bezpiecznie docieramy do kempingu. Chcemy schronić się w kuchni, by przygotować sobie coś pożywnego. Inni mieli podobny pomysł. Mimo to znajdujemy tam miejsce. Gdy przekraczamy próg kuchni, widzimy kolejny błysk i po chwili słyszymy grzmot. Burza znów jest nad nami. Późnym wieczorem nieco się rozpogadza, a chmury tracą swój groźny wygląd...


Na koniec podsyłam mapkę przebytej trasy: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz