poniedziałek, 29 grudnia 2025

Góry Stołowe: Krótka trasa na Szczeliniec Wielki

Szczeliniec Wielki to najbardziej popularny szczyt w polskiej części Gór Stołowych. Latem, by przejść skalnym labiryntem rozpoczynającym się przy schronisku w pobliżu kulminacji, bilety trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Inaczej jest w sezonie zimowym. Wówczas przejście tą trasą odbywa się na własną odpowiedzialność. Kasy są nieczynne, jednak należy pamiętać o tym, że własne bezpieczeństwo jest najważniejsze i jeśli nie mamy doświadczenia w takim terenie w zimowych warunkach i nie czujemy się pewnie, lepiej sobie odpuścić. 

W Góry Stołowe trafiliśmy ostatnio pod koniec listopada. Nie wiedzieliśmy jak wygląda sytuacja na szlaku. Startowaliśmy z bezpłatnego parkingu przy drodze do schroniska Pasterka. Żółtym szlakiem ostrożnie weszliśmy na Przełęcz, gdzie połączyliśmy się ze szlakiem z Karłowa. Ponieważ byliśmy wcześnie rano, nawet w słoneczny weekendowy dzień, tłumów nie było. Dopiero gdy dotarliśmy do schroniska, po dłuższej chwili budynek zaczął zapełniać się piechurami pragnącymi się ogrzać przed dalszą wędrówką. W skalnym labiryncie nie byliśmy sami, ale bez większych problemów mogliśmy swobodnie brnąć do przodu. Warto wiedzieć, że trasa przez labirynt to w wielu miejscach skalne szczeliny, stopnie oraz fragmenty, które niektórzy muszą pokonać na czworakach. Zimą bywa tu niebezpiecznie. Schody są oblodzone i bardzo śliskie. Nietrudno o upadek. Bez raczków (chociaż w plecaku, by móc ich użyć w razie potrzeby) z pewnością zimą bym się tu nie wybierała. Nam na szczęście raczki się nie przydały. Całkiem sprawnie pokonaliśmy ten wyjątkowy skalny fragment Szczelińca i zameldowaliśmy się na rozwidleniu szlaków. Wybraliśmy tam szlak znakowany niebieskim kolorem i bez towarzystwa kogokolwiek poza nami dotarliśmy bezpiecznie do parkingu. 
Trasa nie jest długa, daje sporo frajdy. Zimą szczególnie trzeba jednak uważać i zachować ostrożność i w razie czego po prostu się wycofać. 

Nasza trasa: 




















sobota, 27 grudnia 2025

Pogranicze polsko-czeskie w rejonie Nachodu: Ścieżka edukacyjna Beloves, Dobrosov, Jiráskova chata

Pogranicze polsko-czeskie w rejonie Nachodu to obszar, w którym historia, kultura i przyroda splatają się w wyjątkowy sposób. W dzielnicy miasta Náchod - Běloves rozpoczyna się ścieżka edukacyjna, która zapoznaje odwiedzających z rolą linii umocnień w strategii obronnej Czechosłowacji przed II wojną światową. Rozbudowany system  z lat 30. XX wieku jest częścią tzw. Linii Benesza  – potężnego programu obronnego przygotowywanego przed agresją hitlerowską.

Na zboczach wzniesień w pobliżu polsko-czeskiej granicy do dziś zobaczyć można liczne schrony bojowe, tradytory oraz większe obiekty artyleryjskie, często bardzo dobrze zachowane. Część z nich udostępniona jest zwiedzającym jako muzea, inne pozostają ukryte w lasach, stanowiąc ciekawy cel nie tylko dla miłośników historii i militariów. 

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy z bezpłatnego parkingu w pobliżu stacji kolejowej Náchod - Běloves (przy ul. Kapitána Jaroše). Stąd zielonym szlakiem wspięliśmy się niemal na wysokość 600 m n.p.m. (wieś Dobrošov). Po drodze obejrzeliśmy kilka schronów i bunkrów, które dość gęsto rozsiane są w tej okolicy. Nie mogliśmy odmówić sobie krótkiego odpoczynku w schronisku Jiráskova chata, skąd roztacza się przepiękny widok w zasadzie w każdym kierunku. Ponadto warto zaznaczyć, że budynek jest dziełem architekta Dušana Jurkoviča. Odpowiada on za wiele innych wyjątkowych projektów jak np. cmentarz nr 51 na Rotundzie (Beskid Niski) czy most w Nowym Mieście nad Metują oraz Turistická chata Peklo, o których mogliście przeczytać tu: Pogórze Orlickie: Z Nowego Miasta nad Metują do Nachodu (Nové Město nad Metují - Jurankova vyhlidka - wieża widokowa Varta, Sendraz - Nachod) Do Nachodu wracaliśmy niebieskim szlakiem, który w górnym swoim biegu uraczył nas pięknymi widokami w stronę Karkonoszy i innych sudeckich pasm. 
Mapa naszej trasy: 



obiekt w pobliżu parkingu przy ul. Kapitána Jaroše


Villa Panzinka - oby ktoś ją uratował!


Nachod i Karkonosze - widok ze szlaku


jeden z tych bardziej zniszczonych obiektów


Nachod i górujący nad miastem zamek


Schron piechoty N-S 82 Brzezinka - udostępniony do zwiedzania z przewodnikiem od maja do września, bilet kosztuje 100 CZK



w stronę Gór Stołowych


Schron piechoty N-S 72 Můstek


schronisko Jiráskova chata


na niebieskim szlaku w stronę Nachodu


poniedziałek, 3 listopada 2025

Węgry: Balaton i okolice - Badacsony - wulkany, wino i świetne widoki


Z czym kojarzył mi się Balaton zanim tam dotarłam? W zasadzie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Wydawało mi się, że największe węgierskie jezioro leży na rozległej równinie. Że będzie płasko, przyjemnie i trochę jak w nadmorskim kurorcie. Zdziwiłam się, dojeżdżając na miejsce i widząc z daleka całkiem spore górki. Szybko doczytałam, że wzgórza, takie jak Badacsony czy Hegyestű, to pozostałości dawnych wulkanów. Zrobiło się ciekawie. 

Okolice Balatonu -  co zobaczyć? 

Nocowaliśmy na campingu Badacsony, więc powulkaniczne wzgórze (437 m n.p.m.) o tej samej nazwie mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Wiedziałam, że musimy na nie wejść, tym bardziej, że na wierzchołek prowadzą znakowane szlaki turystyczne. 
Z campingu podeszliśmy w stronę niebieskiego szlaku. Naszą uwagę przykuły winnice oraz... lokalne winiarnie. Nie potrafiliśmy się oprzeć, musieliśmy skosztować tutejszych wyrobów. W winiarni Kéknyelű borozó zamówiliśmy muskat (100 ml za ok. 5 zł/ sierpień 2025r.) i popodziwialiśmy okoliczne krajobrazy. Później okazało się, że przy trasie takich winiarni jest więcej. 


Badacsony i winorośle 


Cała masa krzewów! Z prawej strony taras jednej z winiarni

Nie chcieliśmy na Badacsony iść najkrótszą trasą, toteż na rozwidleniu szlaków odbiliśmy w lewo, na ścieżkę znakowaną czerwonym kolorem. Nie spotkaliśmy na niej nikogo. Czerwony szlak okrąża wierzchołek,  nie wprowadza w partie szczytowe. Dlatego przy rozwidleniu szlaków Bujdosók lépcsője (Rodostó turistaház) odbijamy na schody i pniemy się ku najwyższemu punktowi wycieczki. 


winnice są wszędzie! 


Balaton - widok ze szlaku

Rozwidlenie tras


strome schody wydają się nie mieć końca

Zanim tam dotrzemy, odwiedzamy jeszcze kilka punktów widokowych. Przy kulminacji Badacsony znajduje się wieża widokowa (Kisfaludy-kilátó). Widoki, jakie można z niej zobaczyć należą do wyjątkowo przyjemnych, a pagórkowaty krajobraz zaskakuje. 

wieża widokowa (Kisfaludy-kilátó)


widok w stronę Szent György-hegy (415 m n.p.m.)


pierwsze skrzypce gra tu  Gulács-Hegy (393 m n.p.m.), za nim znajduje się wzniesienie Csobánc, na którym zobaczyć możemy ruiny zamku


Balaton 


Balaton i winnice - duet doskonały


i znów skusiliśmy się na degustację ;)

Ze szczytu schodziliśmy już krótszym wariantem trasy. Ponieważ było jeszcze całkiem wcześnie, zajrzeliśmy do centrum miejscowości. Tu sporo działo się do wieczora. Otwarte knajpki, stragany z pamiątkami. Czuliśmy się  trochę jak w sezonie nad polskim morzem lub w niektórych zakamarkach Krupówek. Chętnie wrócimy  nad Balaton. Jest tu o wiele więcej do odkrycia niż się spodziewaliśmy. Oprócz "wielkiej wody", kuszą  liczne szlaki piesze, górki, zamki i cała masa typowo turystycznych atrakcji.

Postaw kawę za:



Przykładowa trasa: 

wtorek, 28 października 2025

Węgry: Balaton i Półwysep Tihany - jak dotrzeć? zwiedzanie? co zobaczyć? wskazówki dla niezmotoryzowanych

Jadąc pierwszy raz nad Balaton, szukałam informacji o miejscach, które koniecznie trzeba zobaczyć. Wielokrotnie, w różnych opracowaniach, wzrok przykuwał półwysep Tihany. To właśnie tam rozpoczęliśmy krótki pobyt nad "węgierskim morzem". 

Naszą bazą wypadową był camping Badacsony (https://badacsonycamping.hu/en/). Zależało mi na tym, by w pobliżu campingu znajdowała się stacja kolejowa, ponieważ chciałam przejechać się węgierskim pociągiem. Okazja nadarzyła się już w przypadku wycieczki na półwysep Tihany. Pociągiem dojechaliśmy do Aszófő, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę zbliżoną do dystansu półmaratonu. 
Bilety na przejazd do Aszófő kupiliśmy a automacie na stacji kolejowej, a bilety powrotne - przez internet (zakup w automacie jak i przez internet pozwala cieszyć się zniżką 5-10% od ceny podstawowej)
Niebieskim szlakiem ze stacji kolejowej dotarliśmy do kapliczki Apáti templom


kapliczka Apáti templom


samoobsługowe stoisko przy szlaku - jeśli dobrze zrozumieliśmy, można było kupić sok/ syrop z czarnego bzu (bez konserwantów) :) 

W tym miejscu odbiliśmy z asfaltowej drogi i kierowaliśmy się w stronę wieży widokowej Őrtorony-kilátó (wstęp bezpłatny). Panoramy z górnego tarasu zachwycają. Warto podjąć wysiłek i się nimi uraczyć. 


wieża widokowa Őrtorony-kilátó






miejscowość Tihany

Następnie wycofaliśmy się nieznacznie do rozwidlenia szlaków i wybraliśmy żółte i zielone oznaczenia. W większości szlaki te biegną równolegle. Jedynie na krótkich fragmentach się rozdzielają. Trasa jest niezwykle malownicza. Skały i inne formacje zdradzające swoje powulkaniczne pochodzenie i kapitalne widoki na Balaton zachwycają i rozbudzają wyobraźnię. Niestety informacje na szlakowskazach zapisane są jedynie w języku węgierskim. Przydaje się więc mapa terenu, chociażby w telefonie. 






skalny grzyb


W końcu przyszedł czas, by kierować się w stronę miejscowości Tihany. Kombinacją oznaczeń żółtych i zielonych docieramy do jeziora kalderowego Belső-tó. Powstało ono przez częściowe zasypanie i wypełnienie wodą kaldery dawnego wulkanu. Bardzo ucieszyło mnie zaobserwowanie brodzących przy brzegu zbiornika szczudłaków. 


jezioro Belső-tó, w tle zabudowania Tihany


szczudłaki

W pobliżu możemy zaobserwować również inne ciekawe zwierzęta - susły moręgowane. Jest ich tu naprawdę sporo.


suseł moręgowany

bydło węgierskie szare - okolice jeziora  Belső-tó

Chwilę później wkraczamy w zabudowania Tihany. Miejscowość jest bardzo popularna wśród turystów. Najważniejszym zabytkiem Tihany jest opactwo benedyktyńskie założone w 1055 przez Andrzeja I (możliwość zwiedzania za opłatą). Nam przypadły do gustu także niewielkie knajpki, punkty z pamiątkami, wśród których królują wyroby z lawendy i papryczek chili. Można tu spróbować np. piwa lawendowego oraz piwa z dodatkiem chili. To drugie spróbowaliśmy w wersji "medium" i ciężko było namje wypić. Piekielnie ostre. Ale czego się nie robi, by z podróży przywieźć do kolekcji nowy kapsel od piwa ;) 

opactwo benedyktyńskie


bliskie okolice opactwa


jedna z klimatycznych uliczek Tihany 




W Tihany można spędzić sporo czasu. Jest tam tak klimatycznie, że żal opuszczać wąskie uliczki, ozdobione pamiątkami kramiki, czy "wylewające" się zewsząd ozdoby z dodatkiem fioletowych kwiatków lawendy.  
W drodze powrotnej do pociągu zapuściliśmy się jeszcze na ścieżki we wschodniej części wzgórza Óvár, gdzie znajdują się wykute w skale pustelnie mnichów (Barátlakások). 


Barátlakások


Barátlakások

Dotarliśmy także na plażę przy Lepke sor, gdzie zimne piwo Soproni dodało nam energii do dalszego marszu. Sporą część półwyspu obeszliśmy, ale wiem, że mogliśmy zobaczyć więcej. 


mapa Półwyspu Tihany / źródło: mapy.com


Jeśli jesteście niezmotoryzowani, nad Balaton dotrzecie np. pociągiem z Budapesztu. Zdarzają się połączenia bezpośrednie np. Budapeszt - Badacsony czy Budapeszt Balatonfüred. W niektórych przypadkach trzeba się przesiąść np. w Székesfehérvár.
Wyszukiwarkę połączeń znajdziecie na stronie węgierskich kolei: https://jegy.mav.hu/

Natomiast do Budapesztu z Polski dostaniecie się np. samolotem, pociągiem lub autobusem (np. Flixbus).