Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzeum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzeum. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 sierpnia 2019

Zalipie, czyli piękna malowana wioska w województwie małopolskim




O Zalipiu dowiedziałam krótko przed wyjazdem na nasz dłuższy urlop. Zobaczyłam u kolegi zdjęcia z tego miejsca i zachwyciły mnie one na tyle, że zaczęłam szperać gdzie to Zalipie się znajduje. Kilka dni później trafiłam w internecie na artykuł, w którym wymieniano miejsca w Polsce, jakie przynajmniej raz w życiu trzeba zobaczyć. W tym zestawieniu Zalipie także się znalazło. Razem z Mateuszem postanowiliśmy więc odwiedzić tę "malowaną wieś" nadrabiając zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od wyznaczonej trasy z Poznania do Koszyc, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg podczas wakacji. Zalipie to miejscowość w województwie małopolskim, niedaleko Tarnowa. Podobno jej popularność wśród turystów rozkwitła w ciągu ostatnich lat, ale malowane domy zdobią ją już od kilkunastu dekad.

Przed wyjazdem, zabrakło czasu na "googlowanie" co zobaczyć w Zalipiu, głowy zaprzątały nam sprawy związane z głównym celem podróży - północną Rumunią. Dziś żałuję trochę, że nie dowiedziałam się o tej miejscowości przed wyjazdem ciut więcej. Może wówczas weszlibyśmy do środka Domu Malarek, do kościoła,  poszwendali się w najbardziej reprezentacyjnych zakamarkach wsi... Dom Malarek udało nam się obejrzeć jedynie z zewnątrz, a teraz wiem już, że to miejsce ma do zaoferowania dużo więcej. 


Nasze wyobrażenia o Zalipiu były nieco inne. Wydawało nam się, że wszystkie domy w tej wsi ozdobione są pięknymi kwiatowymi motywami. Pierwsze chwile w Zalipiu nas trochę rozczarowały, gdyż uroczych zdobień trzeba było naprawdę wypatrywać.  Podjechaliśmy do Domu Malarek, do którego kierują liczne drogowskazy i "strzałki". Malowidła zdobią budynek, ławki, zegar słoneczny... praktycznie wszystko dookoła posiada kolorowe ornamenty i to jest naprawdę przepiękne. 






Przy drodze zauważyliśmy także muzeum, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia (z racji tego, że nasza wizyta w Zalipiu miała więcej wspólnego ze spontaniczną akcją). To Zagroda Felicji Curyłowej. Długo się nie zastanawialiśmy, zatrzymaliśmy auto na niewielkim parkingu i udaliśmy się na zwiedzanie. Kupując bilet wstępu za 8 zł (ulgowy 5 zł), możemy odwiedzić 3 piękne malowane domy. Zwiedzanie wnętrz możliwe jest tylko z obsługą (wycieczki ruszają o pełnych godzinach!). Zdecydowanie warto udać się w tę kolorową podróż i na własne oczy zobaczyć przepięknie zdobione ściany i przedmioty codziennego użytku. Tradycja malowania domów rozpoczęła się od ozdabiania przez kobiety zadymionych, ciemnych ścian białymi plamkami (wapno), by nieco rozjaśnić wnętrza.Z czasem wzory były coraz bardziej skomplikowane i ciekawe. Jednak za propagatorkę przepięknych, kolorowych  zdobień, uważa się Felicję Curyłową, której dom posłużył za inspirację dla innych mieszkańców. Dziś stanowi jeden z najważniejszych zabytków okolicy. Zachowany został w stanie identycznym jak za życia malarki. Oprócz domu Felicji Curyłowej, do zwiedzania udostępniono także budynek należący do malarki i poetki Stefanii Łączyńskiej oraz tzw. chatę biedniacką. Każdy z tych domów jest ciekawy i ma nieco inny charakter. Zapraszam do obejrzenia małej galerii z tego fascynującego miejsca: 















Jako ciekawostkę, muszę dodać, że obecnie w Zalipiu ponad 30 domów posiada piękne zewnętrzne  zdobienia. Co roku są one usuwane i malowane na nowo, aby wziąć udział w konkursie na najpiękniejszy malowany dom (Konkurs "Malowana Chata" odbył się w czerwcu 2019r. po raz 56!).  
Myślę, że warto zajrzeć do Zalipia na trochę dłużej niż my. Przed nami była jeszcze długa droga do Koszyc, więc po odwiedzeniu muzeum zapakowaliśmy się do auta.  Po kilkuset metrach jazdy okazało się, że złapaliśmy panę... Znalezienie wulkanizatora w sobotę po godz. 14 graniczyło z cudem. Na szczęście udało się ogarnąć temat jeszcze w Polsce i ze sporym opóźnieniem dotrzeć do pierwszego punktu naszej podróży. O Koszycach będziecie zapewne mogli przeczytać już całkiem niedługo. 

Poniżej jeszcze linki, które mogą Wam się przydać, jeśli zechcecie odwiedzić Zalipie:
Zagroda Felicji Curyłowej



środa, 19 grudnia 2018

Wrocław: Ciekawe muzeum na planie stolicy Dolnego Śląska - Gry i komputery minionej ery


Uwielbiam takie nietypowe miejsca, muzea, w których nie tylko ogląda się eksponaty i czyta opisy, ale takie, które zmuszają do dodatkowej aktywności. Na szczęście coraz więcej placówek wprowadza wystawy interaktywne, audioprzewodniki i inne elementy, które sprawiają, że wizyta w takim miejscu jest ciekawa i zdecydowanie bardziej emocjonująca. Niedawno odwiedziliśmy Muzeum Gry i Komputery Minionej Ery. Jak się bawiliśmy? Przeczytacie poniżej.

Muzeum Gry i Komputery Minionej Ery to stosunkowo nowa atrakcja na mapie Wrocławia. Znajduje się w budynku Dworca Świebodzkiego, przy pl. Orląt Lwowskich 20A.

Wchodzimy do środka. Już przy kasie biletowej widzimy postaci i rozmaite stwory z gier, które znamy z dzieciństwa. Kupujemy bilety (20 zł/ bilet normalny) i już za moment znajdziemy się w królestwie gier i komputerów!

Na wstępie możemy skorzystać z symulatorów i automatów do gier. Możemy zagrać w uwielbiane "skoki narciarskie" z czasów Małyszomanii lub spróbować swoich umiejętności w grach manualnych. 


Muzeum w sporej części składa się z eksponatów. Zobaczymy stare kalkulatory, komputery, stacje dysków, książeczki, czasopisma, które większość z nas miała kiedyś w swoich domach. 


Wiele razy rozpoznawaliśmy sprzęty i przedmioty, które kiedyś posiadaliśmy, z którymi łączą nas wspaniałe wspomnienia. 





Największym atutem tego muzeum jest możliwość zagrania w stare gry, nie tylko komputerowe. Z sentymentem wróciłam do gry w Pac-mana. Przypomniały mi się wakacje, w które zarywałam nocki, by pobić kolejne rekordy. Spróbowałam także zagrać w inne gry, niektóre przy użyciu joysticków (pamiętacie takie urządzenia? :) )


Nasza trzyosobowa ekipa w przedziale wiekowym ok. 25-35 lat bawiła się świetnie :-)
Wydaje nam się, że to miejsce jest idealne dla każdego, bez względu na wiek i zainteresowanie grami. Sama miałam przed wejściem do tego muzeum obawy, czy będę miała tam co robić. Nie nudziłam się ani trochę. To była przemiła sentymentalna podróż do czasów dzieciństwa. Z moich obserwacji wynika, że bardzo dobrze bawiły się tam także dzieci. Fajnie pokazać im w co grali rodzice, gdy byli w ich wieku. W muzeum spędziliśmy ok. 3 godzin. Moglibyśmy spokojnie przebywać tam jeszcze dłużej (na koniec udało nam się dorwać wolnego flippera), jednak do Wrocławia przyjechaliśmy także zobaczyć słynne jarmarki świąteczne, z których niewielką galerię przedstawię Wam w kolejnym wpisie. 

Szczegóły (cennik, godziny otwarcia muzeum) znajdziecie na stronie: https://gikme.pl/ 

Może zainteresują Cię także następujące wpisy:




poniedziałek, 20 listopada 2017

Kraków: ciekawe muzea, wystawy (Kopiec Kościuszki, Fabryka Emalia Oskara Schindlera, Muzeum Inżynierii Miejskiej, Podziemia Rynku)

Kolejny dzień w Krakowie, pomimo nieciekawych prognoz pogody, zapowiadał się wspaniale. 
Było ciepło, świeciło słońce, aż chciało się ruszyć tyłek i zwiedzać!

Co zobaczyć w Krakowie? Atrakcje Krakowa. 

Z naszego hotelu na Kopiec Kościuszki było ok. 3-4 km. Ponieważ dzień wcześniej nie udało nam się na niego wleźć, postanowiliśmy "atakować" wzgórze po raz kolejny. Gdy byliśmy blisko celu delikatnie zabłądziliśmy. U nas powoli staje się to tradycją - często w nowym miejscu błądzimy ;) Najgorsze, że teren wokół Kopca ciężko odnaleźć na mapie papierowej jak i elektronicznej. To po prostu wydeptane szersze i wąziutkie leśne ścieżki, które krzyżują się wielokrotnie powodując drobne trudności orientacyjne. W końcu namierzamy spacerowicza z psem, który kieruje nas na właściwą drogę.

gdzieś pod Kopcem Kościuszki
Kopiec Kościuszki



Bardzo ciekawą historię Kopca, przeczytacie tu: http://kopieckosciuszki.pl/pl/historia-kopca-kosciuszki

Żeby wejść na Kopiec, trzeba zapłacić 14 zł. Jednak jeśli lubimy piękne widoki, przy dobrej pogodzie, naprawdę warto. W tej cenie zawiera się także wejście na wystawy. Zobaczcie, co można podziwiać z samego wierzchołka Kopca Kościuszki:

góry :D


Kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

:)
Widać także kolejny z krakowskich kopców - Kopiec Niepodległości im. Józefa Piłsudskiego

Wawel, w tle elektrociepłownia



Łowcy pieczątek będą zadowoleni - czeka na nich takie "cudo" ;) 



Mieliśmy w planie jeszcze zwiedzenie wystaw, niestety czas zaczął nas gonić. Ponieważ wstęp do niektórych muzeów warto zarezerwować z wyprzedzeniem, chcąc dotrzeć na czas do Fabryki Emalia Oskara Schindlera na krakowskim Zabłociu, musieliśmy się sprężyć. Przed nami ok. 6 km marszu. Mogliśmy skorzystać z komunikacji miejskiej, ale na szybko ciężko było nam ogarnąć połączenia. Mateusz więc nas nawigował przy pomocy mapy w telefonie. Szybkim marszem dotarliśmy "na styk". Przez całą drogę bałam się, że nasze bilety zostaną przekazane komuś innemu. Sytuacja wyglądała natomiast tak, że przed muzeum stała ogromna kolejka, a ludzie, którzy dokonali wcześniejszej rezerwacji (w tym my ☺) wchodzili bez stania w tym "ogonku". 

Zwiedzanie Fabryki Schindlera rozpoczyna się od obejrzenia licznych fotografii oraz oryginalnego sprzętu fotograficznego sprzed kilkudziesięciu lat. Następnie wchodzimy do pomieszczenia z  fotoplastikonem. 


Dalej miniemy mnóstwo pomieszczeń, w których dowiemy się ciekawych, szokujących faktów, w które ciężko uwierzyć. Chronologicznie udamy się w podróż po okupowanym Krakowie. Przeczytamy wspomnienia dzieci (m.in. Romana Polańskiego!) , obejrzymy oryginalne przedmioty, gazety, zabawki, zdjęcia, dokumenty... po prostu "dotkniemy historii". 

Całość wystawy poświęcona jest czasom II wojny światowej. Ciekawe eksponaty, elementy multimedialne i efekty dźwiękowe stanowią o wyjątkowości tego miejsca. Razem z Mateuszem stwierdziliśmy jednak, że w Fabryce, trochę za mało było właśnie tej "fabryki". Na pewno polecamy wejść do sali kinowej i obejrzeć film, z którego dowiemy się jak wyglądała praca w tym miejscu. Film zmontowany jest głównie z wypowiedzi dawnych pracowników fabryki. Pracownicy opowiadają jak wyglądał dzień pracy, życie w czasie wojny, a także jak praktycznie z dnia na dzień fabryka przestała istnieć. 



Ekspozycja muzeum przybliża życie codzienne mieszkańców Krakowa w czasie okupacji. Sporo miejsca poświęca ludności Żydowskiej. Zwraca uwagę na jej napiętnowanie, ale przede wszystkim ocalenie ponad 1000 osób przez właściciela fabryki, Oskara Schindlera. 



Podczas zwiedzania zobaczymy zachowany gabinet Oskara Schindlera, na przeciwko którego znajduje się konstrukcja - "arka ocalonych", składająca się z tysięcy garnków, podobnych do tych, które produkowano w fabryce. 


Chodząc pomiędzy pomieszczeniami możemy wejść do  fryzjera, fotografa, żydowskiego mieszkania, a także obejrzeć wystawy sklepów, apteki czy krawca..


Na trasie zwiedzania można odbić pamiątkowe pieczątki - jest ich 5 (podczas naszej wizyty jedna nie działała). Teoretycznie na każdym stanowisku powinny być specjalne tekturki z nadrukiem dotyczącym poszczególnych wydarzeń. Niestety również ich brakowało, więc jeśli chcemy zrobić pamiątkowe pieczątki, warto zabrać ze sobą na wszelki wypadek karteczki.


Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera to miejsce bardzo ciekawe, chociaż z pewnością przygnębiające. Na pewno będąc w Krakowie, warto je odwiedzić, poszerzyć wiedzę, zmuszającą do wielu przemyśleń. 

Bilety lepiej zarezerwować z wyprzedzeniem, zrobicie to tu:  http://www.mhk.pl/rezerwacja-biletow
bilet normalny: 24 zł/1 os.
-----------------------------------------------------

Kolejnym muzeum na naszej trasie było Muzeum Inżynierii Miejskiej. O wiele mniej oblegane, ale również warte uwagi. Tu nie trzeba nic rezerwować, bez problemu dostaniemy się do środka "z marszu".

Pierwszą wystawą, którą obejrzymy w ramach biletu, jest wystawa "Wokół koła". Mateuszowi bardzo przypadła do gustu, ponieważ można tam wykonać sporo ciekawych eksperymentów. 

czary ;)

Dalej przechodzi się do najciekawszej, naszym zdaniem, sali z wystawą czasową "P jak Paradoks opowieść o Fiacie 125P". Zapewne domyślacie się, czego dotyczy wystawa :) Jednak oprócz obejrzenia tytułowych modeli Fiata, wybierzemy się w małą podróż do czasów PRL-u. 



Wystawa powstała z okazji 50. rocznicy rozpoczęcia produkcji tego modelu w Polsce i musimy przyznać, że jest naprawdę wciągająca i atrakcyjna. 


Do taksówki można nawet wsiąść i na własnej skórze poczuć luksus tamtych czasów :) 



Dla dzieci przygotowano specjalne pieczątki, ale oczywiście ja także musiałam sobie je odbić:

Chętni do odwiedzenia tej wystawy powinni się spieszyć, gdyż będzie ona dostępna jedynie do końca roku. 

W kolejnej hali czekała na nas wystawa "Drukarstwo krakowskie XV-XX w.". Również bardzo interesująca. Znajdziemy tam liczne urządzenia,maszyny i akcesoria niezbędne do procesu drukowania. Niestety zabrakło nam trochę przykładowych tablic, filmów, które przybliżyły nam działanie poszczególnych eksponatów. Udało nam się znaleźć zaledwie jeden monitor z materiałem filmowym, który rozjaśnił nam spojrzenie na sprawę :)

Ekspozycja "Więcej światła" zajmuje niewielkie pomieszczenie. Zdecydowanie przypadła nam jednak do gustu. Na poszczególnych stanowiskach znajdują się opisy różnych eksperymentów, które możemy własnoręcznie przeprowadzić. Na końcu możemy sprawdzić nabytą wiedzę w quizie. 

Ostatnim punktem wizyty w MIMie jest hala z tramwajami. "Tramwaje na Wawrzyńca" - tak nazywa się ta wystawa, można oglądać zaledwie do dziś, 20.11.2017r. więc zainteresowanym tą tematyką radzę się pospieszyć. Zobaczyć te pojazdy na pewno warto. Niektóre sprzed 100 lat, klimatyczne, pełne uroku, odrestaurowane w warsztatach MPK Kraków. Kawał historii!



----------------------------------------------------------------

Podziemia Rynku to muzeum bardzo młode. Otwarto je 24 września 2010r., jako szlak turystyczny "Śladem europejskiej tożsamości Krakowa". Gdy dowiedziałam się o podziemiach Rynku w Krakowie, w głowie mi się to nie mieściło. Przeoczyliśmy z Mateuszem informacje o wykopaliskach, które miały tu miejsce aż przez 5 lat (w latach 2005-2010). Ich efektem jest powstanie tego miejsca, przybliżającego historię aż od czasów średniowiecza. To muzeum jest naprawdę genialne! Zarezerwowaliśmy sobie ostatnie wejście dla turystów indywidualnych i już wiemy, że mieliśmy zdecydowanie za mało czasu. Spokojnie można spędzić w podziemiach Rynku kilka godzin, my mieliśmy nieco ponad godzinę :( 


Wspaniałe, doskonale zachowane eksponaty, monety, przedmioty codziennego użytku, ciekawe plansze, ekrany dotykowe, na których możemy przeczytać interesujące nas informacje - to wszystko znajdziemy w tym miejscu.



Na pewno jeszcze kiedyś odwiedzimy Podziemia Rynku. Po prostu czujemy, że trzeba jeszcze raz, dłużej, powoli wszystko poodkrywać. Czekają na nas także filmy, które musimy obejrzeć oraz zdjęcia, którym lepiej trzeba się przyjrzeć. Spore wrażenie robią fotografie przedstawiające okres trwania badań archeologicznych. Nie potrafię sobie wyobrazić skali tych działań! Cały Rynek był praktycznie jednym placem prac.
Jeśli chcecie odwiedzić Podziemia Rynku za darmo, zarezerwujcie sobie bilet w dowolny wtorek. Polecamy również dokonanie rezerwacji w pozostałe dni, ponieważ muzeum cieszy się sporym zainteresowaniem. Bilet normalny, poza wtorkiem, kosztuje 19 zł. 
Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć piramidę, która "wystaje" z podziemnego muzeum. Z dołu można przez nią popatrzeć np. na gwiazdy lub na wieże Kościoła Mariackiego :) 


Oprócz opisanych muzeów, odwiedziliśmy również inne ciekawe miejsca:

- Park Wodny Kraków, który raczej lata swojej świetności ma już za sobą. Na pewno dobrze skorzystać przy okazji z saun (których jest tam całkiem spory wybór)
- restauracja gruzińska Tbilisuri na Kazimierzu - bardzo dobre jedzenie w rozsądnych cenach, miła obsługa :)
- restauracja Sukiennice - przyjemna atmosfera, miły klimat, ładny wystrój i fajne promocje cenowe (każdego dnia inna - np. w poniedziałki piwo za 3,50 zł :) ) 
- pub Dobry Kumpel przy ul. Floriańskiej - muzyka na żywo, ładny wystrój i fajny klimat, niestety drogo.
- Stara Zajezdnia - restauracja z minibrowarem (na przeciwko Muzeum Inżynierii Miejskiej). Wpadliśmy tylko na piwko - bardzo nam smakowało :-) 

Wszystko, co dobre, szybko się kończy... Trzeba było wracać do domu. Kraków przekonuje mnie do siebie powoli. Dozuje emocje i zachwyty nad sobą. Pomimo, że na szczycie moich ulubionych miast w Polsce niezmiennie pozostaje Gdańsk, mam nadzieję, że Kraków odwiedzimy ponownie całkiem niedługo...


Kolejnym muzeum na naszej trasie było Muzeum Inżynierii Miejskiej. O wiele mniej oblegane, ale również warte uwagi. Tu nie trzeba nic rezerwować, bez problemu dostaniemy się do środka "z marszu".

Pierwszą wystawą, którą obejrzymy w ramach biletu, jest wystawa "Wokół koła". Mateuszowi bardzo przypadła do gustu, ponieważ można tam wykonać sporo ciekawych eksperymentów. 

czary ;)

Dalej przechodzi się do najciekawszej, naszym zdaniem, sali z wystawą czasową "P jak Paradoks opowieść o Fiacie 125P". Zapewne domyślacie się, czego dotyczy wystawa :) Jednak oprócz obejrzenia tytułowych modeli Fiata, wybierzemy się w małą podróż do czasów PRL-u. 



Wystawa powstała z okazji 50. rocznicy rozpoczęcia produkcji tego modelu w Polsce i musimy przyznać, że jest naprawdę wciągająca i atrakcyjna. 


Do taksówki można nawet wsiąść i na własnej skórze poczuć luksus tamtych czasów :) 



Dla dzieci przygotowano specjalne pieczątki, ale oczywiście ja także musiałam sobie je odbić:

Chętni do odwiedzenia tej wystawy powinni się spieszyć, gdyż będzie ona dostępna jedynie do końca roku. 

W kolejnej hali czekała na nas wystawa "Drukarstwo krakowskie XV-XX w.". Również bardzo interesująca. Znajdziemy tam liczne urządzenia,maszyny i akcesoria niezbędne do procesu drukowania. Niestety zabrakło nam trochę przykładowych tablic, filmów, które przybliżyły nam działanie poszczególnych eksponatów. Udało nam się znaleźć zaledwie jeden monitor z materiałem filmowym, który rozjaśnił nam spojrzenie na sprawę :)

Ekspozycja "Więcej światła" zajmuje niewielkie pomieszczenie. Zdecydowanie przypadła nam jednak do gustu. Na poszczególnych stanowiskach znajdują się opisy różnych eksperymentów, które możemy własnoręcznie przeprowadzić. Na końcu możemy sprawdzić nabytą wiedzę w quizie. 

Ostatnim punktem wizyty w MIMie jest hala z tramwajami. "Tramwaje na Wawrzyńca" - tak nazywa się ta wystawa, można oglądać zaledwie do dziś, 20.11.2017r. więc zainteresowanym tą tematyką radzę się pospieszyć. Zobaczyć te pojazdy na pewno warto. Niektóre sprzed 100 lat, klimatyczne, pełne uroku, odrestaurowane w warsztatach MPK Kraków. Kawał historii!



----------------------------------------------------------------

Podziemia Rynku to muzeum bardzo młode. Otwarto je 24 września 2010r., jako szlak turystyczny "Śladem europejskiej tożsamości Krakowa". Gdy dowiedziałam się o podziemiach Rynku w Krakowie, w głowie mi się to nie mieściło. Przeoczyliśmy z Mateuszem informacje o wykopaliskach, które miały tu miejsce aż przez 5 lat (w latach 2005-2010). Ich efektem jest powstanie tego miejsca, przybliżającego historię aż od czasów średniowiecza. To muzeum jest naprawdę genialne! Zarezerwowaliśmy sobie ostatnie wejście dla turystów indywidualnych i już wiemy, że mieliśmy zdecydowanie za mało czasu. Spokojnie można spędzić w podziemiach Rynku kilka godzin, my mieliśmy nieco ponad godzinę :( 


Wspaniałe, doskonale zachowane eksponaty, monety, przedmioty codziennego użytku, ciekawe plansze, ekrany dotykowe, na których możemy przeczytać interesujące nas informacje - to wszystko znajdziemy w tym miejscu.



Na pewno jeszcze kiedyś odwiedzimy Podziemia Rynku. Po prostu czujemy, że trzeba jeszcze raz, dłużej, powoli wszystko poodkrywać. Czekają na nas także filmy, które musimy obejrzeć oraz zdjęcia, którym lepiej trzeba się przyjrzeć. Spore wrażenie robią fotografie przedstawiające okres trwania badań archeologicznych. Nie potrafię sobie wyobrazić skali tych działań! Cały Rynek był praktycznie jednym placem prac.
Jeśli chcecie odwiedzić Podziemia Rynku za darmo, zarezerwujcie sobie bilet w dowolny wtorek. Polecamy również dokonanie rezerwacji w pozostałe dni, ponieważ muzeum cieszy się sporym zainteresowaniem. Bilet normalny, poza wtorkiem, kosztuje 19 zł. 
Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć piramidę, która "wystaje" z podziemnego muzeum. Z dołu można przez nią popatrzeć np. na gwiazdy lub na wieże Kościoła Mariackiego :) 


Oprócz opisanych muzeów, odwiedziliśmy również inne ciekawe miejsca:

Park Wodny Kraków, który raczej lata swojej świetności ma już za sobą. Na pewno dobrze skorzystać przy okazji z saun (których jest tam całkiem spory wybór)
restauracja gruzińska Tbilisuri na Kazimierzu - bardzo dobre jedzenie w rozsądnych cenach, miła obsługa :)
restauracja Sukiennice - przyjemna atmosfera, miły klimat, ładny wystrój i fajne promocje cenowe (każdego dnia inna - np. w poniedziałki piwo za 3,50 zł :) ) 
pub Dobry Kumpel przy ul. Floriańskiej - muzyka na żywo, ładny wystrój i fajny klimat, niestety drogo.
Stara Zajezdnia - restauracja z minibrowarem (na przeciwko Muzeum Inżynierii Miejskiej). Wpadliśmy tylko na piwko - bardzo nam smakowało :-) 

Wszystko, co dobre, szybko się kończy... Trzeba było wracać do domu. Kraków przekonuje mnie do siebie powoli. Dozuje emocje i zachwyty nad sobą. Pomimo, że na szczycie moich ulubionych miast w Polsce niezmiennie pozostaje Gdańsk, mam nadzieję, że Kraków odwiedzimy ponownie całkiem niedługo...