Tre Cime di Lavaredo to chyba najbardziej rozpoznawalne miejsce w Dolomitach. W okresie letnim okolice „trzech szczytów” przeżywają prawdziwe oblężenie. Konieczne było nawet wprowadzenie rezerwacji miejsc parkingowych przy schronisku Rifugio Auronzo, skąd najczęściej turyści rozpoczynają marsz. Rezerwacji należy dokonać wcześniej niż w dniu planowanej wycieczki oraz opłacić ją z góry (koszt 40 euro).
Tre Cime di Lavaredo - dojazd autobusem
Żadna z wymienionych opcji nie była dla nas idealnym rozwiązaniem. W zasadzie prawie byśmy odpuścili w tym roku Dolomity, bo prognozy pogody były nieciekawe. Podjęliśmy nawet decyzję, że jedziemy w okolice Wenecji, wygrzać trochę stare kości 😉.
Gdy byliśmy już w drodze do Włoch, spojrzałam jeszcze raz na prognozę.
- Mateusz, jutro jest okienko pogodowe do 17! Dopiero po 17 ma być burza. Może przenocujemy gdzieś na parkingu w samochodzie i o świcie ruszymy w trasę, tak, żeby zdążyć zejść z gór przed deszczem?
- No dobrze, spróbujmy.
Było mi to dodatkowo na rękę, bo zbliżał się zmrok i nie chciałam jechać po tych górskich, krętych drogach po ciemku, nawet jako pasażer.
Zaparkowaliśmy na parkingu, którego współrzędne podałam wcześniej, i spaliśmy tak dobrze, że obudzili nas dopiero wysiadający turyści, którzy zatrzymali się bezpośrednio przy naszym aucie. Szybkie śniadanie, dopakowanie plecaka i ruszamy do Rifugio Auronzo pieszo. Początkowo maszerujemy asfaltową drogą za jezioro Lago di Antorno. Tam odnajdujemy ścieżkę, która doprowadza do właściwego szlaku . Początkowo trasa jest pozbawiona trudności. Z czasem zyskuje jednak nieco charakteru. Nie są to ciężkie odcinki, mogą wymagać podparcia się czy zrobienia dłuższego kroku. Co ciekawe, od samego początku przy/lub na trasie pasą się krowy. Ślady ich obecności dosłownie widać prawie na każdym kroku 😉. Po przekroczeniu jezdni, szlak staje się bardziej wymagający, ale nadal nie są to spore trudności. Po ok. 1,5-2 godzinach meldujemy się tam, gdzie można dojechać autobusem czy własnym transportem. Przeszliśmy ok. 5 km i pokonaliśmy ok. 500 metrów różnicy wysokości. Górskie panoramy sprzed schroniska Auronzo są niesamowite. Dłuższą chwilę się nimi zachwycamy i ruszamy na klasyczną pętlę dookoła Tre Cime. Na przejście całej pętli trzeba zarezerwować ok. 4 godzin lub więcej, w zależności od liczby przystanków (przy trasie jest kilka schronisk) i odpoczynków. Trasa w większości jest dość szeroka i wygodna. Oczywiście czeka nas kilka większych podejść i trochę schodzenia. Niektórzy kończą wycieczkę na przełęczy Forcella Lavaredo i wracają tą samą drogą. My zachęcamy, by iść dalej, w stronę schroniska Dreizinnenhütte - Rifugio A.Locatelli/S.Innerkofler alle Tre Cime di Lavaredo. To właśnie z jego tarasu podziwiać można znany z okładek map i przewodników widok Tre Cime di Lavaredo. Cima Ovest (zachodni szczyt – 2973 m n.p.m.), Cima Grande (wielki szczyt – 2999 m n.p.m.), Cima Piccola (mały szczyt – 2857 m n.p.m.) wyglądają stąd wprost niewiarygodnie. Jeśli chcecie zrobić sobie zdjęcie w skalnym oknie z widokiem na Tre Cime, musicie się wdrapać nieco powyżej schroniska jedną z wydeptanych ścieżek. Przed okienkami tworzą się kolejki, ale dzięki temu łatwiej jest „namierzyć” właściwą drogę do „okienek”, czyli wykutych w skałach stanowisk ogniowych, tuneli itp. z czasów I wojny światowej. Schodzimy stamtąd szlakiem nr 105, który jest niezwykle malowniczy. Początkowo musimy się sporo obniżyć i zmienić nieco klimat otoczenia. Skały i piargi zastępują łąki, z widokiem na strome, niemal pionowe skalne ściany. Nie tylko „trzy szczyty” zachwycają. Nasz wzrok przykuwa również potężna sylwetka Monte Paterno. I pomyśleć, że tam gdzieś wysoko wyznaczono i poprowadzono podobno przepiękną i emocjonującą via ferratę. Zachwycając się widokami docieramy do Schroniska Auronzo, skąd udajemy się na parking znanym nam już szlakiem.
Pętla dookoła Tre Cime to wspaniałe doświadczenie i doskonały pomysł na pierwsze spotkanie z Dolomitami. My byliśmy zauroczeni. Gdy zeszliśmy w okolice Misuriny, postanowiliśmy zobaczyć, czy na campingu zwolniły się miejsca noclegowe. Od tego uzależnialiśmy nasze dalsze plany urlopowe. Ku naszemu zdziwieniu, miejsce dla nas się znalazło i dzięki temu, resztę urlopu spędziliśmy w Dolomitach 😀. Burzy tego dnia nie było, a i kolejne dni nie były takie straszne pod względem pogody jak w prognozach.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz