czwartek, 30 maja 2024
Pogórze Kaczawskie:Na Ostrzycę (rezerwat Ostrzyca Proboszczowicka, Kraina Wygasłych Wulkanów)
poniedziałek, 20 maja 2024
Tatry: Na Kasprowy Wierch i Beskid późną wiosną (Kuźnice - Myślenickie Turnie - Kasprowy Wierch - Beskid - Sucha Przełęcz - Hala Gąsienicowa - Dolina Jaworzynki - Kuźnice
Nie sądziłam, że tak szybko znów pojawimy się w Tatrach. Spontanicznie zaplanowana majówka z noclegiem w Suchej Beskidzkiej była jednak idealną okazją do tego, by ponownie wybrać się na szlak w najwyższych polskich górach.
Dodatkowe połączenia Kolei Śląskich i Małopolskich podczas majówki, piękna pogoda i chęć wędrowania w trochę wyższych górach niż zazwyczaj, skłoniły nas do tego, by, mimo pewnych tłumów w Tatrach, pojechać pociągiem do Zakopanego. Śledziłam warunki pogodowe, komunikaty TPN i obrazy z kamer w granicach parku narodowego. Ponieważ mamy tylko raczki, szukałam tras, na których pełne zimowe wyposażenie (w tym raki i czekan) nie będą potrzebne. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Kasprowy Wierch. Miło było po 20 latach znów stanąć na tym szczycie. Podchodziliśmy z Kuźnic zielonym szlakiem przez Myślenickie Turnie. Trasa do stacji pośredniej kolejki na Kasprowy Wierch jest bardzo przyjemna - szeroka i szybko zyskuje się wysokość. Trzeba jedynie uważać na żmije, których w ostatnim czasie w Tatrach pojawiło się sporo. My także mieliśmy okazję zobaczyć jedną, przecinającą szlak w niższych partiach. Według komunikatów TPN, obecnie w tym rejonie można spotkać także niedźwiedzicę z młodymi, więc uważajcie, wybierając wkrótce tę trasę na Kasprowy Wierch.
Powyżej Myślenickich Turni szlak się zwęża i staje się coraz bardziej stromy. Podejście spowalniają także piękne widoki, których nie sposób nie podziwiać ;-)
Podczas długiego weekendu majowego, na szlaku leżało kilka większych płatów śniegu. Jeden z nich pokonaliśmy w raczkach, ponieważ podejście było strome, a śnieg bardzo śliski. Adidasy na ten odcinek z pewnością nie były dobrym wyborem. Wiele ludzi w nieodpowiednim obuwiu świadomie wycofywało się niewiele przed szczytem.
Na Kasprowym Wierchu leżał jeszcze śnieg. Podobnie jak na szczytach, które mogliśmy podziwiać dookoła. Ze wzruszeniem oglądałam panoramę, którą doskonale pamiętam z moich pierwszych wypadów w Tatry z rodzicami (w latach 90-tych XX w. )
Nam z kolei, co jakiś czas, przyglądały się płochacze halne, urocze ptaszki, których nazwa niewiele ma wspólnego z zachowaniem. Mieliśmy wrażenie, że niektóre dałyby się prawie pogłaskać. Na spotkanie przyleciał także siwerniak ;)
Ponieważ mieliśmy zapas czasu, postanowiliśmy wejść jeszcze na Beskid (2012 m n.p.m.) . To jeden z najłatwiejszych dwutysieczników do zdobycia. Czerwony szlak z Beskidu biegnie dalej w stronę Świnicy, która jest wymagającym szczytem nawet w warunkach letnich.
Wycofaliśmy się więc tą samą drogą do Suchej Przełęczy i rozpoczęliśmy zejście w kierunku Hali Gąsienicowej. Na dłuższą chwilę znów założyliśmy raczki. Ułatwiły nam pokonanie sporych płatów śniegu.
Później już bez większych trudności dotarliśmy do Murowańca, skąd po krótkim postoju ruszyliśmy do Kuźnic przez Dolinę Jaworzynki. Naszym zdaniem trasa przez Boczań jest ciekawsza i bardziej widokowa. Szlak przez Dolinę Jaworzynki to fajna alternatywa, gdy często odwiedza się Halę Gąsienicową.
piątek, 17 maja 2024
Beskid Makowski: Platforma widokowa na zboczu Mioduszyny (Sucha Beskidzka)
Z platformy przepięknie prezentuje się panorama Suchej Beskidzkiej z suskim zamkiem na czele, a wielbicieli górskich wycieczek z pewnością zachwyci widok w stronę szczytów Beskidu Żywieckiego, Małego i Makowskiego.
sobota, 11 maja 2024
Beskid Wyspowy: Lubień - Szczebel - Luboń Wielki - Perć Borkowskiego - wieża widokowa na Polczakówce - Rabka - Zdrój
Przedłużony weekend to idealny pretekst, by wyjechać w góry nieco dalej od domu i wyznaczyć ciekawą trasę z punktu A do B. Z racji tego, że nocleg zarezerwowałam w Rabce, wykorzystałam ten fakt, by właśnie tam zakończyć wędrówkę. Po analizie mapy Beskidu Wyspowego, zdecydowałam, że do Rabki pójdziemy przez Szczebel i Luboń Wielki z miejscowości Lubień.
Z pociągu w Krakowie wysiadamy chwilę przed 6. Przechodzimy na dworzec autobusowy i próbujemy znaleźć busa, który zawiezie nas do celu. Do Lubienia (Lubnia?) jeździ m.in. przewoźnik Rab-Bus. My natomiast skorzystaliśmy z podróży Eurobusem, który zatrzymał się ok. 2 km przed centrum tej miejscowości, o czym wiedzieliśmy przed rozpoczęciem przejazdu. Te 2 km trzeba było przejść (lub próbować łapać inne lokalne busy). Dzięki temu rozruszaliśmy nasze mięśnie, które i tak zbyt wiele czasu spędziły już w pozycji siedzącej.
Lubień to malowniczo położona wieś, z której dotrzeć można znakowanymi szlakami m.in. na Lubomir, Zębolową czy, interesujący nas tego dnia, Szczebel. Idąc od strony Pcimia, za kościołem skręcamy w lewo. Łatwo odnajdujemy czarne oznaczenia szlaku. Opuszczamy zabudowania, widoki stają się coraz ciekawsze. Jesteśmy drugi raz w Beskidzie Wyspowym, więc próbujemy rozszyfrować na jakie szczyty patrzymy.
W pewnym momencie ścieżka wkracza w las. "Wita nas" spore stanowisko knieci błotnej (kaczeńców). Szumi strumień, w którym zauważamy salamandrę plamistą. Zawsze cieszymy się że spotkania z tym płazem.
Leśne ścieżki stają się coraz bardziej strome, co nas nieco zaskakuje. Mijamy jaskinię Zimna Dziura i chwilę później, z lekką ulgą, meldujemy się na Małym Szczeblu (770 m n.p.m.). Po chwili reflektujemy się, że do "wyższego" brata jeszcze ponad 200 metrów w górę.
Szczebel (977 m n.p.m) okazuje się ciekawym szczytem. Trud podejścia wynagradzają wspaniałe widoki. Mimo nie do końca dobrej przejrzystości powietrza, zauważamy nawet Tatry! Robimy tu dłuższą przerwę. Krajobrazy są bajeczne, oprócz nas nie ma nikogo. Grzechem byłoby nie wykorzystać tej sprzyjającej sytuacji.
Nic nie trwa wiecznie i w końcu musieliśmy ruszyć dalej. Zielonym szlakiem przez Małą Górę (884 m n.p.m.) dotarliśmy do Przełęczy Glisne.
Na przełęczy zmieniliśmy znaki na czerwone i stromo pod górę zaczęliśmy podchodzić na najwyższy punkt tej wycieczki - Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).
I znów po krótkiej przerwie, kontynuujemy realizację wyznaczonej przez nas trasy. Schodzimy żółtym szlakiem przez Perć Borkowskiego. Wiele osób poleca ten szlak jako podejściowy. Faktycznie skalne osuwisko oraz gołoborze łatwiej pokonać , idąc w górę. Jednak przy suchej skalę, zejście tędy również nie powinno przysporzyć zbyt dużych trudności.
Szlak jest bardzo ciekawy i na niektórych fragmentach naprawdę widokowy. Z przyjemnością go kiedyś powtórzymy.
Docieramy do Rabki (Zaryte) i na głównej drodze skręcamy w prawo, by po chwili "złapać" niebieski szlak. Przed nami jeszcze jedna atrakcja - wieża widokowa na Polczakówce. Konstrukcja znajduje się ok. 300 metrów od znakowanego szlaku i warto z niego odbić.
Stamtąd do mety w Rabce już niedaleko (ok. 3 km/ 50 minut).