poniedziałek, 20 listopada 2017

Kraków: ciekawe muzea, wystawy Kopiec Kościuszki, Fabryka Emalia Oskara Schindlera, Muzeum Inżynierii Miejskiej, Podziemia Rynku

Kolejny dzień w Krakowie, pomimo nieciekawych prognoz pogody, zapowiadał się wspaniale. 
Było ciepło, świeciło słońce, aż chciało się ruszyć tyłek i zwiedzać!
Z naszego hotelu na Kopiec Kościuszki było ok. 3-4 km. Ponieważ dzień wcześniej nie udało nam się na niego wleźć, postanowiliśmy "atakować" wzgórze po raz kolejny. Gdy byliśmy blisko celu delikatnie zabłądziliśmy. U nas powoli staje się to tradycją - często w nowym miejscu błądzimy ;) Najgorsze, że teren wokół Kopca ciężko odnaleźć na mapie papierowej jak i elektronicznej. To po prostu wydeptane szersze i wąziutkie leśne ścieżki, które krzyżują się wielokrotnie powodując drobne trudności orientacyjne. W końcu namierzamy spacerowicza z psem, który kieruje nas na właściwą drogę.

gdzieś pod Kopcem Kościuszki
Kopiec Kościuszki



Bardzo ciekawą historię Kopca, przeczytacie tu: http://kopieckosciuszki.pl/pl/historia-kopca-kosciuszki

Żeby wejść na Kopiec, trzeba zapłacić 14 zł. Jednak jeśli lubimy piękne widoki, przy dobrej pogodzie, naprawdę warto. W tej cenie zawiera się także wejście na wystawy. Zobaczcie, co można podziwiać z samego wierzchołka Kopca Kościuszki:

góry :D


Kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

:)
Widać także kolejny z krakowskich kopców - Kopiec Niepodległości im. Józefa Piłsudskiego

Wawel, w tle elektrociepłownia



Łowcy pieczątek będą zadowoleni - czeka na nich takie "cudo" ;) 



Mieliśmy w planie jeszcze zwiedzenie wystaw, niestety czas zaczął nas gonić. Ponieważ wstęp do niektórych muzeów warto zarezerwować z wyprzedzeniem, chcąc dotrzeć na czas do Fabryki Emalia Oskara Schindlera na krakowskim Zabłociu, musieliśmy się sprężyć. Przed nami ok. 6 km marszu. Mogliśmy skorzystać z komunikacji miejskiej, ale na szybko ciężko było nam ogarnąć połączenia. Mateusz więc nas nawigował przy pomocy mapy w telefonie. Szybkim marszem dotarliśmy "na styk". Przez całą drogę bałam się, że nasze bilety zostaną przekazane komuś innemu. Sytuacja wyglądała natomiast tak, że przed muzeum stała ogromna kolejka, a ludzie, którzy dokonali wcześniejszej rezerwacji (w tym my ☺) wchodzili bez stania w tym "ogonku". 

Zwiedzanie Fabryki Schindlera rozpoczyna się od obejrzenia licznych fotografii oraz oryginalnego sprzętu fotograficznego sprzed kilkudziesięciu lat. Następnie wchodzimy do pomieszczenia z  fotoplastikonem. 


Dalej miniemy mnóstwo pomieszczeń, w których dowiemy się ciekawych, szokujących faktów, w które ciężko uwierzyć. Chronologicznie udamy się w podróż po okupowanym Krakowie. Przeczytamy wspomnienia dzieci (m.in. Romana Polańskiego!) , obejrzymy oryginalne przedmioty, gazety, zabawki, zdjęcia, dokumenty... po prostu "dotkniemy historii"...

Całość wystawy poświęcona jest czasom II wojny światowej. Ciekawe eksponaty, elementy multimedialne i efekty dźwiękowe stanowią o wyjątkowości tego miejsca. Razem z Mateuszem stwierdziliśmy jednak, że w Fabryce, trochę za mało było właśnie tej "fabryki".. Na pewno polecamy wejść do sali kinowej i obejrzeć film, z którego dowiemy się jak wyglądała praca w tym miejscu. Film zmontowany jest głównie z wypowiedzi dawnych pracowników Fabryki. Pracownicy opowiadają jak wyglądał dzień pracy, życie w czasie wojny, a także jak praktycznie z dnia na dzień fabryka przestała istnieć. 



Ekspozycja muzeum przybliża życie codzienne mieszkańców Krakowa w czasie okupacji. Sporo miejsca poświęca ludności Żydowskiej. Zwraca uwagę na jej napiętnowanie, ale przede wszystkim ocalenie ponad 1000 osób przez właściciela fabryki, Oskara Schindlera. 



Podczas zwiedzania zobaczymy zachowany gabinet Oskara Schindlera, na przeciwko którego znajduje się konstrukcja - "arka ocalonych", składająca się z tysięcy garnków, podobnych do tych, które produkowano w fabryce. 


Chodząc pomiędzy pomieszczeniami możemy wejść do  fryzjera, fotografa, żydowskiego mieszkania, a także obejrzeć wystawy sklepów, apteki czy krawca..



fryzjer

Na trasie zwiedzania można odbić pamiątkowe pieczątki - jest ich 5 (podczas naszej wizyty jedna nie działała). Teoretycznie na każdym stanowisku powinny być specjalne tekturki z nadrukiem dotyczącym poszczególnych wydarzeń. Niestety również ich brakowało, więc jeśli chcemy zrobić pamiątkowe pieczątki, warto zabrać ze sobą na wszelki wypadek karteczki.


Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera to miejsce bardzo ciekawe, chociaż z pewnością przygnębiające. Na pewno będąc w Krakowie, warto je odwiedzić, poszerzyć wiedzę, zmuszającą do wielu przemyśleń. 

Bilety lepiej zarezerwować z wyprzedzeniem, zrobicie to tu:  http://www.mhk.pl/rezerwacja-biletow
bilet normalny: 24 zł/1 os.
-----------------------------------------------------

Kolejnym muzeum na naszej trasie było Muzeum Inżynierii Miejskiej. O wiele mniej oblegane, ale również warte uwagi. Tu nie trzeba nic rezerwować, bez problemu dostaniemy się do środka "z marszu".

Pierwszą wystawą, którą obejrzymy w ramach biletu, jest wystawa "Wokół koła". Mateuszowi bardzo przypadła do gustu, ponieważ można tam wykonać sporo ciekawych eksperymentów. 

czary ;)
Dalej przechodzi się do najciekawszej, naszym zdaniem, sali z wystawą czasową "P jak Paradoks opowieść o Fiacie 125P". Zapewne domyślacie się, czego dotyczy wystawa :) Jednak oprócz obejrzenia tytułowych modeli Fiata, wybierzemy się w małą podróż do czasów PRL-u. 



Wystawa powstała z okazji 50. rocznicy rozpoczęcia produkcji tego modelu w Polsce i musimy przyznać, że jest naprawdę wciągająca i atrakcyjna. 



Do taksówki można nawet wsiąść i na własnej skórze poczuć luksus tamtych czasów :) 



Dla dzieci przygotowano specjalne pieczątki, ale oczywiście ja także musiałam sobie je odbić:

Chętni do odwiedzenia tej wystawy powinni się spieszyć, gdyż będzie ona dostępna jedynie do końca roku. 

W kolejnej hali czekała na nas wystawa "Drukarstwo krakowskie XV-XX w.". Również bardzo ciekawa. Znajdziemy tam liczne urządzenia,maszyny i akcesoria niezbędne do procesu drukowania. Niestety zabrakło nam trochę przykładowych tablic, filmów, które przybliżyły nam działanie poszczególnych eksponatów. Udało nam się znaleźć zaledwie jeden monitor z materiałem filmowym, który znacznie rozjaśnił nam spojrzenie na sprawę :)

Ekspozycja "Więcej światła" zajmuje niewielkie pomieszczenie. Zdecydowanie przypadła nam jednak do gustu. Na poszczególnych stanowiskach znajdują się opisy różnych eksperymentów, które możemy własnoręcznie przeprowadzić. Na końcu możemy sprawdzić nabytą wiedzę w quizie. 

Ostatnim punktem wizyty w MIMie jest hala z tramwajami. "Tramwaje na Wawrzyńca" - tak nazywa się ta wystawa, można oglądać zaledwie do dziś, 20.11.2017r. więc zainteresowanym tą tematyką radzę się pospieszyć. Zobaczyć te pojazdy na pewno warto. Niektóre sprzed 100 lat, klimatyczne, pełne uroku, odrestaurowane w warsztatach MPK Kraków. Kawał historii!



----------------------------------------------------------------

Podziemia Rynku to muzeum bardzo młode. Otwarto je 24 września 2010r., jako szlak turystyczny "Śladem europejskiej tożsamości Krakowa". Gdy dowiedziałam się o tym, że są jakieś podziemia Rynku w Krakowie, jakoś w głowie mi się to nie mieściło. Przeoczyliśmy z Mateuszem informacje o wykopaliskach, które miały tu miejsce aż przez 5 lat (w latach 2005-2010). Ich efektem jest powstanie tego miejsca, przybliżającego nam historię aż od czasów średniowiecza. To muzeum jest naprawdę genialne! Zarezerwowaliśmy sobie ostatnie wejście dla turystów indywidualnych i już wiemy, że mieliśmy zdecydowanie za mało czasu. Spokojnie można spędzić w podziemiach Rynku kilka godzin, my mieliśmy nieco ponad godzinę :( 


Wspaniałe, doskonale zachowane eksponaty, monety, przedmioty codziennego użytku, ciekawe plansze, ekrany dotykowe, na których możemy przeczytać interesujące nas informacje - to wszystko znajdziemy w tym miejscu.



Na pewno, przy następnej wizycie w Krakowie, znów odwiedzimy Podziemia Rynku. Po prostu czujemy, że trzeba jeszcze raz, dłużej, powoli wszystko poodkrywać. Czekają na nas także filmy, które musimy obejrzeć oraz zdjęcia, którym lepiej trzeba się przyjrzeć. Spore wrażenie robią fotografie przedstawiające okres trwania badań archeologicznych. Nie potrafię sobie wyobrazić skali tych działań! Cały Rynek był praktycznie jednym placem prac.
Jeśli chcecie odwiedzić Podziemia Rynku za darmo, zarezerwujcie sobie bilet w dowolny wtorek. Polecamy również dokonanie rezerwacji w pozostałe dni, ponieważ muzeum cieszy się sporym zainteresowaniem. Bilet normalny, poza wtorkiem, kosztuje 19 zł. 
Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć piramidę, która "wystaje" z podziemnego muzeum. Z dołu można przez nią popatrzeć np. na gwiazdy lub na wieże Kościoła Mariackiego :) 


Oprócz opisanych muzeów, odwiedziliśmy również inne ciekawe miejsca:

- Park Wodny Kraków, który raczej lata swojej świetności ma już za sobą. Na pewno dobrze skorzystać przy okazji z saun (których jest tam całkiem spory wybór)
- restauracja gruzińska Tbilisuri na Kazimierzu - bardzo dobre jedzenie w rozsądnych cenach, miła obsługa :)
- restauracja Sukiennice - przyjemna atmosfera, miły klimat, ładny wystrój i fajne promocje cenowe (każdego dnia inna - np. w poniedziałki piwo za 3,50 zł :) ) 
- pub Dobry Kumpel przy ul. Floriańskiej - muzyka na żywo, ładny wystrój i fajny klimat, niestety drogo.
- Stara Zajezdnia - restauracja z minibrowarem (na przeciwko Muzeum Inżynierii Miejskiej). Wpadliśmy tylko na piwko - bardzo nam smakowało :-) 

Wszystko, co dobre, szybko się kończy... Trzeba było wracać do domu... Kraków rozkochuje mnie w sobie powoli... dozuje emocje i zachwyty nad sobą. Pomimo, że na szczycie moich ulubionych miast w Polsce niezmiennie pozostaje Gdańsk, mam nadzieję, że Kraków odwiedzimy ponownie całkiem niedługo...





wtorek, 14 listopada 2017

Kraków: zwiedzanie, atrakcje, Zakrzówek, Kopiec Kościuszki

Skoro wiecie już jak tanio zaplanowaliśmy naszą wycieczkę do Krakowa (Kraków: Sztuka taniego podróżowania), czas, żebym napisała co w tym Krakowie robiliśmy. Przyznam szczerze, że gdy zaczęłam przygotowywać się do tej podróży, poraził mnie ogrom muzeów i miejsc, które chciałabym zobaczyć. Wiedziałam, że Kraków ma sporo do zaoferowania, ale nie spodziewałam się, że tak wiele mnie zainteresuje. Później jednak okazało się, że niektóre miejsca musimy odpuścić, ponieważ od 1 listopada są nieczynne przez cały okres zimowy. No trudno. Dalej okazało się, że prawie wszystkie atrakcje są nieczynne we Wszystkich Świętych, czyli dokładnie w dzień naszego przyjazdu do Krakowa. No dziwnie się złożyło z tą datą, ale tak jak wspominałam w poprzednim wpisie, trzeba było szybko coś wymyślić i zmodyfikować, by urlop nie poszedł na marne.


Do Krakowa przyjechaliśmy koło południa. Zarówno dworzec kolejowy jak i autobusowy znajdują się w bliskim sąsiedztwie starówki. Dlatego pierwsze nasze kroki kierujemy właśnie tam.
Mijamy Pomnik Grunwaldzki, upamiętniający pięćsetną rocznicę bitwy pod Grunwaldem (odsłonięto go w 1910r.)


Stamtąd dobrze widać już Barbakan, a następnie Bramę Floriańską. 


Barbakan, w tle Brama Floriańska
Mój wzrok przykuwa po drodze pomnik, którego wcześniej nie widziałam. Jest to pomnik Jana Matejki. Odsłonięto go w 2013r., więc to stosunkowo młoda atrakcja Krakowa.

Pomnik Jana Matejki
Dalej idziemy ulicą Floriańską na Rynek Główny, następnie ul. Grodzką kierujemy się na Wawel.

na Grodzkiej takie cuda

Wawelu przedstawiać chyba nikomu nie trzeba. To jedno z najbardziej znanych miejsc w Polsce. Dlatego też bardzo tu  tłoczno. Sporo obcokrajowców, rzadko usłyszeć można nasz rodzimy język. Tym razem prawie nie zwiedzamy wnętrz (większość jest nieczynna 1.11.). Jeśli chcecie jednak zwiedzić Wawel nie płacąc za wstęp, listopad jest miesiącem darmowego wstępu do Królewskich Rezydencji (Zamek Królewski na Wawelu, Zamek Królewski w Warszawie, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie i Muzeum Łazienki Królewskie). Oprócz tego warto wiedzieć, że w ciągu roku bezpłatny wstęp obowiązuje w poniedziałki (1 IV-31 X) oraz niedziele (1 XII - 31 III). Uwaga! w ten sposób nie obejrzymy wszystkich wystaw, a godziny otwarcia mogą być inne niż na co dzień. 
Nam udało się jedynie wejść do katedry oraz zobaczyć groby Józefa Piłsudskiego oraz Marii i Lecha Kaczyńskich. 



Drzwi katedry

dziedziniec Wawelu

Pospacerowaliśmy chwilę po wzgórzu wawelskim, w pewnym momencie zauważyliśmy to:


To chyba Babia Góra, co? Ktoś może potwierdzić? 
Byłam bardzo zadowolona, że widzę góry. Stęskniłam się za nimi...

Opuściliśmy Wawel i pieszo zaczęliśmy kierować się w stronę Zakrzówka. Widziałam w internecie tę "miejscówkę" i zapragnęłam zobaczyć ją na własne oczy. Nie spodziewałam się, że odwiedzimy tym samym kolejny park krajobrazowy (Bielańsko-Tyniecki).


Widzimy Skały Twardowskiego i ludzi, którzy tam, na górze biegają i spacerują. 


Szukamy więc ścieżek, podejść... Błądzimy jak dzieci we mgle. W końcu nam się udaje wejść na górę. To, co widzimy robi na nas niesamowite wrażenie!




Na powyższych zdjęciach możecie zobaczyć Zalew Zakrzówek. Jest to zbiornik sztuczny. Powstał w wyniku zalania dawnego kamieniołomu. Podobno latem jest to jedno z ulubionych miejsc wypoczynkowych dla mieszkańców Krakowa. Wcale się nie dziwię. I pomyśleć,że to zaledwie ok. 4 km od Rynku Głównego :) Na pewno latem jest to miejsce niezwykle atrakcyjne, ale teraz, po sezonie, bez tłumów, miało również swój urok. 
Patrząc w przeciwnym kierunku od Zalewu zobaczymy wspaniałą panoramę Krakowa...


Ratusz, Kościół Mariacki i Wawel jak na dłoni..


Piękny kolor wody


Dostrzegamy również Kopiec Kościuszki, dokąd za moment będziemy przemieszczać się również pieszo. 

Kopiec Kościuszki
Gdzieniegdzie znów widzimy góry, niestety na zdjęciach kompletnie nic nie wyszło. Zerkamy na mapę chcąc wytyczyć sobie trasę do Kopca Kościuszki. Na mapie widzimy most, którym przejdziemy na drugą stronę Wisły. Obieramy więc na niego kierunek i podziwiając piękną polską złotą jesień, schodzimy z malowniczych wzgórz i skał...



Gdy dochodzimy do mostu, okazuje się, że jest zamknięty. Nie można na niego wejść! Niech to szlag! Czeka nas więc cofnięcie i nadrobienie sporej drogi. Na szczęście humory nam  mimo wszystko dopisywały. Na pocieszenie kupiliśmy sobie jeszcze po piwku i już jakoś dało się znieść tę "porażkę" ;P 
Niestety listopad jest miesiącem, w którym dni stają się coraz krótsze. Zaczęło się ściemniać. Mimo to postanowiliśmy iść na ten cały Kopiec. W jego pobliżu znajduje się cmentarz, więc znów zrobiło się tłoczno. Przyznam szczerze, że trochę trzeba się napocić by wejść na to wzgórze. W tłumie wcale nie było łatwiej ;) Mamy to! Jesteśmy pod samym kopcem. Niestety wejście na Kopiec tego dnia zamknięto niecałą godzinę temu. No trudno... będziemy musieli wrócić jutro. 
Robimy kilka fotek i zmykamy w kierunku hotelu. 




Czas na zasłużony odpoczynek, bo w nogach mamy niecałe 20 kilometrów :-)